Cezary Bachański Profile picture
Przedsiębiorca i ekonomista. Działacz na rzecz wolności gospodarczej. Hobbistycznie komentator rzeczywistości z zakresu przedsiębiorczości, ekonomii i polityki.
Feb 25 9 tweets 7 min read
POLSKA TO PRAWIE NAJLEPSZY KRAJ DO ŻYCIA NA ŚWIECIE

Za każdym razem, kiedy jestem na lotnisku Fryderyka Chopina w Warszawie i widzę napis „Poland. More Than You Expected” to mnie coś trafia. „Polska. Więcej niż oczekujesz”. „Polska. Więcej niż się spodziewasz”. Sprowadza nas to do roli kraju, gdzie po ulicach biegają renifery, rdzenni mieszkańcy mieszkają w ziemiankach, a w ogóle, to chcemy się przypodobać, bo: „Patrzcie, u nas nie jest tak źle!”.

No dobra, jakbym się musiał na siłę przyczepić, to naszym największym minusem jest pogoda. Gdyby wyrzucić okres od listopada do końca lutego, to naprawdę nie ma tylu podstaw do narzekania. Dzisiaj dla odmiany coś pozytywnego.

„7 powodów dlaczego Polska to prawie najlepszy kraj do życia na świecie”.

Jedziemy z całym tekstem poniżej.⬇️Image BEZPIECZEŃSTWO

Młodsi mogą nie pamiętać, ale w Polce były dzielnice, jak to śpiewał Krzysztof Grabowski w „Piła Tango”, że:

„Karawan z Holandii on przyjechał tutaj wreszcie
Są już Kula Czarny Dusioł słychać strzały na mieście
Znam jednak takie miejsca gdzie jest lepiej chodzić z nożem”

Naprawdę w niektórych dzielnicach Poznania, Warszawy czy Krakowa lepiej było się nie pokazywać po zmroku, bo było to gwarancją spotkania chłopaków w szelestach pytającymi wdzięcznie o twoje samopoczucie: „Czy masz jakiś problem?”. Często jego rozwiązaniem było zabranie ci portfela, abyś nie musiał bez sensu go dźwigać w kieszeni. Dziś prawie tego nie ma.

Na tle innych krajów Unii Europejskiej naprawdę wypadamy bardzo dobrze. Polska jest w ścisłej czołówce jeżeli chodzi o małą liczbę przestępstw. Jeden z najniższych współczynników zabójstw w Unii Europejskiej. W rankingu: „Crime Index by Country 2026” mamy 122 pozycję na 150 badanych krajów świata. Do tego mamy praktycznie najniższy współczynnik przestępstw seksualnych w całej Europie. Do niedawna nie było u nas w historii najnowszej ani jednego zamachu terrorystycznego.Image
Nov 7, 2025 21 tweets 5 min read
DLACZEGO W POLSCE NIE BĘDZIE WIĘCEJ DZIECI?

Przez Polskę przetacza się armagedon demograficzny. Eksperci zachodzą w głowę od pomysłów na poprawę dzietności. Więcej żłobków! Więcej Przedszkoli! Więcej mieszkań! Więcej wszystkiego! Dziś chciałbym wrócić do was z jedną z waszych ulubionych serii.

Zacznę klasycznie od statystyki pokazującej obraz sytuacji. Obecnie w Warszawie jest ponad 2000 nieobsadzonych miejsc w przedszkolach publicznych. Jeszcze kilkanaście lat temu dla miejsca dziecka w przedszkolu ludzie żyli w konkubinacie, aby tylko wykazać samotną matkę i zdobyć miejsce w przedszkolu. W 2017 roku w Warszawie urodziło się niemal 19,5 tys. dzieci. W 2024 roku było to już tylko niespełna 12 tys. Placówki oświatowe tną miejsca i grupy, bo nie ma dzieci.

Dlatego w tej niezwykle skomplikowanej i bardzo rzeczowej analizie zastanowimy się: „Dlaczego w Polsce nie będzie rodzić się więcej dzieci?". Badacz wzniósł się na wyżyny zdolności analitycznych, doceńmy jego pracę.

Serdecznie zapraszam!

*znaleziska pochodzą tylko z ostatniego kwartału.Image Image
Sep 1, 2025 8 tweets 8 min read
POLACY DO KLEPANIA PALET, A NIE ROBIENIA TECHNOLOGII

W ubiegłym tygodniu odbyła się debata Mateusza Morawieckiego ze Sławomirem Mentzenem, w której padło stwierdzenie, które chyba przejdzie na stałe w ramach śmieszków do debaty publicznej: „Nie ma sensu próbować być na siłę innowacyjnym, bo podejmowanie innowacji to jest ryzyko. Na tym się zwykle traci pieniądze”.

Przez kilka dni po tym robiono sobie żarty w Internecie, że przejście na trójpolówkę w rolnictwie w czasach średniowiecza byłoby już zbyt dużą innowacją dla księgowego z Torunia. Problem jest taki, że on częściowo ma rację. Nie tyle, co w odniesieniu do trójpolówki, a co do motywacji kierującej firmami do innowacji.

Kiedyś jeden z moich kolegów stwierdził, że: „W Polsce nie ma co za bardzo kombinować, tworzyć niczego ambitnego. Trzeba być jak handlarz samochodami na giełdzie w Słomczynie w 2001 roku. Taniej kupić, drożej sprzedać”.

Kiedy w XIX wieku Ignacy Łukasiewicz miał szansę zostać polskim Rockefellerem, to na pewno słyszał od swojego środowiska: „Ignaś, a na co ci to przetwarzanie ropy. Maszą tą aptekę, pewny biznes na niepewne czasy, po co kombinować”.

Wyjdę z kontrowersyjną teorią, że od ponad 100 lat (prawie) nic się nie zmieniło. Robienie innowacji jest szalenie trudne, potrzeba do tego kontenerów kapitału, a i tak nie ma się żadnej pewności, że cokolwiek się zwróci. Poza tym mamy pewne ograniczenia wynikające trochę z naszej kultury.

Zapraszam na nieco dłuższy felieton, w którym to wytłumaczę. Całość poniżej! 👇Image PRZYKŁAD BLIKA

Gdybyś przyjrzał się fundamentom innowacji w Polsce, które osiągnęły sukces, to da się znaleźć pewną prawidłowość. Wielokrotnie piszę się o BLIKu, jako naszej jednej z flagowych innowacji. Owszem, do niedawna część mieszkańców innych krajów nie rozumiała, że jak to tak w sekundę można komuś wysłać pieniądze na telefon, a my mamy to powszechne u nas – w Polsce.

Jednakże niewielu analityków sukcesu BLIK’a na naszym krajowym podwórku rozumie, dlaczego mógł on w ogóle powstać. Wyróżniłbym tutaj dwa fundamenty. Pierwszy, sam BLIK powstał z inicjatywy kilku banków, które są wręcz naszpikowane kapitałem.

Drugi, jego późniejsze wdrożenie i szeroko rozumiana sprzedaż. Kiedy jesteś bankami i tworzysz produkt, który sam możesz kupić i zaimplementować do własnych aplikacji, to nie bujasz się pięć lat z handlowcem, który dzwoni błagalnie sto razy w roku do dyrektorki zakupów w centrali banku, aby umówić spotkanie. W przypadku BLIK’a masz z góry załatwioną dystrybucję innowacji, to są bardzo komfortowe warunki działania.Image
Aug 12, 2025 9 tweets 9 min read
POLSKA KOLONIA GOSPODARCZA

Unia Europejska coraz bardziej przypomina Związek Radziecki z lat osiemdziesiątych. Duży, ponury kolos, który nie jest zdolny do sprawnego zarządzania państwem, a do tego popełniający zauważalne błędy gospodarcze. W chwili obecnej w Unii Europejskiej zarejestrowanych jest ok. 50 tysięcy (!) lobbystów. Błogosławieni Ci z wiarą, że funkcjonują oni tam sobie dla naszego dobra.

W zasadzie każde następne oddanie części suwerenności przez państwa członkowskie prowadzi do coraz to nowych afer wewnątrz wspólnoty. Jeżeli Katar mógł sobie kupić wygodne dla siebie prawo w Unii Europejskiej, to trzeba być człowiekiem pełnym nadziei, że w innych przypadkach tak nie będzie. Naprawdę, przyjrzyjcie sobie listę afer we wspólnocie, dziwnym trafem rośnie ona wraz ze wzrostem jej kompetencji, serio.

Jeszcze ciekawsi są ludzie, którzy myślą, że rozszerzenie Unii Europejskiej o Polskę, to było z takiej dziejowej troski o dobro naszego narodu. Przecież historycznie jako mesjasze Europy zrobiliśmy tyle dobrego, i tyle razy nas zrobiono bez mydła, że coś nam się należy.

