Na Threads pojawił się wątek z pytaniem do żołnierzy, gdzie pada padło pytanie czy było coś w wojnie co złamało im serce.
Stworzyłem wątek
"Panie i Panowie wojskowi, czy jest coś, co złamało wam serce w wojsku? (Bez żartów) Ja zacznę: Odstrzeliwanie zwierząt na pozycjach, bo zdradzają waszą lokalizację, więc wychodzi na to, że albo wy je, albo was przez nie 💔"
W okrążeniu towarzyszowi roztrzaskało miednicę. Prosił, żeby go dobić, ale nie odważyłem się, bo miałem nadzieję go ewakuować. Nie udało się wrócić, bo naszą grupę »odcięli«. W końcu Rosjanie długo go torturowali, a potem żywcem odcięli mu głowę. Krzyki słyszeliśmy aż z kilometra. Do dziś żałuję, że go nie dobiłem… często mi się to śni
O friendly fire:
"Kiedy lecisz w nocy ze zrzutem, meldujesz, że widzisz czyjeś sygnatury, słyszysz na łączach, że »naszych tam być nie powinno«, wykonujesz zadanie wzorowo, a rano widzisz, że... lepiej bym nic nie meldował..."
"Kiedy leżysz w ukryciu i patrzysz w oczy rannego, który jest pięć metrów od ciebie, na zewnątrz. Nad nim wisi dron i czeka, aż ktoś wypełznie po niego, albo aż on sam doczołga się do kogoś, by się schować... i obaj to rozumiecie, dlatego on się nie czołga, tylko po prostu leży, wykrwawia się i patrzy na mnie... On zginął, a ja tak i nie zdołałem udzielić mu pomocy 🫥"
Kiedy wyszliśmy z okrążenia, ratując życie, a dowódca-pojeb wydał rozkaz naszym towarzyszom, by potraktowali nas jak dezerterów, rozbroili i aresztowali. Chłopaki oczywiście tego nie zrobili. Przywitali nas, przyjęli, nakarmili i wzięli pod swoją ochronę. Powiedzieli, że jeśli ktoś odważy się przyjechać nas aresztować, to nie skończy się to pokojowo. Dziękuję wam. Wtedy nauczyłem się płakać.
Dzięki temu, że wtedy nie zginęliśmy, większość z nas nadal żyje, służy w szeregach i wykonuje zadania bojowe. Na wojnie celem nie jest zostanie bohaterem, ale ocalenie życia swojego i towarzyszy, przy jednoczesnym wyeliminowaniu jak największej liczby wrogów.
Kolejnym dowodem na to, że mieliśmy tam wszyscy zginąć, były powiadomienia wysłane do naszych rodzin – że zaginęliśmy bez wieści, jesteśmy »dwusetni« lub »trzechsetni« – w czasie, gdy my wciąż jeszcze trzymaliśmy pozycje.
Na pytanie osób Threads "Po co dowódca to zrobił?"
odpowiedź
"Rosjanom sprzedał się dowódca brygady, do której byliśmy oddelegowani (przegrani w karty); znaleziono u niego brata – podpułkownika w armii rosyjskiej."
Survival guilt
"Mój tata jest na wojnie. Kiedy urodziło mi się drugie dziecko, przyjechał na kilka dni z dwoma towarzyszami. Siedział i trzymał ją na rękach. Małą, nowo narodzoną wnuczkę. Potem ktoś do niego zadzwonił. Wyszedł z pokoju – i po kilku minutach wrócił zupełnie inny. Milczał, nie brał już wnuczki na ręce. A dopiero gdy wychodził z domu i się żegnał, powiedział: – Trzech chłopaków, którzy dziś przyjechali nas zmienić… Wszyscy trzej zginęli… na naszym miejscu. Takiego taty jeszcze nigdy nie widziałam."
Kiedy pozwalają towarzyszom broni dokonać identyfikacji, żeby rodzina nie musiała oddawać DNA, bo z ciała została tylko zwęglona miazga.
Kiedy w pośpiechu opuszczasz pozycję, a zwierzęta rozbiegły się w panice i nie możesz ich ze sobą zabrać; przez ostatnie pięć minut, pośród wybuchów, wołasz je, ale one się schowały i zostaną tam już na zawsze.
