Znacie ten obrazek, co nie? Kadr z filmu "Nocna Zmiana", który służy PiSowi jako filar tworzeniu mitu o złym Tusku co we współpracy z komunistami obalił potężny rząd Olszewskiego, zanim ten mógł naprawić postkomunistyczną Polskę.
Ile w tym prawdy? Zapraszam na wątek 🧵
Jest to trochę historia antyczna nawet dla dzisiejszych 30-40 latków, więc słowo wstępu - rząd Jana Olszewskiego był pierwszym rządem pierwszej kadencji sejmu RP.
Powołany po miesiącu od wyborów przetrwał 6 miesięcy.
Dlaczego?
Jak większość z was wie, obecnie przy wyborach do sejmu obowiązuje próg wyborczy oraz system D'Hondta, który premiuje większe partię większą ilością posłów.
W I sejmie tego nie było, przez co dostały się do niego 24 (!) partie polityczne, z czego największa miała tylko 62 posłów
Oznaczało to, że sejm był niesamowicie rozbity na masę konkurujących ze sobą frakcji i uzyskanie jakiejkolwiek większości było wyczynem.
Udało się to jednak Jarosławowi Kaczyńskiemu, który sklecił koalicję, która wybrała Olszewskiego na premiera.
Kaczyńskiemu udało się jednorazowo przegłosować wybranie Olszewskiego na premiera, ale jego rząd mógł realnie liczyć tylko na 114 posłów - a większość to 231. Czyli nie mieli nawet połowy połowy sejmu.
Dodatkowo ta koalicja była bardzo mało stabilna i nie było potrzeba wiele czasu by Kaczyński pokłócił się z Olszewskim o to kto będzie szefem Urzędu Rady Ministrów.
Nie można tu też nie wspomnieć o tym, że ówczesny prezydent, czyli Lech Wałęsa nie lubił się zarówno z Olszewskim jak i z Jarosławem Kaczyńskim. Kaczyński z Wałęsą pokłócili się gdy Kaczyński był jego szefem kancelarii.
Jak już wiemy rząd Olszewskiego nie miał nawet iluzji większości i jego los wisiał na włosku.
Co naprawdę doprowadziło do jego upadku?
1) Kłótnia z prezydentem - Wałęsa w maju 1992 pojechał podpisać do Moskwy traktat o współpracy pomiędzy państwami.
Dzień przed uroczystością podpisania Olszewski wysłał do Moskwy wiadomość, że jego rząd kategorycznie nie zgadza się na podpisanie jednego z załączników.
To postawiło Wałęsę w trudnej sytuacji. Mógł zignorować instrukcje rządu, ale zdecydował się ustąpić i wynegocjować z Jelcynem te warunki.
Udało mu się to, ale po powrocie do Warszawy 26 maja stwierdził, że stracił zaufanie do Olszewskiego i jego rządu.
2) Fiasko negocjacji pomiędzy Kaczyńskim a partiami tzw. "małej koalicji" (której członkiem był m.in. Tusk), którymi Kaczyński planował wzmocnić rząd.
Unia Demokratyczna 24 maja 1992 podjęła uchwałę wzywającą rząd Olszewskiego do ustąpienia.
27 maja już cała "mała koalicja" podjęła decyzje o złożeniu wniosku o wotum nieufności względem rządu.
Podsumowując - mamy więc mniejszościowy rząd złożony ze zbieraniny partii, który nie ma ani zaufania prezydenta ani reszty partii, która mogłaby zapewnić mu większość.
No i teraz zaczyna się teatr, na podstawie którego nasza prawica tworzy sobie swój mit założycielski.
28 maja 1992 roku na mównicę wszedł poseł Janusz Korwin-Mikke i złożył wniosek o ujawnienie wszystkich urzędników państwowych, którzy współpracowali z UB i SB.
Była to mina wrzucona taktycznie, gdy na sali była jedynie 1/2 posłów, co pozwoliło jej przejść głosowanie. Wtedy jeszcze nie bawiono się w reasumpcje i powtórki jak to ma w zwyczaju PiS.