Błąd, byliśmy potrzebni w układance biznesowej. Daliśmy prawie 40 milionowy rynek zbytu, tanie ręce do roboty na Zachód, a do tego stworzyliśmy wzorowy system gospodarczy wręcz skrojony dla kapitału zagranicznego. Trudno było znaleźć od ręki lepszy kraj z (wtedy) stosunkowo młodym społeczeństwem, którego nie trzeba było uczyć podstawowej organizacji pracy i działania w ramach konkretnych schematów.

Staliśmy się wzorcową kolonią gospodarczą, prymusem w wierno-poddańczym systemie z pogranicza feudalizmu. W dzisiejszym felietonie jedziemy naprawdę ostro, bez owijania w bawełnę i wymuszonej grzeczności.

Zapraszam na tekst, którego raczej nie powinienem publikować. Całość poniżej ⬇️Image "PRZYJACIELE" ZE WSPÓLNOTY

Zaczniemy od ciekawostki, żeby dobrze zrozumieć, o co mi chodzi. W latach dziewięćdziesiątych, a także wcześniej - Niemcy miały ogromny problem z przewartościowaniem swojej waluty. Niemiecka marka w pewnym momencie miała udział nawet w jednej piątej światowych rezerw walutowych. Odwiecznym problemem Niemiec było utrzymanie opłacalności eksportu, a ich konkurenci w Europie na luzaku obniżali wartości swoich walut, aby być konkurencyjnymi względem Niemiec. Ktoś w końcu stwierdził, że tak być nie może i wymyślił sobie wspólną walutę - euro.

Kiedy utworzono wspólny obszar walutowy, to dziwnym trafem w Niemczech wydarzyły się dwie, bardzo ciekawe rzeczy. Po pierwsze, narastała presją polityczna na rozszerzenie Unii Europejskiej o kraje byłego bloku wschodniego. Po drugie, na początku XXI wieku w Niemczech bardzo uelastyczniono rynek pracy, tworząc system wręcz skrojony do masowego ściągania Polaków, Słowaków czy innych Czechów, znacząco obniżając koszty pracy dla niemieckich przedsiębiorstw.

W tym samym czasie kraje "Strefy Euro", które dały się wciągnąć w europejską walutę i straciły możliwość konkurowania kursem walut, więc istotnym czynnikiem poza automatyzacją czy energią, były koszty pracy. Niemcy pozbyły się upierdliwych Włochów, a do tego otworzyły się na masowy import Polaków na uelastycznionym rynku pracy, tworząc dobre warunki do realizacji planu hegemona światowej produkcji przemysłowej. Czy myślicie, że ktoś to zrobił przypadkiem, na przysłowiową "pałę" i bez przemyślenia?Image
Jul 17, 2025 6 tweets 6 min read
DLACZEGO NIEKTÓRYM PRZEDSIĘBIORCOM OPŁACA SIĘ BYĆ LEWICOWYM?

W wyobraźni wielu ludzi przedsiębiorca musi wierzyć i kochać w wolny rynek. Przedstawia się go jako korwinistycznego marzyciela z imperium praróweczkowym albo jako krwiożerczego Janusza, który pogania batem swoich chłopów. W każdym razie trudno zwizualizować sobie właściciela firmy jako miłośnika lewicowej myśli gospodarczej.

Paradoksalnie im ma się większy biznes, tym lepiej, gdy jest więcej regulacji. Im ma się większą marżę i skalę, tym bardziej chciałoby się 4 dniowego tygodnia pracy. Im bardziej masz skorelowaną działalność z klientem indywidualnym, tym lepiej, aby zwiększać ilość zasiłków socjalnych. Im bliżej jesteś szczytu, tym bardziej chcesz funkcjonować w systemie dotacyjnym, bo potrafisz z tego korzystać.

W Polsce wzmożona polityka socjalna nie pomogła zniwelować różnić majątkowych. Programy społeczne wspierają bogatych, a nie biednych. Pięciu najbogatszych Szwedów ma tyle pieniędzy, co pięć milionów innych obywateli. W Belgii, jeden na ośmiu mieszkańców zmaga się z ubóstwem, rosną nierówności społeczne we Francji, i to wszystko w zamożnych krajach Europy Zachodniej z bogatą ofertą społeczną.

🧵⬇️Zapraszam na wątek, w którym opiszemy sobie, dlaczego niektórym firmom po prostu opłaca się być lewicowym. Zapraszam na całość poniżej!⬇️🧵Image WIECEJ PIENIĘDZY U LUDZI TO WIĘKSZE ZYSKI

Na początku czerwca uruchomiono drugą edycję programu „Podlaski Bon Turystyczny”. W zaledwie dwie i pól minuty wszystkie zniknęły. Kwota nie była szalenie wysoka, bo można było dostać dofinansowanie na nocleg do 400 zł dla turysty, który planował zwiedzać Województwo Podlaskie. Myślisz, że ten rodzaj „rozdawnictwa” przeszkadza tamtejszym hotelarzom i właścicielom agroturystyki? Niekoniecznie, choć zapewne duża część z nich krytykowała inne programy społeczne.

Już jakiś czas temu słuchałem audycji w radiu, w której jakiś przedstawiciel organizacji zrzeszającej obiekty turystyczne sugerował, że wspaniale byłoby wrócić do „Bonu Turystycznego”, bo szalenie napędził on napływ turystów w regionie. Zaznaczam, mówimy tu o osobach, które w domyśle powinny kochać wolny rynek (mali przedsiębiorcy), a w ich interesie jednak byłby dotacje i ktoś chce ich wprowadzenia.

W kwietniu 2016 roku wprowadzono program „500+”. Program, który miał pomóc w dzietności, a pomógł w kreacji popytu. Prawda jest taka, że programy socjalne takie jak „500+” powinno się rozpatrywać w kategoriach popytowych, a nie demograficznych. Liczby? Proszę bardzo. Według raportu PARP, sektor MŚP odnotował poprawę sytuacji finansowej w porównaniu do 2013 roku. Wskaźnik rentowności obrotu brutto dla MŚP wzrósł do 6,6% w 2016 roku. Do tego za 2017 rok wystąpiła dalsza poprawa rentowności. Wskaźnik rentowności obrotu brutto dla MŚP wzrósł do 7,1%.

Szczególnie widoczne było to w branży motoryzacyjnej. Jeżeli komuś coś stukało w kole, to sobie jeździł, bo szkoda mu było pieniędzy. Kiedy otrzymał pieniądze, to zaczął coś wymieniać. Polecam przejrzeć wyniki firm związanych np. z handlem częściami samochodowymi po 2015 roku i do czego doprowadziło zwiększenie ilości pieniądza w obiegu. Jednakże pomimo „troski o obywatela” w Polsce od 2015 roku wzrosła liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie, mało tego, rosną też nierówności społeczne. No, ale jak to, przecież pomogliśmy najbiedniejszym? Jak to coś nie działa?Image
Jul 11, 2025 17 tweets 4 min read
DLACZEGO W POLSCE NIE BĘDZIE WIĘCEJ DZIECI?

Niedawno pojawiło się w końcu porządne badanie dotyczące dzietności. Według sondażu IBRIS dla Onetu, poniżej główne powody, dla których nie Polacy nie chcą mieć dzieci wyglądają następująco:

👉 62% boi się, ze dziecko obniży jego poziom życia
👉 62% obawia się sytuacji na świecie (wojna, pandemia, kryzysy)
👉 57% nie lubi dzieci

Można stawać na głowie, rozdawać mieszkania, zapewniać szklarniowe warunki, a i tak tylko w niewielkim stopniu powiększyłoby to dzietność. Musimy się pogodzić z faktem, że wyginiemy jako naród.

Chciałbym Was dzisiaj zaprosić na bardzo nietypowy wątek, dlaczego w Polsce nie będzie więcej dzieci.

⬇️🧵Cała nitka poniżej, zapraszam!🧵⬇️Image Image
Jul 1, 2025 6 tweets 7 min read
DLACZEGO POLSKA MA TAK MAŁO GLOBALNYCH MAREK?

Polska przegoniła Japonię, takie nagłówki można było spotkać niedawno w mediach. Złośliwi zaczęli wtedy zadawać pytania. W takim razie gdzie jest nasza Honda, Toyota, Sony i Nintendo? No nie ma, a jedni twierdzą, że to przez podatki, a drudzy, że to przez Januszy.

Rzeczywistość wygląda trochę inaczej, a dwoma głównymi przyczynami jest to, że po pierwsze jest to pieruńsko drogie do zrobienia, a po drugie potrzeba na to ogromną ilość czasu. Na liście stu największych firm w Europie Środkowo-Wschodniej, w okolicy znajdują się jedynie dwie polskie firmy o polskim kapitale prywatnym. W zdecydowanej większości są to spółki skarbu państwa lub ewentualnie oddziały zachodnich koncernów, które są u nas zarejestrowane.

