[1/3] Od prawie roku jestem (tak jak moi współpracownicy z Ministerstwa Sprawiedliwości oraz społecznicy z organizacji pozarządowych) przedmiotem nieustannych ataków, prowadzonych z wykorzystaniem całego aparatu państwa i prorządowych mediów, w związku z moją wcześniejszą aktywnością nadzorującego tzw. Fundusz Sprawiedliwości. Fundusz to jednostka dysponująca środkami pochodzącymi z kar pieniężnych od przestępców, a przeznaczanymi na pomoc pokrzywdzonym, prewencję oraz pomoc postpenitencjarną.
Zarzuty stawiane mi przez prokuraturę mają charakter kuriozalny, są błędne w ich konstrukcji prawnej, niepoparte materiałem dowodowym i służą wyłącznie przeprowadzeniu ataku na środowisko związane z Suwerenną Polską, stanowiące obecnie część Prawa i Sprawiedliwości – największej opozycyjnej partii w Polsce.
Sprawa ma charakter politycznych represji. Potwierdzeniem tego jest fakt przyznania mi przez Republikę Węgier, państwo członkowskie Unii Europejskiej, ochrony prawnej w związku z politycznymi represjami i brakiem dostępu do uczciwego wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Poniżej opisuję w sposób całościowy, choć siłą rzeczy skrótowy, całość sprawy i jej wymiar politycznych prześladowań.
Prokuratura pod rządami Tuska stawia mi 11 absurdalnych zarzutów. Warto podkreślić, że mają one charakter urzędniczy, a żadne z nich nie dotyczy przywłaszczenia dla mnie jakiegokolwiek mienia, czy też korupcji.
Pięć zarzutów ma charakter czysto formalny. Z tego dwa z nich, które wskazują, że rzekomo działałem przez miesiąc bez upoważnienia, są efektem fałszowania dowodów przez urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości, biegłych rewidentów lub Prokuraturę Krajową – kilka tygodni temu złożyłem zawiadomienie do prokuratury, aby wyjaśnić tę sprawę i konkretnych sprawców.
Trzy pozostałe zarzuty formalne dotyczą niewyłączenia się z nadzoru nad rozliczaniem projektów realizowanych wcześniej w będącym częścią Ministerstwa Sprawiedliwości Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości, którym kierowałem zanim zostałem wiceministrem sprawiedliwości. Prokuraturze nie wystarcza, że de facto nie podejmowałem żadnych decyzji, ale uważa, że powinienem dokonać formalnego aktu wyłączenia się od nadzoru. Tymczasem nie ma przepisu który do tego zobowiązuje (i który miałbym naruszyć), ani też nie ma w polskim prawie administracyjnym instytucji prawnej „wyłączenia od nadzoru”.
Pikanterii dodaje fakt, że zarzut braku wyłączenia się stawiają prokuratorzy, którzy sami się nie wyłączyli (ani nie zostali wyłączeni przez zwierzchników) od prowadzenia postępowania przeciwko mnie, w którym chociażby nielegalnie pobawili mnie wolności, co jest przestępstwem. A w polskiej procedurze karnej jest obowiązek wyłączenia się prokuratora, w przypadku podejrzenia braku bezstronności, i jest odpowiednia procedura.
Pięć kolejnych zarzutów dotyczy rzekomego nielegalnego wpływania na wyniki konkursów dla organizacji pozarządowych, w związku ze zlecaniem zadań publicznych z zakresu przeciwdziałania przestępczości i pomocy ofiarom przestępstw. Dziwnym trafem wszystkie kwestionowane projekty prowadzone były przez organizacje o charakterze chrześcijańskim, konserwatywnym, dotyczą chociażby walki w chrystianofobią. W sytuacji, gdy tymczasem lewicowo-liberalne władze rządowe i samorządowe szerokim strumieniem finansują projekty uderzające w rodzinę, chrześcijańskie korzenie polskiej kultury, czy suwerenność państwową.