Listę miał przygotować Minister Spraw Wewnętrznych czyli nikt inny jak Antoni Macierewicz
Możemy sobie zadać pytanie - co w tym złego, że by ujawniono listę komunistycznych współpracowników?
Otóż ujawnienie w ten sposób sprawiałoby, że Macierewicz byłby jedynym weryfikatorem tych informacji i to on decydował kto był, a kto nie był współpracownikiem SB/UB.
Nie było możliwości obrony ani odwołania się (skąd to znamy?).
Zamiast tego zaproponowano powołanie Komisji Weryfikacyjnej, która wszelkie dokumenty mogłaby sprawdzić zarówno pod kątem autentyczności (zdarzały się przecież fałszywki) jak i rodzaju współpracy.
Powołanie takiej komisji wymagałoby jednak przegłosowania odpowiednich ustaw, bo w tamtym momencie nie było podstaw prawnych do jej powołania.
No a rząd nie miał przecież większości i żadnych szans na przegłosowanie czegokolwiek.
Macierewicz więc zdecydował zawieźć przygotowaną przez siebie "listę agentów" do Sejmu i wręczył je najważniejszym osobom w państwie oraz liderom klubów.
Te nazwiska oczywiście zaczęły błyskawicznie wypływać do opinii publicznej, co wywołało chaos.
Głosowanie nad Wotum Nieufności dla rządu Olszewskiego miało odbyć się 5 czerwca, ale w związku z działaniami Macierewicza wieczorem 4 czerwca do Sejmu przybył prezydent Wałęsa (którego nazwisko się na liście znajdowało) z żądaniem natychmiastowego głosowania nad tym wotum.
No i tu zaczyna się ta słynna "Nocna Zmiana", która przedstawiana jest jako wielki spisek Tuska i komunistów, którzy podstępnie w środku nocy doprowadzili do odwołania rządu Olszewskiego.
Rzeczywistość jest oczywiście inna - były to normalne narady posłów pod okiem kamer (inaczej jak powstałby film?), gdzie obecni byli przedstawiciele większości partii politycznych - zabrakło tam jednak Kaczyńskiego i
Kwaśniewskiego.
Następnie odbyło się normalne posiedzenie sejmu, gdzie przegłosowano wotum nieufności względem rządu - za było 273 posłów, przeciw 119 a 33 się wstrzymało.
Jak widzicie - to nie był żaden podstęp czy nieczysta zagrywka, a normalne głosowanie, które Olszewski sromotnie przegrał.
Olszewski, w ramach PRu zdecydował się nadać przemówienie w TVP, jeszcze jako premier, gdzie oskarżył agentów o obalenie jego rządu.
Było to oczywiste kłamstwo, bo jak widzimy, jego rząd chwiał się od początku, a upadek był kwestią dni, nawet bez tematu lustracji.
No i teraz dochodzimy do Kaczyńskiego. Kaczyńskiego, którego obecne pisowskie media starają się przedstawić jako jakiegoś obrońcę Olszewskiego, który do końca wierzył w jego rząd.
Jak było naprawdę? Kaczyński jasno stwierdził, ze "rząd premiera Olszewskiego jest nierealny" i "nie może kierować w sposób demokratyczny państwem".
Oficjalnie też uznał, że premier Olszewski był jego "ogromnym rozczarowaniem politycznym".
Ba, sam Kaczyński postulował o powstanie nowego rządu, który w końcu miałby zdecydowaną większość w sejmie i mógłby współpracować z Wałęsą!
Kaczyński jasno stwierdził, że rząd nie ma większości i nie jest w stanie rządzić państwem w inny sposób niż "przypadkowy".
Kaczyński nie miał też wątpliwości, że rząd upadał bez całego "spektaklu" z ujawnieniem agentów i że dla niego i jego partii to obalenie było korzystne.
I na deser - kto był reżyserem słynnego filmu Nocna Zmiana? Część z was pewnie wie, ale może nie każdy. Otóż był to Jacek Kurski - tak ten Jacek Kurski, znany wszystkim z cofnięcia TVP o 40 lat do czasów PRL i propagandy Dziennika Telewizyjnego. Człowiek znany z obiektywności.