Zapraszam na dosyć przydługi wątek o tym, dlaczego Polska ma tak mało globalnych marek. Jestem Wam to trochę winny, ostatnio trochę pokpiłem sprawę i dawno nie widzieliśmy się z czymś dłuższym.

⤵🧵Zapraszam na cały tekst poniżej! 🧵⤵Image NIEODNAWIALNY ZASÓB – CZAS

Wśród 10 największych i najbardziej znanych duńskich firm - najnowsza (Jysk) powstała w 1979 roku. Cała reszta to pierwsza połowa XX wieku, a niektóre mają nawet po ponad 150 lat. Choćby słynny Novo Nordisk, który wybił się w ostatnich latach ze swoim lekiem popularnym wśród osób o mojej wadze powstał w 1923 roku. Podobnie sprawa wygląda w Szwecji. Skanska (1887 r.), Ikea (1943 r.) Wszystko, co trochę nowsze (np. końcówka XX wieku), to w zasadzie konsolidacje firm z XIX wieku lub lat typu 1913 (Astra).

Jedziemy dalej, Niemcy. Daimler AG (Mercedes-Benz Group) – Założona w 1926 roku (po fuzji firm Daimler i Benz, założonych odpowiednio w 1883 i 1886 roku). Siemens (1847 r.), BASF (1865 r.), Bayer (1863 r.). W miarę młody jest SAP, młodzieniaszek – rok powstania – 1972.

Myślicie, że we Francji jest lepiej? Niewiele. Danone (1919 r.), Renault (1899 r.), Airbus jest młodym wilkiem, rok powstania? 1970. LVMH jest trochę wyjątkiem,1987 rok. Ogólnie większość dużych firm ma minimum ok. 60 lat. Niektóre typu AXA powstały w 1816 roku. Ponad dwieście lat temu.

W Wielkiej Brytanii mamy chociażby Barclays z 1690 roku (!). HSBC (1865 r.), Unilever (1929 r.), BP (1909 r.), Shell (1907 r.). Włochy? Proszę bardzo. Korzenie Intesa Sanpaolo sięgają 1563 roku. Generali (1831 r.), Stellantis (korzenie z 1899 r.), Pirelli (1872 r.). Większość dużych Włoskich firm powstało do około połowy XX wieku. Nieco lepiej jest w Hiszpanii, tam trzeba liczyć 50-80 lat.

Podobnie wygląda to w praktycznie całej Europie Zachodniej. W jaki sposób polska firma o tradycji rynkowej 36 lat ma konkurować z kimś, ko funkcjonuje 150 lat? Do osiągnięcia dużej marki w tradycyjnych sektorach gospodarki potrzeba szalenie dużo czasu. Pomyślcie sobie teraz, że ma to zrobić ktoś, kto jeszcze 1996 roku handlował używanymi Polonezami na giełdzie w Słomczynie.Image
Jun 8, 2025 11 tweets 11 min read
CZY SYTY GŁODNEGO ZROZUMIE? CZYLI O DZIEDZICZENIU I „BIEDZIE”

Wraz z upływającym czasem będą w Polsce pogłębiać się różnice wynikające z dziedziczenia kapitału. Coraz więcej osób będzie rozumiało, jak coraz mniej będzie od nich zależało. Od ich pracowitości, zaangażowania, czy determinacji, a stan posiadania będzie determinować to, w jakiej rodzinie, kto się urodził.

Nierzadko mam wrażenie, że ludzie przyzwyczajeni do ciepłej wody w kranie stają się odrealnieni od rzeczywistości. Nie rozumieją Polaka wychowanego na blokowisku albo (co trudniejsze) na terenach po byłych Państwowych Gospodarstwach Rolnych, gdzie kiedyś szalało po 50 proc. bezrobocia. Mam także odczucie, że syty zaczyna coraz mniej rozumieć głodnego i ta nić nieporozumienia będzie jeszcze się pogłębiać.

Zapraszam na nitkę, w której porozmawiamy sobie o dziedziczeniu, różnicach z niego wynikających i pogłębiającego się podziału Polaków ze względów majątkowych. W ostatnim czasie coraz powszechniejszy w debacie publicznej staje się „podział klasowy” i nieporozumienia z tego wynikające.

⬇️Cały tekst poniżej! ⬇️Image "NIE ZAPOMNIJ SKĄD TUTAJ PRZYBYŁEŚ, NIE ZAPOMNIJ, GDZIE SIĘ URODZIŁEŚ"

Jedną z barwniejszych postaci w ostatnim czasie był Pan doktor Marek Woch, który paradował z kluczem hydraulicznym i jawnie w przekazie medialnym mówił, że brodził w szambie. Dzisiaj jako nauk doktor nauk prawnych pamięta o swoim pochodzeniu i początkach. Zarazem obrazując losy wielu dzisiejszych 40-50 latków, którzy musieli radzić sobie w dużo w gorszych warunkach, niż teraz mają młodzi ludzie.

Nie ma co być dziadersem i mówić: "Panie, kiedyś to było". Jednakże Pan Marek pomimo słabego wyniku raczej zdobył sympatię społeczną. Jako facet, któremu się w miarę w życiu udało, wystartował w wyborach na prezydenta, a kilkanaście lat temu jeszcze był robotnikiem babrającym się w szambie. Jawi się on w przekazie dla normalnego człowieka, jako normalny gość, który nie jest bucem i pamięta skąd pochodzi.

Zapominamy niejako trochę o tym, czego doświadczyliśmy jako naród. Biorąc pod uwagę wyrzeczenia sprzed wielu lat. Bardzo widoczne jest to szczególnie w różnych utworach muzycznych z okresu transformacji ustrojowej i wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Szczególnie, gdy Polacy w poszukiwaniu lepszej przyszłości wyjeżdżali za chlebem do pracy. W tym przypadku przychodzi mi na myśl jeden dosyć znany utwór, którego fragment idealnie tutaj pasuje.

„Posłuchaj synu tato ci opowie
Jak na Jackowie stawiał pierwsze kroki
[…]Oto Ameryka droga otwarta
Gazeta w łapie na pracę polowanie
Wynajęte tanie byle jakie mieszkanie
[…] Telefony do domu godziny przegadane
Listy i zdjęcia oczy zapłakane trudne pytania
Ciągle te same jak mi tu jest wrócę czy zostanę
Nie zapomnij skąd tutaj przybyłem
Nie zapomnij gdzie się urodziłem
Bo w pamięci jest siła zaklęta
Więc pamiętaj synu mój.”Image
Jun 5, 2025 7 tweets 8 min read
SKĄD I DLACZEGO BIERZE SIĘ "DZIADOSTWO" W NIEKTÓRYCH MIKRO I MAŁYCH FIRMACH

Kiedyś wpadł mi w ręce absolutnie genialny artykuł, który opisywał historię punktów gastronomicznych na polskim „Route 66”, czyli trasie z Katowic nad Bałtyk, kiedy jeszcze nie było autostrady, a sama wyprawa była ogromnym wydarzeniem.

Felieton poruszał kwestię restauracji i barów, które znajdowały się przy starej drodze głównej i święciły niegdyś triumfy. Właściciele prawdopodobnie z łezką w oku wspominają pełne parkingi, zamówienia, których nie da się obrobić i związane z tym w pewnym momencie dobre pieniądze.

Dzisiaj większości z tych barów nie ma, ostało się trochę, gdzie zazwyczaj hula wiatr (nie wszystkie, kultowe nadal są pełne!). Stały się one trochę niejako symbolem pewnej przemijającej epoki. Stanowią też bardzo dobry punkt wyjściowy do dzisiejszego felietonu. Kiedyś jeden z redaktorów w rozmowie ze mną na wizji stwierdził, że część mikro i małych przedsiębiorstw w Polsce można rozpatrywać w kategoriach dziadostwa. Niewielu jednak zagłębia się w przyczynach tego stanu rzeczy.

Przykład zapomnianych barów przy starej drodze jest wręcz książkowym pokazanie przemijającego czasu. Kto miał trochę szczęścia (lub czego innego), to udało mu się pozostać w dobrym punkcie przy zjeździe z autostrady, inny zamknął biznes na cztery spusty, inny próbuje walczyć zmieniając profil działalności na np. salę weselną.

Chciałbym Was dzisiaj zaprosić na nieco dłuższy tekst, który tłumaczy skąd może brać się „dziadostwo” w niektórych małych firmach. Począwszy na warunkach pracy, kończywszy na pobożnej modlitwie właściciela, aby dotrwać do emerytury.

⬇️Cały tekst poniżej! ⬇️Image NIEODNAWIALNY ZASÓB – CZAS

Zapewne kojarzycie przydrożne bary przy byłych drogach głównych, które były kiedyś pełne. Klimatu dopełniają wyblakłe czerwone parasole Coca-Cola, kiedy się tam wchodzi, to zazwyczaj zamówienie przyjmuje już starsza babka z lekkim wąsem pod nosem z miną „Pan tu nie stał”.

