"Wywiady te mają wartość nie tylko dziennikarską, lecz także literacką – nie są to wierne zapisy spotkań z rozmówcami, lecz ich rekonstrukcje. Ponieważ przeprowadzanie wywiadów wymagało szczególnej wrażliwości i cierpliwości, Liao czasami (1)
rezygnował z używanych zazwyczaj w takich sytuacjach narzędzi, jakimi są dyktafon i notatnik. Niezależnie od tego, czy rozmawiał z kimś w więzieniu, czy na ulicy, zawsze spędzał z daną osobą dużo czasu, żeby przed rozpoczęciem wywiadu zdobyć jej zaufanie. Każda historia (2)
wymagała średnio trzech, czterech osobnych spotkań. Przykładowo, z przedsiębiorcą pogrzebowym Liao rozmawiał podczas siedmiu sesji, a później złożył zgromadzony materiał w jedną całość. W 2001 roku wydawnictwo Yangtse wydało skróconą, ocenzurowaną wersję tej książki i (3)
natychmiast stała się ona bestsellerem. Yu Jie, znany pekiński niezależny krytyk literacki, nazwał ją „raportem śledczym dobrego socjologa, który służyć może za historyczny dokument o współczesnych Chinach”. Inny niezależny krytyk, Ren Bumei, powiedział w wywiadzie udzielonym (4)
Radiu Wolna Azja: „Wszystkich ludzi przedstawionych w książce łączy jedno – zostali pozbawieni prawa do mówienia we własnej obronie. Ta książka to zdecydowane potępienie odebrania im tego prawa i zarazem doskonały portret tych wyjątkowych jednostek”. Po raz pierwszy od (5)
przejęcia władzy przez komunistów w 1949 roku Liao wprowadził do języka słowo diceng, „dolny szczebel drabiny społecznej”. Było to pojęcie znienawidzone przez zwolenników maoistycznego ustroju komunistycznego, stawiającego sobie za cel stworzenie społeczeństwa bez różnic (6)
społecznych, w którym nie istnieją prostytutki, żebracy, gangsterzy i narkomani. Jak można się było spodziewać, Wydział Propagandy i Chiński Urząd do spraw Informacji i Wydawnictw nakazał wycofanie wszystkich książek Liao z księgarń, ukarał szefa wydawnictwa, którego nakładem (7)
ukazały się Wywiady…, a także zwolnił całą kadrę kierowniczą popularnego chińskiego tygodnika „Południowy weekend”, gdzie opublikowano wywiad z Liao i recenzję jego książki. W 2002 roku Kang Zhengguo, pisarz i wykładowca Yale University, poznał Liao podczas pobytu w (8)
Chinach i przeszmuglował za granicę kompletny tekst jego książki. Dzięki pomocy Kanga tajwańskie wydawnictwo Pole Ryżowe opublikowało Wywiady z ludźmi z dolnych szczebli drabiny społecznej bez cenzorskich skrótów, w edycji trzytomowej. W tym samym roku Liao otrzymał nagrodę (9)
literacką Niezależnego Chińskiego Oddziału PEN-Clubu, a w roku 2003 – Hellman-Hammett Grant, nagrodę przyznawaną dorocznie przez organizację Human Rights Watch w uznaniu dla pisarzy, którzy wykazują odwagę w obliczu prześladowań politycznych".
Ze wstępu Wen Huanga. (10)
Jak zwykle przeszkody i jestem spóźniony, ale chyba możemy w końcu zacząć mój kolejny ranking z cyklu „50 best of” – tym razem będzie to 50 najlepszych zbiorów opowiadań. I właśnie – nie pojedynczych opowiadań, ale zbiorów. Tu trzeba jednak zastrzec, że tomy krótkich historii są czasem wyborem nie samych autorów, a redaktorów i wydawców, więc tu będzie po prostu to, co ja czytałem. Będą tu zatem nie tylko edycje, które przygotowali pisarze, ale także kompilacje czy choćby opowiadania zebrane – będą starał się uściślać wydania, żeby nie było wątpliwości, o które mi chodzi. Zasada jest jedna – jeden autor, jeden zbiór, nie ma tu antologii wielu pisarzy.
Muszę przyznać, że stworzenie zestawu najlepszych zbiorów opowiadań było chyba dla mnie najtrudniejsze ze wszystkich dotychczasowych rankingów – bardzo trudno wybrać takie, które utrzymują podobny poziom i nie maja na przykład jednego wybitnego opowiadania, gdy reszta jest średnia lub słaba. Bo, choć uważam, że to powieść jest najdoskonalszą formą opowieści, to jednak napisać naprawdę dobre opowiadanie to wyjątkowa sztuka. W moim rankingu na pewno takie są.