Wielokrotnie je wywoziłem, ale tych pyszczków, niestety, nie dałem rady [zabrać]: albo nie była to moja zmiana, gdy opuszczali pozycję, albo uciekały w trakcie ewakuacji. Niektóre zabił [rosyjski] atak chemiczny. Nigdy ich nie zapomnę i będę wierzył, że u nich wszystko dobrze.
Kiedy człowiek zastrzelił się z powodu bardzo ciężkich ran, żeby nie być ciężarem dla grupy szturmowej, której członkowie też byli ranni. Ewakuacja była niemożliwa.
Kiedy trwał szturm, człowiek został ranny i żeby uratować towarzyszy, został, by osłaniać odwrót. Jego ostatnie słowa, które słyszeli chłopaki, to: »Sława Ukrainie«.
To wszystko historie z mojej brygady. Żyjemy w czasach prawdziwych Bohaterów
Kiedy wychodziliśmy z Marika i szedł z nami biały pies, labrador-mieszaniec, przeszedł z nami połowę drogi, potem chłopaki zrozumieli, że trzeba go zarżnąć, bo wybiega na pole [które co do zasady są zaminowane - przyp Aryo], a nie idzie przy nas. Parę razy go przywiązywaliśmy, ale odgryzał linę i nas doganiał. Ufał i chciał być z nami, ale…
Jak powiedzieć rodzinie, że jego już nie ma...
"Kiedy ciężarna żona towarzysza broni, która przypadkiem ma twój numer, pisze ci wiadomość z pytaniem, co słychać u jej ukochanego, bo on już od doby nie daje znaku życia. A ty, dziesięć minut przed tą wiadomością, dowiedziałeś się, że jej ukochanego rozerwał kacapski pocisk. I bezsilnie patrzysz w ekran telefonu.."
Jestem siostrą wojskowego. Bywało, że brat nie odzywał się przez 3-4 miesiące, ale jego towarzysz broni, Artur, raz w tygodniu pisał, że z bratem wszystko OK (dowoził im na pozycje jedzenie i to, o co prosili). Czekałam na ten dzień i na tę jedną wiadomość w tygodniu, byłam mu bardzo wdzięczna, że daje znać… Potem minęły prawie dwa miesiące bez wieści. Brat w końcu się odezwał, a Artur… Artur już nigdy się nie odezwał 💔.
Akty zgonu "Historia o kobiecie, która wydaje akty zgonu. Dwa lata temu załatwiałam akt zgonu babci i kobieta, która je wydaje, była bardzo rozbita i wyczerpana. Zaczęłyśmy rozmawiać, powiedziała, że psychicznie nie wytrzymuje już liczby śmierci naszych wojskowych. Że kobieta, która weszła przede mną, chowała swojego brata, męża, a teraz i syna; jak ojciec wojskowego płacze u niej w gabinecie, bo syna chowają bez głowy; jak dziewczyna wojskowego straciła dziecko, gdy dowiedziała się, że jej ukochany jest na tarczy; że był mężczyzna, który przyszedł po akt zgonu żony, która nie mogła pogodzić się z tym, że jej synowie zginęli w walce. Było jeszcze wiele tragicznych historii, rozmawiałam z nią gdzieś z 2 godziny. Po prostu słuchałam, starałam się ją jakoś wesprzeć i samej nie zwariować od tych informacji. Dodam, że ona pracuje tam wiele lat i powinna już dość chłodno podchodzić do śmierci, ale tak wcale nie jest, bo lata wojny jakby ją złamały. Przytuliłyśmy się i podziękowała mi, że z nią o tym porozmawiałam."
Jestem medykiem, pracowałam na ewakuacji od 19. roku życia. Pewnego razu trafił do nas na ewakuację chłopak, formularz 100 prawie pusty, nie miał żadnych widocznych obrażeń. Patrzę na jego wiek, a on ma 18 lat. Pytam, co się stało, bo w formularzu 100 nie ma wpisu. Zaczyna opowiadać. Był na wyjeździe z towarzyszami broni, gdzieś odszedł, po jakimś czasie wraca, a chłopaki wszyscy „200”. Było ich gdzieś 8 albo 10. Tego chłopaka przez tydzień nie mogli stamtąd zabrać z pewnych przyczyn. Spędził tydzień ze swoimi poległymi towarzyszami. Prawie nie było co jeść i pić. Śnili mu się ci towarzysze i wołali go do siebie, wszędzie czuł smród trupów. No i jak rozumiecie, u chłopaka wystąpiły urazy i zaburzenia psychiczne. Chłopak został hospitalizowany w szpitalu psychiatrycznym.