Lubię się czasami zatrzymać w takich miejscach, da się w nich odnaleźć hamburgery z prażoną cebulą, masą sałaty, gotowym mięsem do odgrzania w mikrofalówce i sosem z wielkiej tuby. Zupełnie tak, jak jeszcze dwadzieścia lat temu na każdym dworcu w Polsce. Smak dzieciństwa, lekka nostalgia.

Jednakże widać, że czas się tam zatrzymał. Nikt już nie chce robić remontu, nie podejmuje walki, nie chce nic zmieniać, bo nie ma to sensu. Zupełnie tak, jak w tych zapomnianych ośrodkach wypoczynkowych na Mazurach, gdzie toaleta w domku jest luksusem, a wykąpać się można w prysznicu na monety, który stanowi próbę ratowania dochodu i tego co zostało, gdy trzeba płacić dychę za 45 sekund dostępu do wody. Łózka pamiętają jeszcze „Lato z Radiem 1978 r.” i przypomina Ci o tym wbijająca w plecy sprężyna, którą czuje się cały następny dzień i dwa kolejne.

Jednocześnie nad tymi samymi akwenami wodnymi można wynajmować całe domy w lekko podwyższonym standardzie za wielokrotność ceny tego domku ze wspólnym prysznicem na monety. Ktoś dołożył starań, dorzucił jeszcze dużą banię opalaną drewnem i saunę w ogrodzie, nagle cena domku nie wynosi 200 zł, a prawie 1000 zł za dobę. Wykorzystasz drewno, płacisz za następne. Cena jest na tyle wysoka, że nie potrzeba wydzielać 45 sekund wody dziennie.

Ktoś się jednak zatrzymał, nie podążył za duchem czasu, przespał swój dobry moment, w którym mógł inwestować. Niejako to rozumiem, jeżeli ktoś przez całe życie nic nie ma, to też coś chce mieć z tego życia, a nie ciągle pracować – przepuścił, teraz ma gorzej – życie.

Takich przemijających i dogorywających działalności gospodarczych są dziesiątki tysięcy w Polsce. Ktoś jest już starszy, nie ma na to pomysłu, nie chce mu się. Paradoksalnie zamiast tworzyć coś „od zera”, to teraz jest dobry moment, aby próbować to przejmować i reaktywować, co straciło swój blask.

Nie mówię tu o gastronomii i hotelarstwie, ale naprawdę wiele malutkich firm jest w takiej sytuacji, gdzie świeże spojrzenie dałoby nowe życie, no chyba, że ktoś jest wypożyczalnią filmów w 2025 roku lub zgorzkniałym zgredem, co wszystko wie najlepiej. Wtedy się nie da.Image
May 12, 2025 9 tweets 10 min read
„GDY W DOMU NIE MA DZIECI…”

Połowa kwietnia, za oknem słychać krzyki i wrzaski. Zupełnie tak, jakby wracała grupa kibiców po meczu. Jednak coś nie gra, nie śpiewają przyśpiewek klubowych, nie było też dziś żadnego meczu. Zaciekawiony wstałem z kanapy i zacząłem szukać źródła dziwnych dźwięków. Odsłaniam firankę i szukam potencjalnego hałasu z podwórka, a to bawiący się nastolatkowie, którzy grali w siatkówkę. Zapomniałem, że w społeczeństwie są dzieci, a do tego jeszcze te przebywające na podwórku.

Zaczynasz się łapać na tym, że odzwyczaiłeś się od widoku dzieciaków. Twoja głowa przestaje pojmować to, że funkcjonują rodziny z dziećmi. Na wakacje latasz poza sezonem, swoich pociech jeszcze nie masz, a jedynie sprawdzasz w kalendarzu terminy ferii zimowych, aby nie wkopać się w kolejki na stoku narciarskim w Tatrach.

Zgodnie z narodową tradycją działkową w maju na działce rozpalasz grilla. Znowu słyszysz dziwne dźwięki, wyglądasz nieśmiało zza grilla, patrzę w lewo, patrzę w prawo - nic nie ma. Nie wiadomo, co tak hałasuje. W końcu słychać tego coraz więcej i bardziej intensywnie, wybieram się na rekonesans. Nie było nic widać, bo to bawiące się na wsi dzieciaki, zupełnie tak jak kiedyś, gdy nie było jeszcze rozpowszechnionego Internetu. Twoja głowa podświadomie odrzuca istnienie dzieci, nie jest przyzwyczajona do tego, że one istnieją.

Rzadko się uzewnętrzniam w kwestiach prywatnych, ale tym przydługim wstępem chciałbym was wszystkich zaprosić do dłuższego tekstu, który podaje powody, dla których ktoś może nie chcieć mieć dzieci z mojego pokolenia. Uważam, że straciliśmy co najmniej jedno pokolenie, któremu wpojono podczas edukacji szkolnej podświadomie strach przed posiadaniem rodziny.

🧵⬇Zapraszam do całego tekstu poniżej. ⬇🧵Image DZIECI JAKO UCIĄŻLIWOŚĆ

Nie lubię latać samolotem w okresie wakacyjnym. Wtedy na cały samolot zawsze znajdzie się kilku małych rzezimieszków, którzy uprzykrzą każdą podróż. Wchodzi para z dzieckiem na rękach, łudzisz się, że nie zacznie płakać, a co gorsza nie będzie to koło ciebie. Dziś masz szczęście, za tobą jest tylko jeden, całkiem spory gagatek, który będzie gwarancją spokoju i możliwością spędzenia czasu w samolocie z głową na poduszce.

Nic bardziej mylnego, mały zawadiaka uwielbia kopać w siedzenie, sprawia mu to ogromną radość. Jesteś zmęczony, bo wcześniej dowaliłeś 14 godzin w pracy na pełnych obrotach, marzysz o chwili drzemki. Nie da się, bo młody myśli, że jest na Santiago Bernabeu, a twój fotel to decydujący rzut karny w finale Ligi Mistrzów.

Kiedyś nawet byś zwórcił uwagę rodzicowi, jednak po kilku próbach z przeszłości się poddajesz, bo „dziecko musi się wyszaleć”. No i tak lecisz w atmosferze łupułupu, rodzice mają to gdzieś i z przerażeniem patrzysz na zegarek – jeszcze 5.5 godziny tego koszmaru. Dziecku można wszystko, bo przecież to dziecko, a przynajmniej takie podejście ma część rodziców.

Przemawia przez ciebie skrajny egoizm, bo ty chcesz się wyspać. Chcesz dolecieć w spokoju na miejsce, ale odpuszczasz walkę z samolotowym Cristiano Ronaldo, bo wiesz, że za kilka godzin usiądziesz na ładnej plaży. Przynajmniej takie podejście miałem jeszcze jakiś czas temu, które zaczęło się zmieniać i rozumiesz jak wiele motywacji i celu życia może dostarczyć nowa osoba na planecie.Image
May 4, 2025 15 tweets 18 min read
💶TRASNFORMACJA ENERGETYCZNA: CHODZI O PIENIĄDZE A NIE EKOLOGIĘ 💶

Nie ma prawdopodobnie w Europie żadnego innego programu, którego rzeczywisty cel może być inny od tego, o którym się mówi. Zadałem sobie naprawdę wiele trudu, przejrzałem masę publikacji naukowych, danych, książek, statystyk, wypowiedzi najważniejszych polityków, a także ułożyłem wydarzenia chronologicznie w czasie.

Myślałem, że jestem zbyt przewrażliwiony i przecież nie można w taki sposób przepychać programów gospodarczych tłumacząc to ekologią. Myliłem się, im bardziej wgłębisz się w historię transformacji energetycznej w Europie od lat 70-tych, tym bardziej usiądziesz z niedowierzaniem i powiesz: „Przecież to niemożliwe!”.

Proces, tak jak i założenia transformacji energetycznej ewoluowały wraz z sytuacją geopolityczną. Najpierw była to potrzeba niezależności, potem ekspansji gospodarczej, by na koniec stworzyć desperacką próbę kreacji propopytowego programu gospodarczego, który wywrócił się o własne nogi. Nie znalazłem żadnej polskojęzycznej publikacji naukowej, która określałaby transformację energetyczną w Europie jako ewoluujący eksportowo-propopytowy program gospodarczy, a nie ten „ekologiczny”.

Nie chcę wchodzić za bardzo w zagadnienie czy zmiany klimatu są winą człowieka czy wynikają z naturalnego procesu życia Ziemi, a także w jakim stopniu dwutlenek węgla ma wpływ na zmianę klimatu. Nie mam ku temu kompetencji i wiedzy. Chcę się skupić na czymś kompletnie pomijanym. Na gospodarczych przyczynach powstania walki o powstrzymanie zmian klimatycznych, bo w tym przypadku jest naprawdę ciekawie.