W przeciwieństwie do powieści jest na liście zdecydowanie większa różnorodność rodzajowa, ale moim zdaniem krótka forma dobrze sprawdza się właśnie w gatunkach – stąd też sporo tu fantastyki chociażby.
Jak zwykle – zaczynami od numeru 50. i schodzimy w dół aż do 1., a wpisy będą się pojawiały co jakiś czas. Życzę miłej lektury i by może nawet odrobiny inspiracji literackich.
50.Jerzy Szaniawski „Profesor Tutka”, Kraków 1972. Kiedy ostatnio nazwaliście coś stylowym, uroczym, pełnym wdzięku czy elegancji? Jeśli dawno, a macie taką potrzebę, to polecam ten zbiorek opowiastek, które łączy inteligentny humor, ironię, subtelność aluzji i filozoficzne podejście do życia. W krótkich, z pozoru błahych historyjkach, które profesor Tutka opowiada znajomym (a są wśród nich Sędzia, Radca, Rejent, Mecenas i Doktor), można dojrzeć właśnie to wszystko, a do tego jest to bardzo ładnie i stylowo podane. Wiele osób zna zapewne całkiem dobry serial z Gustawem Holoubkiem w roli tytułowej, który powstał na podstawie tych opowiadań, ale ja zachęcam do zajrzenia do źródła – myślę, że można tam znaleźć dokładnie to, czego oczekuje się od krótkiej formy literackiej.
49.Kazuo Ishiguro „Nokturny”, Warszawa 2017. Kolejny zbiorek również można nazwać stylowym, bo i autor znany jest z dbałości o język i formę. W „Nokturnach” mamy pięć opowiadań, które, co sugeruje tytuł tomu, łączy gównie muzyka, ale także głęboka psychologia oraz kilka różnych osób, miast i sytuacji. Jak zawsze u brytyjskiego autora dużo subtelności i niejednoznaczności, ale o dziwo sporo w tych miniaturach także humoru, czasem nieco gorzkiego, ale jednak. Klimatyczne i nastrojowe tak jak dźwięki instrumentów, które towarzyszą przełomowym momentom w życiu bohaterów – wśród nich można spotkać także Polaka grającego na gitarze na Placu św. Marka w Wenecji. Kto czytał cokolwiek Ishiguro ten się raczej nie zawiedzie, ja się nie zawiodłem.
50 najlepszych filmów science-fiction według Przewodzika
Całkiem niedawno zapowiadałem, że na moim profilu pojawi się szereg rankingów i list pod wspólna nazwą „50 best of”, w których przyjrzę się gatunkom i rodzajom literackim oraz filmowym. Na początku miały być komedie (będą!), ale tak się jednak jakoś złożyło, że widziałem ostatnio kilka filmów fantastyczno-naukowych i w „magiczny” sposób ułożył mi się niemal sam odpowiedni zestaw obrazów sci-fi - to tę listę chciałbym zaprezentować jako pierwszą.
I oczywiście wiem, że będą kontrowersje, ale w sumie przecież na tym to polega – ba, myślę, że inne spojrzenia, głosy sprzeciwu czy narzekania, że czegoś brakuje są najfajniejsza częścią tych zabaw. Na pewno największą sprawą jest brak „Gwiezdnych wojen” - no nie ma, ale na mojej liście po prostu nie ma miejsca na space opery czy space westerny – postanowiłem zdecydowanie skupić się na rzeczach hard-science, fantastyce socjologicznej, tech noir i post-apo, bo takie podgatunki w szeroko rozumianej sci-fi mnie najbardziej interesują i tu nie ustąpię ani na krok. Musiałem to wyjaśnić, żeby nie było wątpliwości i niedomówień.
Ktoś, kto śledził mój ranking najlepszych filmów może się nieco zdziwić, bo kilka tytułów się powtarza, ale w innej kolejności – trzeba jednak pamiętać, że na tej liście oceniam filmy jednak nieco inaczej i przede wszystkim w ramach gatunku, a nie ogólnie jako dzieło filmowe.
Zatem zaczynamy i zasady takie jak zwykle – wszystko w jednym wątku, jedziemy od miejsca 50. do 1., a wpisy będą pojawiały się co jakiś czas.
A poniżej obraz szwedzkiego artysty Simona Stålenhaga.