Kiedy młody chłopak opowiada, co planuje zrobić na urlopie, a po 8 minutach zapamiętujesz godzinę śmierci. I niestety, to nie jedyny taki przypadek...
Kiedy po długim pobycie na pozycjach, resztką sił ciągniesz ciężko rannego towarzysza 5 km do punktu ewakuacji, on śpiewa piosenki i krzyczy, jak bardzo chce żyć... a 20 metrów od pickupa uderza w nas kacapski FPV. Towarzysz "200"... [martwy]
Podczas ewakuacji ciężkiego »trzechsetnego« na moją grupę spadł zrzut [z drona]. W ostatniej chwili własnym ciałem zasłonił mnie towarzysz. Ja żyję, on jest na tarczy… dzięki Jackson, cześć [twojej pamięci]. Cały jego mózg miałem na twarzy, na kamizelce, potem zmywałem to chusteczkami i długo nie mogłem dojść do siebie…
Jest i dowódca batalionu medyków "Hospitalierzy". Medycy giną i są priorytetowym celem do zabicia przez armę agresora
Jestem siostrą wojskowego: Kiedy on płacze po poległych towarzyszach, a ty nie wiesz, co powiedzieć... i po prostu cicho dławisz się łzami... Kiedy brat pisze, że jego towarzysz z urwaną nogą został sam w okrążeniu i nie mogą go zabrać; ty czekasz na cud, a rano [brat] prosi już o modlitwę za poległego. Kiedy zadzwonił, żeby się pożegnać i przekazać coś rodzinie, gdyby się już nie odezwał; powiedział, że jedzie do piekła, skąd się nie wraca; ty nie śpisz całą noc i odtwarzasz w głowie wszystkie wasze wspólne wspomnienia. (Udało mu się wyjść)
Kiedy byłem w piechocie i wychodziliśmy z pozycji, pierwszy raz zobaczyłem »dwusetnego« [poległego]. Koleś leżał, jakby po prostu nieostrożnie upadł. Zacząłem krzyczeć: »Braciszku, wstawaj, nie ma czasu na zamułę, patrz pod nogi«, chciałem podbiec i go podnieść. A kiedy podbiegłem, zrozumiałem wszystko na 100 procent. To był pierwszy raz. Miałem wtedy 23 lata i myślałem, że jestem twardy, wszystko w życiu kumam i ogarniam, ale po tym już tak nie myślałem.
Potem byłem już operatorem drona, nigdy nie zapomnę, jak słyszałem w radiu głos towarzysza, z którym nie raz staliśmy na pozycji. Jego pozycja została rozbita, on bez nogi wykrwawiał się i prosił, żeby go wyciągnąć, a nikt nie mógł tam wjechać. Kiedy jego żona dzwoniła do kogo mogła i trzeba było kłamać, że nic nie wiem – w środku znowu coś we mnie pękło Potem był szturm, Rosjanie brali naszych, sytuacja krytyczna, nasi postanowili się poddać, [Rosjanie] postawili ich na kolana i rozstrzelali w plecy. Obserwując to z drona, po raz pierwszy poczułem prawdziwą bezradność.
Ostatnią kroplą było dla mnie, kiedy na zawsze odszedł mój najlepszy przyjaciel, towarzysz broni, gość, który zawsze krył mi plecy, z którym poznaliśmy się przez wojnę i od pierwszego dnia przechodziliśmy przez nią razem. Teraz jestem na »samowolce« [dezercja], nie jestem z tego dumny i wiem, że prędzej czy później wrócę. Osądzajcie mnie lub nie, ale chcę trochę odpocząć. Dziękuję, wygadałem się.
Nie jestem wojskową – przyjaciel był policjantem. Jego żarty zawsze były ostre, często sprośne. Poznałam go jeszcze na studiach w MSW, jak miałam praktyki. Bardzo często ratował i mnie, i rodziców, w ogóle świetny człowiek. Przed początkiem wojny, jak w panice siedziałam w ciąży, mówił: »Nie pękaj mała, gówno nam zrobią«. A jak wojna się zaczęła, zadzwoniłam do niego, a on z zimną krwią opowiedział co i jak robić. Od razu poszedł jako ochotnik na punkty kontrolne w Sumach. Później wysłali go pod Donieck.”