Podsumujmy więc - rząd Olszewskiego nie miał nawet 1/4 głosów w sejmie i był wewnętrznie skłócony. Jego przyszłość została przesądzona 26 maja a ustawa o ujawnieniu agentów została wrzucona dopiero 28 maja jako próba odwrócenia uwagi od jego porażek.
Został odwołany w normalnym demokratycznym wotum nieufności i nie było tam żadnego spisku, puczu czy zamachu. "Afera" z teczkami jedyne co zrobiła, to przyspieszyła cały proces o tydzień czy dwa. Kaczyński sam w niego nie wierzył i był za jego rozwiązaniem
W wątku wykorzystałem źródła (które bardzo wszystkim polecam)
Profesor Dudek:
Krzysztof Mazur:
Wycinki prasowe od @LeskiPiotr
Czy reparacje od Niemiec nam się moralnie należą? Oczywiście!
Niestety światem nie rządzi moralność, a prawo.
Dużo było wczoraj wpisów w temacie reparacji - pomimo faktu, że minęło 80 lat od zakończenia wojny, temat wraca jak bumerang.
Temat jest niestety zdominowany przez emocjonalną narrację polityczną, mającą na celu podburzanie emocji na cele doraźnej walki o władzę, a nie merytoryczną dyskusję o tym co można realnie uzyskać.
Poniżej przedstawiam zbiór różnych historycznych dokumentów i wypowiedzi, które powinny dość jasno pokazać jak to wyglądało. 🧵
Po pierwsze - czy Niemcy były zobowiązane wypłacić reparację?
Tak. Zgodnie z umową poczdamską z 2 sierpnia 1945 Niemcy zobowiązały się je wypłacić ZSRR, który następnie zobowiązał się pokryć nasze zobowiązania ze swojej części.
16 sierpnia 1945 roku polski Rząd Jedności Narodowej podpisał z ZSRR umowę, w której, w ramach reparacji, ZSRR zrzekł się praw do poniemieckiego mienia oraz zobowiązał przekazać 15% reparacji jakie otrzyma od Niemiec.
Mentzen pytany o to jak naprawić Polską służbę zdrowia podaje dwa przykłady tej dobrze działającej - Niemcy i Singapur.
W przypadku Niemiec Stanowski, słusznie, zwraca mu uwagę, że Niemcy płaca procentowo 2x wyższe składki od wynagrodzenia (14.6%) od nas (7.8%).
Mentzen jednak twierdzi, że to nie kwestia pieniędzy, tylko sposobu organizacji i szybciutko zmienia temat na Singapur, mając nadzieję, że może prowadzący (i jego słuchacze) nie wiedzą, jak to tam wygląda i uwierzą na słowo.
W Singapurze służba zdrowia podzielona jest na parę poziomów, które się uzupełniają:
1) Medishield Life - najbardziej podstawowe ubezpieczenie, oferujące pokrycie około 90% kosztów leczenia szpitalnego i poważnych chorób. Jego koszt to od 200 SGD (dolarów singapurskich) do 1100 SGD rocznie, zależnie od wieku.
2) Medisave - indywidualne konto, na które wpłacamy część naszej pensji, z której finansujemy podstawową opiekę medyczną (wizyty u lekarza, diagnostykę, proste zabiegi).
3) MediFund - siatka bezpieczeństwa, opłacający podstawowy poziom opieki medycznej dla osób, które wyczerpały swoje oszczędności i możliwości w dwóch powyższych planach.
Jak to wszystko jest finansowane?
W Singaporze działa Centralny Fundusz, w którym każdy pracujący obywatel ma konto i wpłaca część swojego wynagrodzenia.
Fundusz dzieli się na 3 konta:
- Ordinary (wykorzystywane do opłacania edukacji, potrzeb mieszkaniowych itp.)
- Special (emerytalne)
- Medisave (opłacające potrzeby zdrowotne).
Ilość wpłacanych środków i ich alokacja pomiędzy tymi kontami jest zależna od naszego wieku.
Jak widzimy na wykresie osoba do 55 lat płaci 37% swojej pensji na to konto (podzielone na kontrybucje od pracownika i pracodawcy).
