Jego Magnificencja prof. dr hab. Zelig Profile picture
Subtelny intelektualista, filozof, kaczysta. Górne 3%. Człowiek nie bez racji.

Sep 16, 2020, 23 tweets

Dwie luźne uwagi natury ogólnej wywiedzione ze sporów ostatnich dni:

1. Jednym ze stałych błędów nędznej polskiej punditerki jest powierzchowne, pseudomatematyczne analizowanie działań politycznych. Sprowadza się ono do ogłaszania, że partia X „przesuwa się” w prawo/lewo,

a przez to straci jakąś część elektoratu, a zyska inną. Potem biorą się z tego wszystkie mityczne centra, miejsca na prawo od PiS, na lewo od PiS, języczki u wagi i inne bzdury. Zgodnie z tym dogmatem polskiej szkoły analizy politycznej, po podniesieniu przez PiS kwestii

zwierzęcych nasi dziennikarze i analitycy wyssali z palca dane ilościowe, pochwycili kalkulatory i zaczęli wyliczać, że akcja ta z pewnością zabierze PiS-owi 5% elektoratu wiejskiego, a da 1% głosów ekologów, więc się nie opłaca (bądź odwrotnie, zależnie od liczącego).

Błędów leżących u podstaw takiego podejścia jest zapewne wiele, ale za najważniejszy uważam przekonanie o zero-jedynkowości postaw politycznych człowieka. Przedzałożenie takiej wizji każe widzieć wyborcę, który na partię może głosować lub może na nią nie głosować.

Tymczasem spektrum postaw politycznych względem partii jest zdecydowanie szersze. Można głosować na daną partię z niesmakiem, z powodów taktycznych lub osobistych. Ale można być też partii lub ideologii wyznawcą i fanatykiem.

Przede wszystkim zaś: żeby ktoś w ogóle dopuszczał do siebie myśl o zagłosowaniu na daną partię, musi się ona w jego oczach znormalizować. PiS jest dziś dla wielu wyborców sumą wszystkich strachów, partią oszołomów, z którymi nie ma o czym rozmawiać, a współpraca to kolaboracja.

Jednocześnie jakaś część z tych ludzi może mieć poglądy całkiem pasujące do PiS-u, czego sama nie dostrzega przez rodzaj fałszywej świadomości, o której pisałem kiedyś przy okazji wątku o Donaldzie Tusku (do którego wrócę jeszcze przy okazji drugiej uwagi).

W sięgnięciu przez PiS po postulaty ekologiczne widzę więc przemyślaną akcję polityczną, która rzeczywiście chwilowo może zniechęcić do niego część własnego elektoratu, ale jednocześnie cywilizuje kaczyzm w oczach dużej części społeczeństwa.

To ucywilizowanie kaczyzmu może być wstępem do otwarcia się na nowe grupy społeczne, których głosowanie na PiS brzmi dziś jak kompletny absurd. Oznacza to jednocześnie, że przepychana właśnie przez sejm i społeczeństwo „piątka Kaczyńskiego” (zwracam uwagę na nieprzypadkowe,

moim zdaniem, nawiązanie do poprzedniej piątki Wodza, czyli pakietu obietnic socjalnych, które dały w 2019 roku głosy klasy ludowej) jest początkiem długiego marszu i stopniowej ewolucji PiS (przy jednoczesnej stałości samego kaczyzmu).

Może motywowany przez chciejstwo widzę w tym jeden z mechanizmów, który służyć ma wprowadzeniu w życie większej koncepcji, której też poświęciłem kiedyś wątek, a więc przekształceniu PiS w hegemoniczną, racjonalną i modernizacyjną siłę polityczną, dla której nie ma alternatywy.