Co najważniejsze, prokuratura zarzuca rzekome wpływanie na decyzje komisji konkursowych w stanie prawnym, w którym komisje nie podejmują decyzji, ale przedstawiają rekomendacje, niewiążące dla decydenta. Decydował minister, czyli ja. Sam więc miałbym siebie wprowadzać w błąd lub sobą manipulować?
Poza tym, że zarzuty nie znajdują poparcia w materiale dowodowym, są również błędne w konstrukcji, bo np. brak jest szkody czy naruszenia interesu publicznego: projekty zostały zrealizowane. Brak jest naruszenia określonego interesu prywatnego.
Wszystkie te zarzuty spina zarzut popełnienia tych 10 ww. rzekomych przestępstw w ramach działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Postawienie takiego zarzutu służy jedynie wywołaniu efektu medialnego oraz uzasadnienie dla aresztu (bo kwalifikacja działania w zorganizowanej grupie pociąga za sobą zagrożenie wysoką karą, co jest przesłanką aresztową).
Poza oczywistym faktem, że zarzucane mi czyny nie są przestępstwami, działanie w zorganizowanej grupie nie może być łączona z rzekomymi przestępstwami urzędniczymi, których nie można popełnić w ramach zorganizowanej grupy. Zorganizowana grupa powstaje bowiem w celu popełniania przestępstw, czego nie można powiedzieć przecież o urzędzie. Posuwając się ad absurdum, praktycznie każdy czyn popełniony w jakiejkolwiek instytucji (szkoła, stowarzyszenie, urząd) byłby działaniem w zorganizowanej grupie.
• • •
Missing some Tweet in this thread? You can try to
force a refresh
[3/3] Opisałem kilka wybranych, bardzo skrótowo opisanych przykładów, kiedy aparat władzy reżimu Tuska dopuścił się w mojej sprawie rażącego naruszenia prawa, a także oczywistych przestępstw. Żadna z tych spraw nie ma szans na wyjaśnienie pod rządami lewicowo-liberalnej ekipy rządzącej w Polsce.
Ponadto, w sprawie ma nieustannie miejsce brutalna nagonka polityczna w prorządowych mediach, naruszająca również moją prywatność, ciągłe agresywne wypowiedzi polityków koalicji rządzącej, prorządowych prokuratorów i sędziów, przesądzających winę i odpowiedzialność karną.
Nie oczekuję ani nadzwyczajnego traktowania, ani nie zamierzam uchylać się od wyjaśnienia absurdalnych zarzutów. Ale czymś podstawowym jest, aby było to dokonane przed niezależnymi, apolitycznymi i bezstronnymi organami wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem aktualnie mamy do czynienia z przestępcami, którzy zagarnęli kierownicze funkcje w prokuraturze i działają jako narzędzie politycznej zemsty.
[2/3] W związku ze sprawą dotyczącą Funduszu Sprawiedliwości rzeczywiście doszło do licznych naruszeń prawa polskiego i międzynarodowego, wręcz do przestępstw, ale zostały one popełnione przez ludzi ścigających mnie i inne niewinne osoby. Poniżej kilka przykładów pokazujących skalę łamania prawa.
Po pierwsze, w styczniu 2024 reżim Tuska nielegalnie, siłowo przejął Prokuraturę Krajową (miesiąc wcześniej również nielegalnie i siłowo przejął publiczna telewizję, publiczne radio i Polską Agencje Prasową). Jako przestępstwo zmiany przemocą konstytucyjnego ustroju Państwa zagrożone jest karą dożywotniego pozbawienia wolności.
Nielegalność usunięcia Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego i zainstalowania uzurpatorów stwierdził zarówno Sąd Najwyższy jaki i Trybunał Konstytucyjny. Jednak ludzie Tuska i Bodnara ignorują orzeczenia najważniejszych sądów w Polsce, nadal nielegalnie uzurpują stanowiska funkcyjne i organizując polityczne nagonki.