Dzwonił rzadko, ale jak się zdzwanialiśmy, to znów żartował, że nic strasznego, że żyje, przyjedzie, no i oczywiście te słynne, nie zawsze na miejscu, sprośne żarty. Jak pojawiła się moja córka, mieliśmy się spotkać w weekend, planować chrzciny, ale nie przyszedł – miał jakieś sprawy. No i uważałam, że mamy sporo czasu, jeszcze się zobaczymy. Dlatego bywało, że nie odpowiadałam na telefon, wszystko myślałam »oddzwonię później«. Rok 2023, 7 sierpnia, przeddzień moich urodzin. Mama: A jak Żenia ma na nazwisko? Doroszenko? Ja: Tak, a co?
Zbladła i w milczeniu podała mi telefon... Doroszenko Jewhen Wiktorowycz zginął 27.08.23*. Przywieźli go i pochowali w Sumach, w moje urodziny. Nigdy tak nie płakałam... Nigdy nie czułam takiego parzącego, gorącego, lodowatego chłodu, jaki poczułam kładąc ostatni raz rękę na czole mojego przyjaciela. Tak i nie oddzwoniłam do niego, nie zobaczyłam się z nim. Krzyki jego mamy słyszę do dziś... wina mnie zabija..
Kiedy w nocy w Bachmucie, w kostnicy, otwierasz worek za workiem (ciała leżą na zewnątrz rzędami), z latarką w ręku i szukasz swojego towarzysza, a z niego została tylko ręka i noga. Była tam wtedy jeszcze poległa kobieta, chłopaki włożyli ją do białego worka – wszystkich do czarnych, a ją do białego.
Kiedy rano pijesz z towarzyszem kawę, a wieczorem już go nie ma.
Kiedy przez radio towarzysz krzyczy »jestem 300« [ranny], i to koniec, do dziś jest zaginiony bez wieści.
Kiedy ginie najmilszy i najbardziej pozytywny człowiek, sierota.
Kiedy wiesz, że zginął, a rodzicom nie możesz powiedzieć. [bo ich nie ma przyp Aryo].
Jest tego dużo dużo dużo więcej threads.com/@hy_is_liya/po…
To było moje pierwsze prawdziwe wyjście [na pozycje], wcześniej byłem tylko na punkcie stabilizacyjnym. W grupie sami młodzi i przewodnik. Dostaliśmy prośbę o "zamknięcie nieba" (osłonę przed dronami), zarzuciliśmy płaszcze i ruszyliśmy. Trójka z przodu, my – kolejna trójka – jakieś 20 metrów za nimi. Słyszymy, że nadlatuje FPV (dron kamikadze), chowamy się pod drzewami, ale trójka z przodu nie ma gdzie się ukryć. Rozbiegają się, ale nie zdążają: dwóch "300" (rannych), w tym przewodnik. My nie znamy drogi, podejmujemy decyzję o odwrocie. Kiedy zaczęliśmy wyciągać rannych, polowanie na nas zaczął Mavic. Pierwszy zrzut dobija przewodnika...
...i rani (robi "300") jeszcze jednego chłopaka. Rozumiemy, że po prostu nie damy rady ich zabrać pod ciągłymi zrzutami, a zaraz pewnie zleci się tu cały rój dronów. Błagamy o ewakuację, ale mówią nam, że teraz nikt nie pojedzie, bo ścieżka jest już "spalona" (pod obserwacją/ostrzałem) i ewakuację też nakryją. Musieliśmy zostawić chłopaków i uciekać z powrotem przez krzaki. Jednym z tych chłopaków był mój towarzysz broni, z którym byliśmy razem od początku BZVP (podstawowego szkolenia wojskowego). Wybacz mi, Tanczyku, bo sam sobie tego nigdy nie wybaczę.
Kiedy odzyskałem przytomność po zranieniu i dowiedziałem się, że nikt z moich 12 chłopaków tego dnia nie przeżył. Tylko ja. Nikt.
Kobieta która też służy w armii około 11 lat.