Następnie na konto Medisave wpływa pomiędzy 8 a 10.5% naszego wynagrodzenia.
Obejrzałem sobie na spokojnie filmik, którym żyje polski internet, gdzie Piotr Kraśko mówi o spotkaniu Trumpa z Zełeńskim.
Postanowiłem sprawdzić tezy, które przytacza Pan Kraśko.
Wiem, że to już trochę musztarda po obiedzie, bo temat już przebrzmiał, no ale trudno.
1) Amerykanie czują niechęć do Zełeńskiego.
Nie ma żadnych nowych badań dot. poparcia Zeleńskiego w USA, więc nie wiem na co Kraśko się powołuje, ale badania z lipca 2024 pokazują, że Zełeński cieszy się zaufaniem 48% amerykanów. 39% mu nie ufa, a 13% nie ma zdania.
Jest to wynik lepszy niż średnia z całego świata.
Może chodzi zatem o temat wsparcia dla Ukrainy?
Tutaj znowu - Amerykanie jako grupa są za wspieraniem Ukrainy (43%). Że pomoc jest zbyt duża uważa 30% respondentów.
Kraśko ma rację w jednym - Republikanie są raczej przeciwni wsparciu, ale widać mocno na wykresie jak to poparcie się zmieniało gdy partia Republikańska wzięła sobie Ukrainę na sztandary jako program wyborczy.
Manipulacje by móc krytykować wsparcie od Bidena i być w kontrze do Demokratów odniosły swój efekt.
Gdy my zajadaliśmy się pierogami i sałatką jarzynową w trumpowskim MAGA miała miejsce mała wojna domowa.
Jak dobrze wiemy Trump ma w planach agresywną walkę z imigracją.
Okazało się, że ludzie wspierający go mają na ten temat różne zdanie.
Zapraszam na🧵
Gdy myślimy "imigrant w USA" często wyobrażamy sobie biednego mieszkańca Ameryki Południowej, próbującego przedostać się do USA by pracować w jednej z prostych fizycznych prac.
Jednak USA ściąga do siebie również wielu legalnych imigrantów do pracy w specjalistycznych zawodach. Jedną z branży opierającym się na tym jest branża technologiczna, gdzie firmy z Doliny Krzemowej masowo ściągają do siebie imigrantów np. z Indii na tzw. wizach H1B.
Taka imigracja jest dla tych firm bardzo opłacalna - wybierają sobie najlepszych z miliardowych populacji krajów azjatyckich, płacą im mniej, pracownicy są z reguły mniej wymagający i ciężej pracujący, a do tego są uwiązani do swojego pracodawcy, bo utrata pracy oznacza konieczność wyjazdu (wiza jest ważna tylko jeśli jesteśmy zatrudnieni u pracodawcy, który zatrudniania na podstawie tej wizy).
Dla wielu imigrantów taka wiza jest pierwszym krokiem do uzyskania statusu rezydenta i w końcu obywatelstwa (taką drogę przebył np. Musk).
Nie wiemy jeszcze kto, ani dokładnie dlaczego, zabił prezesa United Healthcare w USA.
Ale pojawia się coraz więcej sugestii co mogło być powodem.
1) United Healthcare było liderem w odmawianiu finansowania leczenia dla swoich pacjentów.
2) Rok temu United Healthcare uruchomiło program AI, którego celem było podważanie rekomendacji lekarzy i odmawianie płatności za leczenie.
Dzięki sprawie w sądzie na jaw wyszło, że program wydawał mylne odmowy w 90% przypadków...
3) United Healthcare jest okryte tak złą sławą, że na wieść o śmierci prezesa na reddicie medycznym, lekarze wypowiadali się o nim w tak negatywnych słowach, że moderatory musieli usunąć cały wątek.
Najbardziej polajkowany komentarz brzmiał:
"Po dokładnym przeglądzie wniosku złożonego w sprawie usług ratunkowych 4 grudnia 2024 r.” — informuje ich, że wniosek o pokrycie kosztów leczenia zostaje odrzucony, ponieważ „nie uzyskali Państwo uprzedniej autoryzacji przed zwróceniem się o pomoc w związku z raną postrzałową klatki piersiowej”.