Zapraszam na szaloną nitkę, która jest efektem ogromnego nakładu pracy. Poniższy tekst stanowi najbardziej skondensowaną historię transformacji energetycznej w ujęciu gospodarczym. Obnażymy w nim znaczenie gospodarcze transformacji ekologicznej w Unii Europejskiej, a nie to ekologiczne.

🧵⬇ Zapraszam, cały tekst poniżej!⬇🧵Image TRANSFORMACJA ENERGETYCZNA NIE JEST NOWOŚCIĄ

Transformacja energetyczna w Europie zaczęła się tak naprawdę po 1973 roku, kiedy szalał światowy kryzys naftowy. Światowy kryzys naftowy z 1973 roku uwidocznił, jak bardzo Europa i inne kraje rozwinięte są uzależnione od importu ropy naftowej. W wyniku embargo państw OPEC ceny energii gwałtownie wzrosły, przez co prawie najważniejszą kwestią w tamtym okresie było bezpieczeństwo energetyczne i konieczność poszukiwania nowych źródeł energii.

Nie troska o planetę, a droga ropa naftowa rozpoczęła proces transformacji energetycznej w Europie. Najważniejsi europejscy politycy poruszali ten temat intensywniej właśnie od szoku naftowego. W Szwecji właśnie w latach 70-tych, rozpoczęto proces odchodzenia od oleju opałowego i węgla na rzecz biomasy, co było bezpośrednią reakcją na gwałtowny wzrost cen ropy i gazu. W Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej zaczęły pojawiać się pierwsze koncepcje wspólnej i ponadpaństwowej transformacji energetycznej.

Przyjęto też pierwszy w historii Europy program walki z zanieczyszczeniem środowiska. Oczywiście już wtedy, gdy nie zgadniecie… panował światowy kryzys paliwowy. Wcześniej owszem, były wzmianki naukowców o roli człowieka w zmianach klimatycznych, ale niewielu decydentów się tym przejmowało.

W latach 70-tych główny nacisk kładziono na walkę z zanieczyszczeniem, ochronę przyrody i efektywność energetyczną, a nie bezpośrednio na problem zmian klimatu, który zaczął być szerzej rozpoznawany i politycznie adresowany dopiero w kolejnych dekadach. Chodzi o sam początek procesu transformacji energetycznej, o którym w zasadzie każdy już zapomniał.Image
Apr 21, 2025 7 tweets 8 min read
KIEDY I DLACZEGO NIE WARTO OTWIERAĆ NIEWIELKICH DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZYCH?

Naprawdę wiele ludzi sądzi, że od budki z lodami postawionej gdzieś przy głównym deptaku można zostać bardzo zamożnym człowiekiem. Twórca osiedlowego kebaba to jeździ na wakacje pięć razy w roku na Malediwy prywatnym odrzutowcem, w garażu ma trzy samochody, a na dachu bloku ląduje helikopterem.

Wytworzyliśmy obraz, jakby właściciele niewielkich przedsiębiorstw byli finansową elitą, klasą burżujów dorabiającej się na krzywdzie proletariatu. Właściciele mikroprzedsiębiorstw to w zasadzie trochę lepiej zarabiająca klasa robotnicza, a nie prawdziwi kapitaliście. Prawdziwe i porządne pieniądze robi się na dużym kapitale i skali, a nie smażeniu parówek.

Naprawdę nie wiem, czy ktoś rozsądny chciałby pracować po 12 godzin dziennie, przez 6 dni w tygodniu, nierzadko w niedziele i święta. Z widmem głodowej emerytury i tego, że jedna choroba poważniejsza od grypy pozostawia takiego człowieka bez źródła dochodów. W obecnej sytuacji gospodarczej działanie wielu niewielkich firm nie ma sensu.

Czasem lepiej dać sobie spokój i pójść do normalnej roboty, a nie tyrać w wiecznym kołowrotku nadziei na lepsze jutro. Zwłaszcza starsi ludzie robią to już z przyzwyczajenia, byle dociągnąć do emerytury. W dzisiejszym wątku opiszę, dlaczego często nie warto otwierać niewielkich działalności gospodarczych i kiedy lepiej tego nie robić.

↓🧵Zapraszam na nitkę!🧵↓Image NISKIE BARIERY WEJŚCIA TO (ZAZWYCZAJ) NISKIE DOCHODY LUB SKALA

Jeżeli jakaś działalność gospodarcza ma skrajnie niskie bariery wejścia i wymaga może kilkudziesięciu tysięcy złotych na start oraz nie wymaga szczególnych umiejętności, to lepiej dać sobie spokój i tego nie robić. Niskie bariery wejścia zazwyczaj są tożsame z potencjalnie niskimi dochodami.

Duże firmy tego unikają i nie wchodzą do branż, gdzie działają mikroprzedsiębiorstwa. Nie ma korporacji malującej paznokcie czy korporacji tylko przepychających rury u osób indywidualnych. Nie ma, bo bariery wejścia są niskie, a konkurencja duża. Natomiast same ceny wynikają z zaangażowanie i długości pracy właścicieli. Owszem, taki hydraulik na jednoosobowej działalności gospodarczej posiadający całodobowy dojazd do klienta zarobi dużo powyżej średniej krajowej, ale musi być w wiecznej gotowości.

Gdyby miał płacić całodobowo za pracę innego hydraulika, żeby był dostępny całodobowo, to ten biznes nie spiąłby się na starcie. Nikt normalny nie zgodzi się na darmową całodobową etatową pracę, kiedy jest na jeden telefon i wtedy ma płacone oraz musi wyjechać do klienta.

Stworzenie małej budki z zapiekankami pozwoli na zarobki trochę powyżej minimalnej krajowej, ale jeżeli w swoim założeniu budka nie jest w stanie zarobić na siebie bez fizycznej pracy właściciela, to lepiej dać sobie z tym spokój. Chyba, że ktoś sobie tłumaczy, że lubi dużo pracować, nie spędzać świąt z rodziną i widywać swoje dzieci zmęczonym o 20 na kanapie wieczorem.Image
Apr 9, 2025 9 tweets 8 min read
AMERYKAŃSKA WOJNA HANDLOWA – CZY JEST SIĘ CZEGO BAĆ?

Stare chińskie przysłowie mówi: „Obyś żył w ciekawych czasach”. Choć samo przysłowie jest raczej przekleństwem i można powiedzieć, że właśnie zaczęło się spełniać. Jesteśmy świadkami ogromnych zawirowań handlowych na arenie międzynarodowej. Wydarzeń, które będą opisywane za pięćdziesiąt lat w książkach do historii.

Niekiedy można odnieść wrażenie, że to wszystko jest nieco „z boku”, a wielkie rozgrywki geopolityczne są gdzieś daleko za oceanem i w zasadzie, to wszystko nas mało dotyczy. Wręcz przeciwnie, amerykańska wojna handlowa z całym światem i wzajemne okładanie się ciosami z Chinami bardzo nas dotyczy. Wali się porządek handlowy świata, a zarazem być może hegemoniczna rola Stanów Zjednoczonych, jaką znamy.

↓🧵Zapraszam na nitkę, w której omówimy sobie wpływ tych wojen handlowych na polską gospodarkę. Czy rzeczywiście jest się czego obawiać, a może po prostu wszystko odczuje przeciętny Amerykanin, który więcej zapłaci za produkty w sklepie? Zapraszam!🧵↓Image CHIŃSKA POTĘGA HANDLOWA

Stany Zjednoczone prawdopodobnie bezpowrotnie w ostatnim czasie straciły światowe pierwszeństwo w handlu międzynarodowym. Chiny idą po wszystko, w 2024 roku łączna wartość eksportu przekroczyła 3.58 bln dolarów. Dla porównania, Stany Zjednoczone wyeksportowały towary o łącznej wartości nieco ponad 2 bln dolarów w 2024 roku.

W 1995 roku wartość chińskiego eksportu dóbr wyniosła 0.15 bln dolarów, a w 2005 r. – 0.76 bln dolarów. Warto porównać to ze Stanami Zjednoczonymi, bo w 2005 roku wartość eksportu towarów Stanów Zjednoczonych wyniosła 0.90 bln dolarów. Gdzie dziś jest Ameryka, a gdzie Chiny. Chiny przejmują branżę po branży, zdominowali handel produktami związanymi z odnawialnymi źródłami energii, częścią elektroniki, długo by wymieniać, a jak tak dalej pójdzie, to i samochodami.Image
Apr 2, 2025 8 tweets 7 min read
PRAWDZIWA PRZESTRZEŃ DLA MIKROPRZEDSIĘBIORSTW (na przykładzie handlu paletami)

Pewna grupa społeczna powszechnie uznają mikroprzedsiębiorstwa za synonim niskich wynagrodzeń, „badziewia” i nieinnowacyjnego balastu, który najlepiej – jakby zniknął z powierzchni ziemi. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, w jakich warunkach muszą operować te firmy i jakie jest ich miejsce w szeregu.