Była w okrążeniu w Azowstali. Nie mówili jej, że jej mąż zginął kiedy ona była w oblężonym Mariupolu. Powiedzieli jej jak wróciła, a ona nieświadomie zamówiła kwiaty pocztą kwiatową w imieniu zmarłego męża...
"Wysłałam mamie męża kwiaty od nas na Dzień Matki, nie wiedząc, że mój mąż już zginął. A ona wiedziała i otrzymała kwiaty od nieżyjącego już syna. Nie rozumiełam, dlaczego ona w ogóle nie reaguje na bukiet i prosiłam o zdjęcie, bo kiedy zobaczę się z mężem – muszę mu je pokazać. Mama przysłała zdjęcie. I dopiero po kilku dniach dowiedziałam się, jaki to był ból – te kwiaty i moje wiadomości... Rodzice męża chcieli po prostu zaczekać, aż wyjdę z okrążenia, a potem mi wszystko opowiedzieć. Wszyscy dookoła wiedzieli, oprócz mnie."
Część zginęła. Ciężko cokolwiek świętować
"Kawiarnia. Obwód doniecki. Kierunek dobropolski. Pierwszy stycznia. Wchodzą chłopaki. Jestem w dobrym nastroju, we włosy mam wpleciony czerwony, świąteczny łańcuch. Lada barowa, obok choinka z jasnymi bombkami. Wchodzą chłopaki – zmęczeni, skupieni. Zagaduję wesoło: – Szczęśliwego Nowego Roku, chłopaki! – Dziękujemy. – Zjecie śniadanie? – Nie, tylko kawę. – Czemu? Trzeba przecież świętować. – Już w domu [świętowaliśmy]... Rozumiem, że coś jest nie tak... – Chłopaki, a wy wróciliście WSZYSCY? – Nie wszyscy... Stoję. Z tym łańcuchem na głowie. Błyszczę... Idiotka..."
Śmierć, kiedy wydawało się, że pomoc już tak blisko
"Opowiadają, że trafił [do nas] młody, przystojny żołnierz z amputacją obu kończyn górnych. Komentarz: „Ale przecież żyje, to dobrze”. Odpowiedź: „Ale on był chirurgiem dziecięcym...”.
Mój znajomy, 35 lat, z bardzo (!) wysoką amputacją kończyny po „przylocie” (ostrzale), prawie się wykrwawił, liczyły się minuty, cudem zdążyli go uratować. I już w szpitalu, po jednej z 24 operacji, napatrzywszy się na innych rannych, filozofuje: „Wyobraź sobie, jak musi być chujowo [innym], skoro mi bez nogi wcale nie jest chujowo”."
Kiedy byłem ranny, czołgałem się linią okopów do ewakuacji. Musiałem czołgać się po ciężko rannym, który był częściowo przysypany ziemią. Jego oczy były czerwone, zalane krwią. Jego towarzysze bardzo prosili, żebym go pociągnął na ewakuację, ale ja sam ruszałem się jak 'warzywo'. Pamiętam jego twarz. Tam właśnie został.
To bardzo, bardzo, bardzo bolesny wątek 💔 Tata mówił, że najboleśniejsze było, kiedy jeszcze w 2022 roku były ataki na lotnisko. Byli w piwnicy, nie mogli wyjść, bo na górze płonął hangar, wyjście było zablokowane, czekali na strażaków. W trakcie gaszenia pożaru nastąpiło drugie uderzenie, zginęła dziewczyna-strażak, 22 lata. Dosłowne słowa taty: »wychodzimy, a tam leży dziewczyna, jak moje dziecko, nawet młodsza, próbowała nas ratować... łzy same mi wtedy popłynęły, biedni jej rodzice...«
Mój brat zginął, kiedy był w wojskowym samochodzie, zamknięty na pace [w przedziale ładunkowym]. Jechali na zadanie, by ratować innych. Najpierw wylecieli na minie, potem trafił w nich pocisk od p*dałów [Rosjan], i to wszystko dałoby się przeżyć, gdyby nie sprzęt, który był w środku z bratem i wybuchł. To już był koniec. 2 minuty zdarzeń i nie ma pięciu ludzi 😞. Szczątków zostało 30 kg z 5 osób… Do tej pory nie ma wyników DNA. 😔 Śledczy ignoruje sprawę. Moje wyrazy współczucia dla każdego, kto kogoś stracił.
