KONSERWATYZM A KATASTROFA KLIMATYCZNA
Katastrofa klimatyczna jest najważniejszym współcześnie potwierdzeniem słuszności konserwatywnego rozpoznania świata. Jednocześnie wiemy wszyscy, że to prawica najbardziej wytrwale pielęgnuje negacjonizm klimatyczny.
Zanim przejdę dalej chciałem zaznaczyć, że rozumiem powody, dla których tak jest. Więcej – byłem tam i sam uległem na pewnym etapie życia przekonaniu, że pod hasłami ekologicznymi kryje się zapewne lewicowa agenda polityczna. Wbrew utrwalonemu stereotypowi to jest bowiem główne
źródło niechęci wielu konserwatystów do uznania antropogenicznych przyczyn zmian klimatu i ich skali. W świecie neoliberalnego systemu ekonomicznego i lewicowych prądów intelektualnych konserwatysta intuicyjnie podejrzliwie traktuje konsensusy autorytetów i powstające dogmaty.
To zresztą bardzo słuszna postawa i ogólnie zachęcam do samotnego oporu przeciwko większości. W tym wypadku jednak większość konserwatystów dziś błądzi. Katastrofa klimatyczna jest faktem i nie powinno to być zaskoczeniem dla człowieka wychowanego w kulturze chrześcijańskiej.
Nie ma potrzeby zakopywać się w stertach raportów naukowych na ten temat, wystarczy sięgnąć do Apokalipsy św. Jana, tam od dawna wszystko jest napisane. Trzęsienia ziemi, zatrute źródła wody, gorąc, ludzkość mordująca się nawzajem przy szczuplejących zasobach.
Wielki błąd ludzkości polega na zbyt dosłownym potraktowaniu skondensowanego opisu, skupieniu się na katastrofizmie i pominięciu procesu. W tym sensie widzenie św. Jana nie wyklucza wizji końca świata znanej nam z wiersza Miłosza inspirowanego filozofią Swedenborga.
Negowanie wpływu człowieka na zmiany klimatu szufladkuje konserwatyzm jako obskurancką prawicę sprzeciwiającą się konsensusowi naukowemu i potwierdza tylko durny stereotyp średniowiecznej ciemnej masy, która nie jest w stanie przyswoić podstawowych informacji.
Donioślejszym głupstwem jest jednak negowanie istnienia zjawiska, która jak żadne inne potwierdza, że konserwatyzm od zawsze po prostu miał rację. Czym jest bowiem katastrofa klimatyczna? Jest bezpośrednim skutkiem ruszenia z posad bryły świata,
ponad dwustuletniego postępu we wszystkich obszarach ludzkiego życia, przed którym przestrzegali Burke, de Maistre, a wcześniej konserwatyści avant la lettre.
Konserwatyzm – wbrew potocznemu rozumieniu go przez niedouczonych adwersarzy – nie jest postawą człowieka bojaźliwego, którego strach przed światem przewyższa jedynie większy strach przed zmianami tego świata. Konserwatyzm to przede wszystkim pewna postawa wobec rzeczywistości i
– co bardzo ważne – wobec możliwości ludzkiego umysłu. Konserwatysta jest mizantropem, a mówiąc precyzyjniej: jego podstawowym przekonaniem o świecie jest pesymizm antropologiczny (odsyłam tu do mojego wątku o Gehlenie, w razie czego służę linkiem).
Od 200 lat konserwatyści przestrzegają przed skakaniem na główkę do brodzika postępu. Nie jest to powodowane strachem lub obroną swoich uprzywilejowanych pozycji, lecz przekonaniem o mizerii kondycji ludzkiej.
Każda zmiana nieskończenie skomplikowanej rzeczywistości wywołuje niewyobrażalną dla człowieka ilość konsekwencji (a pamiętajmy, że klasycy konserwatyzmu mówili to długo przed teoriami chaosu i innych aktorów-sieci).
Ludzki umysł nie jest w stanie przewidzieć niewielkiej nawet części konsekwencji wiążących się z jakąkolwiek zmianą. Jedyna możliwość, żeby nad nimi panować, to hamowanie postępu, wprowadzanie zmian stopniowo i obserwacja efektów.
Tym większy pokłon oddać należy myślicielom konserwatywnym, którzy nie tylko prawidłowo rozpoznali ułomności własnych umysłów, ale stworzyli jednocześnie narzędzie intelektualne, które pozwalałoby zgubne skutki tych ułomności trzymać w ryzach.
Konserwatywna postawa nie zyskała jednak uznania u człowieka nowoczesnego. Chce on nieskrępowanego postępu wszędzie i bez oglądania się na realne skutki, uspokajając sumienie bzdurnymi stwierdzeniami typu „produkt został przebadany klinicznie”.
Sufrażystki sterowane przez ojca PR-u Edwarda Bernaysa wprowadziły modę na palenie papierosów przez kobiety jako symbol emancypacji. Nieszczęśliwie w czasach, gdy nie do końca zdawano sobie sprawę ze zdrowotnych konsekwencji palenia.
Cóż za paradoks postępu – gdyby emancypacja kobiet w USA opóźniła się o jakieś 20 lat, być może tysiące z nich nie zmarłoby przedwcześnie z powodu jednego z symboli tej emancypacji.
Stwórz świat, w którym postęp napędza każdy obszar ludzkiej działalności: daj technologiom niszczyć planetę, a potem dziw się, że ludzie nie chcą porzucać tych technologii, bo są one immanentną cechą ich sposobu życia i zmiana wymaga zmiany całej kultury.
Kultura ta jest zaś efektem uwarunkowań ekonomicznych, które chętnie jeszcze wykorzystają postępową politykę do swojej ochrony pod płaszczykiem ochrony praw i przywilejów.
Zwolennicy postępu nigdy nie przyznają oczywiście racji konserwatywnemu rozpoznaniu świata. Liberałowie, jak to liberałowie, niewiele z tego wszystkiego rozumieją. Lewicy zostaje jedyna poza hamowaniem postępu opcja: rodzaj światowego rządu (niezależnie w jakim kształcie),
który miałby planowo i odgórnie zacząć odkręcać najbardziej niekorzystne dla klimatu zmiany, wbrew kulturze, biznesowi, globalnemu systemowi gospodarczemu, potężnym grupom interesów itd. Cóż, pozostaje mi życzyć powodzenia.
Konserwatyści dzielą planetę z całą resztą i z całą resztą na niej umrą. Marne to pocieszenie, ale w odróżnieniu od bezrefleksyjnych liberałów i lewicy zawiedzionej, że nikt nie wprowadza spóźnionych o dwa wieki zmian, my przynajmniej umrzemy ze świadomością, że mieliśmy rację.
Share this Scrolly Tale with your friends.
A Scrolly Tale is a new way to read Twitter threads with a more visually immersive experience.
Discover more beautiful Scrolly Tales like this.