Dzisiaj chciałbym poruszyć temat kompletnie pomijany przez ekonomistów i analityków życia gospodarczego. Niewiele osób rozumie przestrzenie, jakie są zarezerwowane dla tego typu działalności. Zastanawiałem się nad przykładem, który byłby dla wszystkich zrozumiały i myślę, że znalazłem idealny. Handel zwrotami konsumenckimi lub jak kto woli, towarem z palet.

Stanowi przykład, gdzie ryzyko przerzuca się na dół i można sobie elegancko robić politykę CSR, ESG czy inne podobne cuda. Zarazem przerzucając odpowiedzialność na „nieinnowacyjne badziewie”, które robi to, bo ma nadzieję, że zarobi jakieś lepsze pieniądze.

⬇🧵Zapraszam na nitkę, w której opiszemy sobie przestrzenie, w których muszą działać mikroprzedsiębiorstwa na przykładzie zwrotów konsumenckich.🧵⬇Image SKALA ZWROTÓW KONSUMENCKICH

Skala zwrotów konsumenckich w Unii Europejskiej jest ogromna. Na rynek trafia mnóstwo śmieci, z którymi nie ma co robić. Gdyby nie zwroty konsumenckie, które są potem kupowane przez handlarzy detalicznych, to duże podmioty e-commerce miałyby jeszcze problem z ponownym użyciem przedmiotów (niska opłacalność) lub utylizacją.

Według badania Digitalverband Bitkom, średnio 11 proc. zakupów w Niemczech jest zwracanych. Inny raport, EHI Retail Institute szacuje, że średni koszt obsługi jednego zwrotu wynosi między 5 a 10 euro. Czyli, jeżeli towar jest o niskiej wartości to kompletnie nie ma sensu ponownie próbować go wdrażać do sprzedaży. Najgorzej wygląda to w przypadku ubrań, do sklepów wraca ok. 30 proc. produktów (!) w Niemczech. Według raportu PostNord E z 2020 roku, aż 49 proc. Niemców, którzy robili zakupy online, zwróciło minimum raz zakup w ciągu roku.Image
Mar 23, 2025 9 tweets 8 min read
PODRÓŻE – NOWY CEL ŻYCIA CZŁOWIEKA W ROWZINIĘTYCH KRAJACH

Podróże stały się wyznacznikiem statusu społecznego. Oznaczając w domyśle, że skoro nie jeździsz egzotyczne miejsca, to jesteś biedakiem. Zaczęły także zastępować cel życia, w przypadku osób, które nigdy nie założyły, a także nie planują założyć rodziny. Są prostym sposobem na znalezienie akceptacji.

Podobno nie wiesz, co to życie, bo nie pływałeś kajakiem przez Amazonkę, nie jadłeś robali w Wietnamie, a także nie widziałeś turkusowej wody na Malediwach. Poniższy felieton jest zbiorem dłuższych i luźniejszych przemyśleń, które rozpoczęły się kilka miesięcy temu.

🧵Zapraszam na nitkę, w której rozprawimy się z tematem podróży, jako substytutu życia rodzinnego, nowego wyznacznika statusu społecznego, tworzenia nowych potrzeb człowieka i tego, ile z tych wszystkich zdjęć z Instagrama jest prawdą. Zapraszam! 🧵⬇Image „PATRZCIE JAK TU JEST PIĘKNIE!”

Nie widziałem jeszcze, aby ktoś starał się poruszać temat od tej strony. W domyśle jesteśmy zarzucani zdjęciami kolejnych pięknych miejsc, krystalicznej wody czy wyjątkowej architektury. Całość moich rozważań zaczęła się blisko pół roku temu.

W dosyć znanym turystycznym miejscu natrafiłem na naprawdę podły hotel. Moimi przyjaciółmi zostały karaluchy, które miały regularną wycieczkę wokół wanny. Sama wanna była w kolorze zębów sześćdziesięcioletniego palacza, a podłoga mogłaby zastąpić taśmę samoprzylepną.

Jedynym ładnym i w miarę zadbanym miejscem był kawałek basenu na zewnątrz z widokiem na lazurową wodę morską. Problem był taki, że występowały tam specyficzne prądy wodne. Jednie w godzinach 7.00-11.00 była szansa, aby wejść do wody, bo po godzinie 11.00 przychodził przypływ, a lazur zamieniał się w półsztormowe, mało przyjemne bagno.

Większość ludzi to widziała, więc wstawała na wakacjach o 7.00 rano, żeby załapać się na fragment ładnego morza. Wątpię, żeby się tym gdziekolwiek chwalili. W tym wszystkim jednego dnia na hotelowym basenie natrafiłem na parę z wielkim, dmuchanym różowym flamingiem i faceta, który spędził w wodzie dobre kilkadziesiąt minut, żeby zrobić idealne zdjęcie swojej wyobracane.

Wskakiwał do basenu, próbował od lewej, od prawej, od góry. Dosłownie w każdej pozycji, byle było widać kawałek tego pięknego (do godziny 11.00) morza i jedynego czystego miejsca w tym hotelu, jakim był basen. Potem to zdjęcie na pewno znalazło się gdzieś w Internecie, a koleżanki zazdrościły ujeżdżania księżniczkowego flaminga na basenie przy rajskiej plaży. Cała reszta nie ma znaczenia.Image
Mar 9, 2025 8 tweets 7 min read
ŻYCIE BEZ CELU – CORAZ WIĘKSZY PROBLEM SPOŁECZNY

Poniższy wątek jest chyba najtrudniejszym, jaki kiedykolwiek zamieściłem na tym portalu. Początkowo bardzo luźny felieton, będący zbiorem chaotycznych myśli – zamienił się w straszliwy i szkalujący paszkwil. Jako zaawansowany użytkownik chowu klatkowego, uwielbiam wyjść w niedzielę wieczorem na balkon.

Mam o tyle dobrą panoramę, że widać z niej przynajmniej kilkanaście wielkich bloków mieszkalnych. Kiedy nieco bardziej skupisz swój wzrok, to całkiem dobrze widać to, co ktoś obecnie robi w mieszkaniu. Nie nazwałbym tego przesadnym wścibstwem. Wręcz przeciwnie, po prostu za oknem widać przemijające cykle życia.

Sąsiedzi z tych budynków jeszcze nie wiedzą, że się znamy. Razem przeżywaliśmy porażkę ze Słowacją na Mistrzostwach Europy w 2021 roku, kiedy po osiedlu w osiemnastej minucie meczu przeszło siarczyste słowo polskie, a niejeden z nerwów machał rękami przed telewizorem.

Znaliśmy się podczas debat politycznych, które były wyświetlane na większości telewizorów. Najciekawsze są cykle pomiędzy 18:00 a 19:50 – wtedy są wiadomości na kilku stacjach. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale czas włączenia programów informacyjnych mówi już wystarczająco dużo o człowieku. Doszliśmy do takiego poziomu polaryzacji politycznej.

Obserwujesz, jak z godziny na godzinę zaczyna być mniej świateł. Następują kolejne cykle życia, po żarówkach w oknach nauczyłeś się rozróżniać, kiedy są dni wolne i święta. Jeden artysta strzelił sobie w wigilię taki pokaz iluminacyjny, że jego balkon mógłby robić za drogowskaz na lotnisko.

Jednakże twoje luźne przemyślenia i obserwacje z czasem skręcają w dziwne obszary. Widzisz przed sobą budynki, w których mieszka kilkanaście tysięcy ludzi. Zadajesz sobie pytanie: "Czy nasze życie jest na tyle potrzebne, że gdyby wszyscy z tych bloków zniknęli – to ktoś by zauważył?"

Właśnie mogliście pomyśleć, że zwariowałem, a wyjście z tematyką bezsensu życia stanowi pewną przesadę. Nic bardziej mylnego, bo patrząc po statystykach, a także zachodzących zmianach społecznych - można odnieść wrażenie, że coraz więcej ludzi „obojętnieje”. Nie ma żadnego sensu i celu swojego życia. Zamienia się w zautomatyzowanego robota, którego przy życiu trzyma cykl świąt państwowych.

🧵⬇ W długim terminie prowadzi to do tragicznych skutków społeczno-gospodarczych, a my coraz bardziej tracimy sens swojego życia. Zapraszam na zwariowaną nitkę, która opisze skutki tego zjawiska od aspektów społecznych, po finansowe i gospodarcze. Zapraszam! ⬇🧵Image POSZUKANIE CELU

Jakieś dwa lata temu wybrałem się na noc basenów w Bukowinie Tatrzańskiej. Ludzi było na tyle dużo, że nie było czym wrócić do Zakopanego, a wszystkie taksówki były porezerwowane przynajmniej na godzinę do przodu. Stanie tyle na ogromnym mrozie było średnim pomysłem, ostatecznie udało się załatwić podwózkę z jednym starszym panem.