Mój Tata zadzwonił, pożegnał się ze wszystkimi dziećmi i żoną, i pobiegł do okupowanej wsi w nadziei, że wyciągnie rannych. Zginął we wsi Dowheńke.
Kiedy kobieta ze wsi niedaleko linii frontu prosi, żeby się nie wycofywać, bo zabiją wszystkich cywilów. Wieś została faktycznie zniszczona i okupowana w 2023 roku. Kiedy opatrujesz cywilów, których samochód rozjebał dron FPV, i łapiesz się na myśli, że to FPV leciało po ciebie. Kiedy wiesz, jak zginęli ludzie, ale nigdy nie powiesz tego bliskim.
Kiedy patrzysz na transmisję [z drona], jak rozstrzeliwują twojego pojmanego towarzysza broni. Kiedy bliska osoba pyta, dlaczego jej mąż nie odpowiada, a ty już wiesz, że go nie ma. Kiedy żona towarzysza broni kolejny raz prosi, żeby opowiedzieć, jak zginął, bo wciąż ma wątpliwości. Kiedy próbujesz ułożyć na noszach spalone szczątki dowódcy. Długo by o tym wszystkim opowiadać..
Patrzeć, jak twoich towarzyszy broni prowadzą do niewoli / rozstrzeliwują, a ty nic nie możesz zrobić. Odwiedzać groby tych, z którymi stałeś się bliższy niż z krewnymi. Rozmawiać z rodzicami poległych i rozumieć, jaką stratę ponieśli.
Kiedy wszedłem do piwnicy pięciopiętrowego bloku na [ulicy] Korsuńskiego w Bachmucie, a z naprzeciwka babcia [mówi]: »Dzień dobry«. Pytam dowódcę plutonu: »Co jest, jak to, tu p*dałów [Rosjan] w sąsiednim budynku jak karaluchów, a co jak zaraz będzie walka?«. Tam jeszcze dziadek wylazł, przywitał się, krótko mówiąc – było tam sporo cywilów. On w odpowiedzi: »A co ja zrobię, wygonię ich?«. Walka jednak była. Nie znam losu ani tej babci, ani wielu chłopaków.
Nie [jestem] wojskową, [jestem] byłą żoną. Kiedy zawiadomienie przychodzi do mnie, bo jego krewni mają to w dupie. Kiedy na policji z dzieckiem składasz dokumenty, oddajesz DNA, a jego brat nie przyjeżdża, bo jeszcze złapie go TCK. Za każdym razem serce pęka, gdy 6-letnia córka pyta, dlaczego Ruscy zrujnowali życie jej taty, a ja patrzę w te oczy, ledwo powstrzymuję łzy, bo nie wiem, co odpowiedzieć... kiedy w histerii krzyczy, że tata umarł – ona [to] wie. Dziękuję każdemu żołnierzowi i żołnierce, dzięki Wam istniejemy
Nie jestem wojskowym, ale kumpel służył. Czytam na Facebooku jego post, cytat «nadszedł ten czas» ze zbiórką na furę, wrzuciłem 150 hrywien, tydzień później, 31-go w Sylwestra, zginął. Żona, dwójka dzieci, a ja siedzę, chleję i płaczę przy stoliku na podwórku pod domem. U sąsiadów gra muzyka, ale w sumie pasuje. Za pół godziny Nowy Rok, zajebiście.”
Wprowadzałem chłopaków na pozycję, którą szykowali się szturmować drugą falą. Zabrałem stamtąd rannego i prowadziłem w stronę ewakuacji pod ostrzałem z moździerzy. Pozycję [Rosjanie] wzięli szturmem, jego ostatnie słowa przez radio: «Ała, boli»... Nawet ich nie dobili, tylko wszystkich dorżnęli [prawdopodobnie nożami albo bagnetami przyp. tłumacz Aryo]... 5 godzin wcześniej wciągaliśmy szaurmę [coś na podobę Kebaba przyp. Aryo], na którą czekaliśmy cały dzień, żeby napchać żołądki przed wyjściem. Modny, 22 lata... Jego córka ma 2 miesiące... Zaginiony... Wiem, gdzie leży, ale p*dały [Rosjanie] na tym kierunku przeszli już 30 km...