2. Nie gasną na Twitterze dyskusje, w których prawica wesoło bawi się swoją najnowszą zabawką, a więc argumentem „nie róbmy polityki, chrońmy dzieci nienarodzone”.
Zajęło mi to zaskakująco dużo czasu, ale zdałem sobie w końcu sprawę, że i ten element ostatnich gównoburz

jest nowym przejawem znanego nam dobrze mechanizmu.
We wspomnianym już wątku o Tusku przedstawiłem swoją wizję polskiego społeczeństwa, zgodnie z którą 2/3 Polaków uznać należy za prawicowych/konserwatywnych, w poglądach zgadzających się z ogólną agendą PiS-u.

Dalej ten pogląd podtrzymuję, choć trzeba tu zaznaczyć, że prawicowość większości Polaków jest całkowicie letnia i intuicyjna, opiera się na przekonaniu, ze wszystko idzie swoim rytmem i nie ma co na siłę dokonywać zmian społecznych, kulturowych, politycznych itd.

W tym sensie Polacy nie odrzucają np. lewicowych postulatów dotyczących stosowania zaimków ze względu na twarde poglądy dotyczące języka i jego zmian, a po prostu dlatego, że nie dostrzegają w ogóle kwestii nieprzezroczystości języka.

Prawica tymczasem, a zwłaszcza ta jej część, do nazwy której dodaje się pieszczotliwy człon „psycho-”, widzi w Polaku genetycznego patriotę, potomka bohaterów, permanentnie potencjalnego powstańca, którego intelektualnie interesuje głównie czy wartością jest Bóg, czy Ojczyzna.

Ta prawicowa wizja (wizja siebie, rzecz jasna) jest projektowana na całe społeczeństwo, przez co mocniejsza część polskiej prawicy nie do końca rozumie, co jest politycznie skuteczne, a co nie (to jest zresztą źródło śmieszności, którą w większości wzbudza np. prawicowy patos).

Pozwolę tu sobie przywołać moją niedawną dyskusję z kolegą @RozavonGottmit, który przekonywał mnie, że wiązanie aborcji z klatkami dla norek jest niezwykle skutecznie politycznie i dyskursywnie. Zrozumiałem to jako zachwyt nad erystycznymi aspektami tego argumentu-wytrychu.

Ale teraz widzę, że błąd leży głębiej. Mocno prawicowa prawica nie tylko myśli, że znalazła świetną odpowiedź na argumenty ekologiczne. Jest też przekonana, że odwołuje się do emocji większości społeczeństwa, w końcu kto zgodzi się na krzywdę dzieci, tych naszych cukiereczków?

Przeciwnicy aborcji nie rozumieją, że żyją w kraju, w którym 2/3 ludzi popiera aktualny kompromis aborcyjny, a ponad połowa społeczeństwa poparłaby jeszcze jego liberalizację.
Przede wszystkim zaś, niepolitycznie prawicowa większość, o której pisałem wcześniej, niewrażliwa na

lewicowe zaimki, jest równie niewrażliwa na prawicową walkę o język, te wszystkie ruchy pro-life, walki o sformułowanie „dzieci nienarodzone” zamiast „płody” itd.
Idąc jeszcze dalej pozwolę sobie wyrazić przypuszczenie, że dla przeciętnego Polaka kwestia aborcji lokuje się gdzieś

w drugiej setce problemów, które go zajmują.
Ludzie mocno zaangażowani w sprzeciw wobec aborcji powinni raczej przygotowywać się na to, żeby w najbliższej dekadzie w ogóle obronić aktualny stan rzeczy. Oni tymczasem zachowują się, jakby mieli za sobą milionową armię toczącą

bój o życie od poczęcia.
Niczego takiego w Polsce nie ma i w tym sensie zachwycający część moich prawicowych kolegów z Twittera argument jest pusty, trafia w społeczną próżnię i budzi emocje jedynie w tej stronie sporu, która go używa.

KONIEC

Share this Scrolly Tale with your friends.

A Scrolly Tale is a new way to read Twitter threads with a more visually immersive experience.
Discover more beautiful Scrolly Tales like this.

Keep scrolling