Facet był grubo po siedemdziesiątce i zaczął opowiadać o swoich planach i marzeniach. Zaznaczam, w takim wieku. Przygotowywał się wtedy w górach do wyprawy swojego życia, wspinaczki na gruziński Kazbek. Dla niewtajemniczonych, ta góra ma ponad 5000 metrów nad poziomem morza. Miał już na koncie zdobytych kilka niewiele niższych szczytów, ale nigdy pięciotysięcznika. Wszystko zrobił na emeryturze. Mało tego, Kazek nie był jego docelową górą w przyszłości, opowiadał jak będzie się przygotowywał na wyższe szczyty.

Dociera do ciebie pewne przemyślenie, że dawno nie widziałeś człowieka tak skupionego na swoim celu i opowiadającym o nim z taką pasją. Dwudziestominutowa przejażdżka z nieznajomym mogłaby się nigdy nie skończyć, nie chciało się wracać do hotelu. Uderzające jest to, że ktoś miał tak ważny czynnik kształtujący jego życie, budujący jego tożsamość i cel. Stając się wyróżnikiem wśród bezideowej i bezcelowej egzystencji, która dotyka coraz więcej młodych ludzi.Image
Feb 27, 2025 8 tweets 7 min read
❗POLSCY PRZEWOŹNICY MAJĄ PROBLEM – BRANŻA TRANSPORTOWA KRWAWI❗

Nie ma za wiele lepszych przykładów, w których polskie firmy rozgościły się na jakimś rynku aż tak dzięki konkurencyjności cenowej. Polska ma ok. 20 proc. całego rynku transportowego w Unii Europejskiej, gdzie przez wiele lat czynnikiem determinującym ten sukces była niezła koniunktura gospodarcza, a także niska cena.

Co ciekawe, branża w Polsce jest stosunkowo mocno rozdrobiona i dominują firmy, które nie mają więcej jak 9 ciężarówek. Na transporcie dało się niegdyś nieźle zarobić, dziś wielu przewoźników walczy o przetrwanie, głowi się jak osiągnąć jakąkolwiek rentowność, a po Internecie lata coraz więcej ogłoszeń firm wyprzedających swoje floty.

⬇🧵Dzisiaj zapraszam na nitkę, w której opowiemy sobie, co widać, a czego nie widać w branży transportowej. Zapraszam!🧵⬇Image CORAZ MNIEJ ŁADUNKÓW

Paradoksalnie wyjątkowo w tej sytuacji nie cieszy nieszczęście sąsiada. Niemcy zmagają się z ogromnym zastojem gospodarczym, a nie ma co ukrywać, że jest to główna fabryka Europy. Gorsza koniunktura w Niemczech, to mniej ładunków dla przewoźników. Niemcy są jedynie wierzchołkiem góry lodowej, a po prostu w całej Europie siada produkcja, a jak siada produkcja, to nie ma co wozić.

Na linii Niemcy-Wielka Brytania aż 46 proc. ładunków przewożą polskie firmy. Kierunek Francja – Niemcy jest to ok. 28 proc. Według wstępnych szacunków Eurostatu, w 2024 roku praca przewozowa w transporcie drogowym w UE (mierzona w tonokilometrach) spadła o ok. 3 proc. w porównaniu z 2023 rokiem i 6.1 proc. w stosunku do 2022 roku. Podobno gorzej nie będzie, tak twierdzą niektórzy.Image
Feb 14, 2025 9 tweets 9 min read
WOLNY RYNEK JEST DLA FRAJERÓW

Pamiętam, gdy w 2019 roku odbyłem rozmowę z właścicielem całkiem dużej firmy. Było to kilka dni po tym, gdy prezydent podpisał ustawę zwiększającą zakres świadczenia „500+” na wszystkie dzieci w rodzinie. Pytam go czy nie wadzi jego ideałem wytrawnego kapitalisty to, że zwiększamy wydatki publiczne i transferujemy do gospodarki coraz więcej pieniędzy. W tamtym okresie dominował pogląd, że właściciele firm muszą wierzyć w wolny rynek, a tego typu świadczenia nazywano „rozdawnictwem”.

Zarazem stawiając znak równości pomiędzy przedsiębiorcą i jego niechęcią do zwiększania wydatków publicznych. Zresztą, zgodnie z dominującą przez dwie dekady szkołą ekonomii w tym zakresie w Polsce. Facet otworzył barek, zaczyna przeglądać swój asortyment, siada i mówi:

„Młody, (wtedy jeszcze można mnie było z takiego uznać) dlaczego ma mi to przeszkadzać? Przecież mam co świętować”.

Nie rozumiałem wtedy do końca, o co mu chodzi i dlaczego był powód do świętowania. Wytłumaczył mi potem w kilku zdaniach ciąg przyczynowo-skutkowy i to, że jego wyniki finansowe są uzależnione od krajowej konsumpcji. Ona wzrośnie, on jeszcze więcej zarobi.

Paradoksalnie największym podmiotom gospodarczym nie musi zależy na wolnym rynku (nie zawsze, to wytłumaczę później), a na tworzeniu barier, rozbudowanym programom socjalnym, korzystaniu z przywileju dostępu do kapitału i wzroście ilości pieniądza w gospodarce. Pomimo zwiększonych świadczeń socjalnych, a coraz większej ilości gotówki w obiegu, coraz więcej osób w Polsce żyje w ubóstwie. Na pierwszy rzut oka nie ma w tym żadnej logiki, ale tylko powierzchownie.

⭣🧵Zapraszam na długą i trudną nitkę, w której wytłumaczę, dlaczego wolny rynek jest dla frajerów.🧵⭣Image PIENIĄDZE TRACĄCE NA WARTOŚCI

Żyjemy w systemie, w którym pieniądze zawsze długoterminowo tracą na wartości, a także zawsze występuje inflacja. Średni czas życia waluty wynosi ok. 39 lat, potem umiera. W naszej historii mamy jeden duży przypadek upadku wartości waluty na przełomie transformacji ustrojowej. Potem następuje reset i zabawa zaczyna się od nowa.

W książce „Standard pieniądza dekretowego” autorstwa Saifedeana Ammousa wskazuje on, że pieniądz z góry skazany na inflację prowadzi do nieracjonalnych decyzji konsumenckich i oznacza trudności w akumulacji kapitału przez społeczeństwo. Wskazując, że gdyby pieniądz był z natury deflacyjny (zyskujący na wartości), to tworzyłoby się trwalsze i lepszej jakości produkty, aby nie było potrzeby ich nieustannie wymieniać.

Z drugiej strony mamy inne podejście do polityki monetarnej wskazujące, że pieniądz musi zawsze trochę tracić na wartości, bo dzięki temu firmy więcej zarabiają, rośnie konsumpcja i dobrobyt społeczeństwa. Kiedy zdajesz sobie sprawę, że pieniądz zawsze traci na wartości i musisz konsumować, a zarazem masz trudności w ich kumulowaniu przez wieczną inflację, to zaczynasz rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Bardzo bogaci ludzie rzadko mają większe pieniądze luzem na kontach, są załadowani w akcje, nieruchomości i inne instrumenty finansowe. Inflacja wymusza nieustanny wzrost wartości aktywów i dzięki temu jeszcze bardziej się bogacą, a biedni konsumują.Image
Feb 2, 2025 9 tweets 9 min read
„POLSKIE FIRMY POWINNY ZWIĘKSZYĆ MARŻE!”, „TRZEBA BUDOWAĆ INNOWACYJNĄ GOSPODARKĘ!” – czyli o populistycznej gadaninie i jak to zrobić?

Uwielbiam, kiedy „business strategy specialist” lub goście, co nie przepracowali ani dnia w sektorze prywatnym krzyczą w internecie o tym, że polskie firmy powinny zwiększyć marże. Jeszcze lepiej, kiedy piszą truizmy na poziomie: „trzeba zbudować innowacyjną gospodarkę”. Rzucanie takimi hasłami jest wybitnie łatwe, ale ich realizacja wybitnie trudna. Czasem, któryś gdzieś usłyszy jakieś mądrzejsze słowo pokroju „produktywność” i wali kolejnymi truizmami: „trzeba zwiększyć produktywność pracy!”.

Mało tego, zamiast być dumnym, że coraz więcej dużych polskich firm zaczyna przebijać się zagranicę, to jeszcze w nie walą nienawiścią i chęcią ogromnego opodatkowania. Nie da się stworzyć silnej gospodarki, kiedy za mocno opodatkujesz duży polski kapitał na tym etapie. Milionerów na tle innych krajów Unii Europejskiej w Polsce jest za mało, mamy za krótką tradycją wolnego rynku.

Najbogatsi ludzie w Polsce i mający największe biznesy, muszą te pieniądze kumulować i robić nimi ekspansję, a niektórzy najlepiej dojechaliby ich 75 proc. podatku dochodowego i zmietli z powierzchni ziemi. Dokładnie ci sami też narzekają, że „mamy za mało wielkich marek!”. Ludzie, zdecydujcie się.