Tata pojechał w stronę Kurska, «Winnica» dowodził, było jeszcze 15 chłopa. Wieczór, wszyscy zjedli kolację, ojciec wyszedł się odlać pod drzewo. Po minucie parę dronów rozjebało tę małą chatkę, gdzie oni wszyscy byli. Zginęli wszyscy razem – ojcu siadła psycha, zadzwonił do mnie i pierwszy raz słyszałam, jak płacze w histerii do słuchawki. Wybaczcie.
Kiedy na szkoleniu patrzysz na chłopaków i rozumiesz, że połowa nie przeżyje. Kumplowi dwa tygodnie przed końcem szkolenia urodziła się córka. Napisał raport, nie puścili go. Zrobiliśmy sobie zdjęcie i rozjechaliśmy się do jednostek. Tydzień później już nie żył, córki tak i nie zobaczył
Kiedy na zadaniu widzisz zabitych cywilów i po prostu przechodzisz obok, idąc dalej wykonywać zadanie. Kiedy kumpla przygniotła ściana rozwalonego domu i po 1,5 godziny prób wyciągnięcia go, on przestaje oddychać.
Śmierć. Niedokończone sprawy
"Opowiadała babcia, która mieszka w pobliżu Kramatorska. W sąsiednim domu zatrzymali się wojskowi. Wszystko na szybko — zrzucili plecaki, rzucili mundury na krzesła, pożartowali, że wrócą wieczorem. Wyjazd miał być «na chwilę». Kubki z niedopitą kawą, ładowarki w kontaktach, rzeczy — jakby czekały. Minął dzień, potem drugi. Mówią, że na wojnie czas czasem się zatrzymuje. W tej chacie — właśnie tak się stało. A chłopaki do tej pory nie wrócili po swoje rzeczy."
Kiedy po ostrzale na poligonie jeden ziomek biega i krzyczy «pomóżcie mojemu kumplowi», a ja odpowiadam, że on już martwy. Pobiegłem do innego, owinąłem mu głowę – zmarł mi na rękach z pianą na ustach. Innego ewakuowali, zmarł 2 dni później, okazało się, że miał 3 dzieci... Krzyk p*dałów [Rosjan] «szturmujemy, szturmujemy», a wokół nas nie ma nikogo... i czekasz na to, co ostateczne
Kiedy na pozycję wchodzi was 15, a wychodzi 10, w tym 3 ciężkich. Niestety 200 [zabitych] nie było jak zabrać. Dopiero w drugim tygodniu udało się zabrać jednego, a z drugiego kazali wziąć nogę albo rękę na potwierdzenie śmierci. Wynik komisji: zaginiony bez wieści, a ręka się nie liczy, bo mogła być amputacja i on może być w niewoli – i nikogo nie obchodziło, że byli świadkowie jego śmierci. Najcięższe to brać z tego zmasakrowanego ciała fragment do identyfikacji i uświadamiać sobie, że to wszystko było na darmo. Rok 2023, Kurdiumiwka.
Śmierć bo pomoc nie nadjechała. emka w slangu wojskowym oznacza transporter M113
"Kiedy nie zabrałam kumpla na ewakuację, bo zgasła nam emka na środku pola. A ty jesteś medykiem."
Ps. W tym wątku całkiem sporo kobiet na służbie
"Powiadomić osobiście ponad 400 rodzin o stratach bezzwrotnych, niewoli, zaginięciach. W tym 5 moich byłych towarzyszy broni.
Przestać sobie wyobrażać, że do mnie przyjdą z informacją o moim partnerze, tak jak ja przychodziłam w ramach służby.
Pogodzić się z myślą i faktem, że nasz syn nie będzie poznawał swojego taty w pierwszy dzień jego przyjazdu na urlop.
Przestać wierzyć, że ktoś zmieni mojego partnera po prawie czterech latach służby.
Pogodzić się z myślą, że dopóki synowie nie dorosną, nie wrócę do służby.. "
Moje archiwalne tłumaczenie. Gdy żołnierz dowiaduje się o śmierci towarzyszy przy misce zupy. Tak jakby to było coś zwyczajnego.
@threadreaderapp unroll
Share this Scrolly Tale with your friends.
A Scrolly Tale is a new way to read Twitter threads with a more visually immersive experience.
Discover more beautiful Scrolly Tales like this.