50.„Zakazana planeta”, reż. Fred M. Wilcox (1956). Ranking zaczynamy sympatyczną ramotką, a jej obecność na liście to tak naprawdę hołd dla wszystkich tych, najczęściej złych lub bardzo złych, filmów sci-fi z lat 50. i 60., które jednak mimo swoich wielkich niedostatków ukształtowały dojrzałe kino fantastyczne i bez takich dzieł nie byłoby wielkich tytułów z późniejszych dekad. „Zakazana planeta” wyróżnia się jednak na tym tle dodatkowo, bo to jest zdecydowanie obraz przełomowy pod wieloma względami – głównie oczywiście techniczno-realizacyjnymi. I do dziś jakoś tam się broni i mrużąc nieco oczy da się to oglądać bez ironicznego uśmiechania lub zażenowania. To też przecież, bardzo luźna, bo luźna, ale jednak adaptacja „Burzy” Szekspira i wiele ciekawych wątków oraz postaci. No i nie sposób nie wspomnieć o Leslie Nielsenie – to kolejny kamień milowy, który sprawia, że film musi się na mojej liście pojawić.
49. „Piąty element”, reż. Luc Besson (1997). Ta futurystyczno-barokowa bombonierka to pewnie jeden z ostatnich dobrych filmów francuskiego reżysera, a szkoda, bo jego dezynwoltura z lat 90. przydałaby się na nudnym obecnie rynku fantastycznym. I ja wiem, że tu wszystkiego jest trochę za dużo, że scenariusz pisany był przez 14-latka w ciele 40-latka, że kilka postaci i wątków nieco ten film rozsadza, że panuje tu radosny chaos narracyjny, ale dajcie spokój – to jest jednak wspaniałe widowisko i popis nieskrępowanej wyobraźni, szczególnie oczywiście w strojach i scenografii. No i jeszcze Bruce Willis w końcówce swojego piku oraz Milla Jovovich w ekwilibrystycznych pozach zostają w głowie na lata. Besson tym filmem udowodnił, że sci-fi to nie tylko wielkie pytania czy tajemnice kosmosu, ale też bezpretensjonalna rozrywka.
100 najlepszych powieści polskich według Przewodzika
1 września to chyba najlepsza data, aby zaprezentować mój osobisty i całkowicie subiektywny ranking 100 najlepszych polskich powieści – co jak co, ale szkoła też kształtuje nasz gust literacki, choć czasem w negatywny sposób. Ja na przykład wciąż nie przeczytałem „Nad Niemnem”...
Jak zwykle kilka uwag. Po pierwsze wszystkie te książki przeczytałem, jeśli czegoś nie przeczytałem, na liście tego na pewno nie będzie, to oczywiste. Po drugie, niektóre rzeczy przeczytałem dwa razy lub więcej, co powoduje pewne problemy, bo kolejna lektura tej samej książki w dużym stopniu weryfikuje pierwotną ocenę – albo utwierdza nas w przekonaniu o wielkości, albo powoduje, że dawna fascynacja się ulatnia. Tego niestety nie przeskoczę, a przykład tego będzie już w pierwszej omawianej książce. Po trzecie - wiele polskich powieści nie czytałem, z wyboru, z przypadku, tak się ułożyło moje czytelnicze życie, że na przykład nie znam „Rodziny Połanieckich” Sienkiewicza, „Panny Nikt” Tryzny czy żadnej powieści Hena (ojca), Brezy lub Kalwasa. Po czwarte, w ustaleniu kolejności na liście brałem pod uwagę wiele czynników, ale na końcu jest zawsze mój gust, moja ocena i osąd danej powieści – inaczej ani nie chciałem, ani się nie da, moim zdaniem to zawsze będzie najważniejsze w takich zestawieniach.
Zasady takie jak zwykle – za chwilę pojawi się pozycja 100, a potem w jednym wątku będziemy jechać w dół aż do numeru jeden. Moje wpisy będą na żywo – każdy będzie pisany tuż przed opublikowaniem, ja mam rzecz jasna w głowie ogólny zarys, ale to zawsze jest pisane „na gorąco” i czasem pojawia się jakaś nowa myśl lub nawet zmiana pozycji, od razu przepraszam więc za błędy i literówki, będę starał się unikać, ale na pewno jakieś się zdarzą.
Zachęcam oczywiście do śledzenia, komentowania, podawania dalej i lajkowania, mam nadzieję, że to będzie całkiem fajna i ciekawa zabawa, liczę na podobny ferment jak przy poprzednich moich rankingach. No właśnie – to tylko zabawa, proszę nie traktować tego tak strasznie poważnie i jak zawsze apeluję o kulturalną dyskusję – niech ten półdarmowy portal na chwilę stanie się lepszym miejscem. Zaczynamy.
100. Stefan Themerson „Wykład profesora Mmaa” (1953). Żadna książka Themersona nie trafiła do mojej setki najlepszych powieści obcojęzycznych, czego żałuję, bo bardzo lubię (chyba nawet bardziej niż Tołstoja, o którego tak dużo osób się dopominało). I w zasadzie jest to autor angielskojęzyczny, ale akurat debiutancka powieść była napisana po polsku, dlatego jest na tej liście. Niezwykle zabawna satyra na ludzkość, która opowiada o społeczności… termitów, z tytułowym profesorem Mmaa w roli głównej. Powieść ta byłaby na pewno wyżej na liście, ale tu przykład tego o czym pisałem we wstępie – książka powtórzona po latach, nie sprawiła już takiej radości jak za pierwszym razem, ale wciąż uważam, że to bardzo wartościowe dzieło. W sam raz na otwarcie zestawienia.
99. Jakub Żulczyk „Ślepnąc o świateł” (2014). I już na niemal samym początku chyba kontrowersje, a moim zdaniem niesłuszne. No co ja zrobię – uważam, że to dobra powieść. I czymże jest siła literatury, jeśli nie tym: biorę dla mnie anonimowego wówczas autora, jestem pełen uprzedzeń i… po rozpoczęciu czytam ponad 200 stron ciurkiem w nocy. A następnego dnia chce dokończyć. Bo niby cóż mnie mogą obchodzić perypetie warszawskiego dilera narkotyków, a przecież w końcu obeszły całkiem mocno. Żulczyk ma świetny słuch, dobrze buduje postaci i wiarygodnie pokazuje ich w opowieści, która ma poza wszystkim ciekawy, pulsujący rytm. Jest mocno, intensywnie, tak ma być.
Tego dnia w 2020 roku zmarł Ennio Morricone, prawdziwy gigant muzyki filmowej, który zilustrował ponad 500 obrazów (!). Jest z czego wybierać, ułożyłem zatem małą listę największych moich zdaniem tematów muzycznych tego wybitnego kompozytora. Na początek coś, co było niezwykle wzruszające – motyw „Chi Mai” z filmu „Zawodowiec” z 1981 roku (reż. Georges Lautner) zagrany na pogrzebie Jeana-Paula Belmondo. No uroniłem kilka łez, mówię bez bicia… (1)
Musiałem dać muzykę do „Misji” bo byście mnie rozszarpali, gdyby tego nie zrobić, choć ja nie uważam tej ścieżki za jakąś super wybitną, a za filmem nie przepadam (może kiedyś napiszę o tym więcej). No, ale dla wielu to pierwsze skojarzenie z muzyką Morricone, zatem być musi. To chyba mój ulubiony kawałek z tego OST – „Falls”
„Misja”, Roland Roland Joffé (1986) (2)
Kocham ten film, który zresztą trafił do mojej setki największym filmów w historii, także za piękną muzykę – temat finałowy („Tema finale”) uważam z przepiękny.
„Cinema Paradiso”, reż. Giuseppe Tornatore (1988) (3)
Bardzo dawno nie było dawki ciekawych mapek z Internetu, trzeba więc nadrobić, a że wciąż ŚredniowiecznyMiesiąc dziś trochę kart związnych z tą epoką (i pamiętajcie - to "mapki z Internetu", nie traktujcie ich super poważnie). Na początek - przebieg szlaku Via Regia, czyli wielkiego szlaku handlowego prowadzącego od Hiszpanii aż po Rosję (1)
Skoro o drogach i szlakach - przebieg trasy pielgrzymkowej Via Francigena, z Canterbury do Rzymu (2)
Największe europejskie miast w średniowieczu (zakładam, że chodzi o późne średniowiecze) (3)
Niedziela, zatem zapraszam na cotygodniową dawkę ciekawych mapek z Internetu - mamy 25 rok XXI wieku to i kart też będzie 25. Na początek mapa wszystkich terytoriów kontrolowanych przez Polskę na przestrzeni dziejów. Z liczbą lat. (1)
W jakim innym państwie europejskie narody mają największą diasporę (stan na 2024 r.) (2)
Nowa mapa pekińskiego metra po otwarciu linii 3 i 12. (3)