⬇🧵Zapraszam na nitkę, dlaczego polskim firmom tak trudno jest „iść w marżę”, gdzie jest nasze miejsce w szeregu, a także co można poprawić. 🧵⬇Image ETAP BYCIA PODWYKONAWCĄ

Kiedy przyjrzysz się dużym firmom produkcyjnym (zwłaszcza z sektora produkcji spożywczej), to widać dwie główne gałęzie funkcjonowania. Pierwsza polegała na tym, że przychodził do takiego fabrykanta Niemiec, Francuz, czy Belg i mówi, że kupi od ciebie produkt, bo byłeś tańszy. Druga, to przychodzi do ciebie duży, międzynarodowy koncern lub sieć handlowa i proponuje produkcję pod marką danego dyskontu lub brandu.

Obydwa przypadki oznaczają działanie w warunkach ograniczonej marży na tyle, ile zezwoli Ci twój główny zleceniodawca. Duże koncerny, które zlecają podwykonawstwo produkcyjne dobrze wiedzą, jakie są marże i potrafią zdecydować, że nie można przekraczać 10 proc. marży, bo znajda sobie innego.

Zazwyczaj w produkcji pod duże sieci handlowe marża brutto oscyluje w granicach niskiego poziomu od 3 do 5 proc. Wtedy taki duży zakład produkcyjny musi się wspiąć na wyżyny elastyczności, żeby to było jakkolwiek rentowne. Utrata dużego klienta, który zapewnia płynność finansową to samobójstwo biznesowe.

Swojego czasu okopaliśmy się też w produkcji przemysłowej, która po prostu wyróżniała się ceną. Nie dlatego zostaliśmy drugim producentem mebli na świecie, bo mieliśmy genialne produkty, tylko dlatego, bo byliśmy konkurencyjni cenowo. Takich branż i przykładów są dziesiątki, setki, tysiące.Image
Jan 29, 2025 7 tweets 6 min read
„NASZE ULICE, WASZE KAMIENICE” – Czyli jak zmieni się rynek nieruchomości w Polsce.

Tytułowe stwierdzenie ma mocno negatywny wydźwięk historyczny, ale idealnie pasuje do tego, co będzie nas czekać. W najbliższych latach prawdopodobnie dużej zmianie ulegnie rynek nieruchomości w Polsce. Wszystko dąży do rozbicia drobnicy na tym rynku i skupienia coraz większej liczby nieruchomości w ramach wielkiego kapitału.

Trwające prace nad ustawą dotyczącej REITów, czyli funduszy inwestycyjnych w nieruchomości, a także jej założenia - doprowadzą w długim terminie do zwiększonej instytucjonalności najmu.

W przestrzeni publicznej sporo jeździ się po drobnych „landlordach”. Ponadto panuje przeświadczenie (nawet prawdziwe), że zamiast w Polsce inwestować w rynek kapitałowy i innowacje, to lepiej zalać ziemię betonem. Rozwiązania z ustawy o REITach jawnie promują inwestycje w nieruchomości poprzez duże fundusze. Polacy zamiast inwestować w krajowy rynek kapitałowy, to będą wpłacać kapitał do lania betonu. Wypłata dywidendy z ich tytułu ma być zwolniona z podatku dochodowego.

Tymczasem, na naszym rynku kapitałowym musisz zapłacić 19 proc. podatku dochodowego. Znając nasze zamiłowanie do betonu, a do tego potencjalnie zwolnienie z podatku, nietrudno odpowiedzieć na pytanie, gdzie popłynie kapitał. Zarazem odpowiednio zabezpieczając fundusze, żeby do zabawy nie wkroczyła ulica. Sprawę załatwią duże bariery wejścia. Ulica jest od wpłacania im pieniędzy, tam barier nie będzie.

Zapraszam na nitkę, w której zastanowimy się nad przyszłością rynku najmu w Polsce, projekcie zmian prawnych w REITach, a także nad tym, jak duże fundusze będą stopniowo przejmować rynek.

🧵Zapraszam!🧵Image UPIERDLIWA DROBNICA, KTÓRA ZARABIA NA RYNKU

Drobni inwestorzy są upierdliwi i trudno z nimi walczyć. Jeszcze bardziej szkodzą, kiedy odkryją lepsze możliwości zwrotu z nieruchomości niż wynajem długoterminowy mieszkania studentom. Całkiem przyzwoite pieniądze da się zarabiać na wynajmowaniu mieszkań w dobrych lokalizacjach w miastach, gdzie przyjeżdża dużo turystów.

Nagle okazuje się, że mieszkanie, które normalnie robi 5 proc. zwrotu w skali roku – może nagle robić 10-15 proc., jeżeli wystawi się je w najmie krótkoterminowym. W zasadzie, korzystając z tej możliwości, irytuje się każdego poza konsumentem, który ma wybór i lepszą cenę. Począwszy na sąsiadach, którzy muszą słuchać pijanych Brytyjczyków o 3 w nocy śpiewających przyśpiewki klubowe, po hotelarzy, którym taki najem prywatny psuje marżę, ceny i rynek.

Dlatego nie powinny dziwić pomysły ograniczenia tej furtki do zarabiania pieniędzy. Coraz więcej państw z tym walczy jak np. Hiszpania czy Holandia. W Polsce też był pomysł, aby to wspólnota mieszkaniowa decydowała, czy dane mieszkanie może być użytkowane w najmie krótkoterminowym. Pętla regulacyjna na pewno w pewnym momencie będzie zaciśnięta tak, że będą mogły to robić tylko dużo fundusze posiadające całe bloki.Image
Jan 19, 2025 11 tweets 10 min read
DLACZEGO POWINNIŚMY WSPÓŁCZUĆ MŁODYM CHŁOPAKOM W WIEKU 20-35 LAT – Czyli jedna z przyczyn niskiej dzietności.

Naprawdę nie powinienem tego pisać. Wiele osób odradzało mi wchodzenie na ciężkie tematy światopoglądowe, a zwłaszcza te dotyczące relacji damsko-męskich. Analitycy, demografowie i inni szerokorozumiani eksperci, szukają przyczyn niskiej dzietności nie tam, gdzie trzeba. Postulują jakieś nowe pakiety finansowe, programy i nie wiadomo, co jeszcze. Tylko, gdy ludzie nie łączą się w pary, to raczej nie będzie z tego dzieci.

Współczuję młodym chłopakom, którzy szukają dla siebie żony. Poprzeczka na rynku matrymonialnym jest postawiona tak wysoko, że dwudziestopięcioletni Antoni, który jeździ sobie widlakiem po magazynie i nie wygląda jak model z okładki, ma potencjał na samotność do końca swojego życia.

🧵Zapraszam na piekielnie trudną nitkę, w której poszukamy przyczyn niskiej dzietności tam, gdzie rzeczywiście ona może mieć swoje źródło.🧵⬇Image PERYPETIE MIŁOSNE

Przychodzi do mnie kolega, lat 33. Wygląda normalnie, ma niezłą robotę w korporacji, własne mieszkanie i od wielu lat nie może znaleźć sobie partnerki. Zapewne zastanawiasz się, że może coś jest z nim nie tak. Pokazuje on swoją aplikację randkową, ustawiony przedział wiekowy 25-35 lat. W tym wieku prawie zawsze będzie coś nie tak. Przeglądając to przez pół godziny, zrozumiesz, dlaczego tak się dzieje.

Wszystko wygląda dosłownie jak z kalki, tak samo. Generalnie podzieliłbym to na poniższe podgrupy.

👉Lewicowa aktywistka – na profilu ma od razu napisane, że jest wegetarianką, kocha zwierzęta, walczy o prawa kobiet, jeżeli nie uznajesz feminizmu, to masz spadać. Musisz mieć lewicowe poglądy, inaczej się nie dogadacie. A, i to nie lekko lewicowe, tylko skrajnie. Poligamia i te sprawy.

👉Korporacyjna kobieta sukcesu – bez pracy za kilkanaście tysięcy miesięcznie albo porządnego statusu majątkowego nie podchodź. Zazwyczaj idzie to w parze z milionem zdjęć z egzotycznych krajów i różnymi „ekstremalnymi” hobby. Ma zdjęcia ze szczytu zdobytego Mount Blanc, musisz umieć tańczyć Bachatę, odbyła turnus medytacyjny w Republice Środkowoafrykańskiej, a w wolnych chwilach fascynuje się psychologią i prawami rdzennej ludności Amazonii. Musisz być wybitną jednostką, aby jej dorównać.

👉Instagramowe słupy reklamowe – zazwyczaj są to te najładniejsze dziewczyny, bardzo często ich jednym z najczęściej używanych numerów jest ten do chirurga plastycznego. Są na tyle atrakcyjne, że gdyby się postarały, to znalazłyby męża podczas jednej przejażdżki metrem od stacji, do stacji końcowej. W opisie mają od razu nazwę swojego Instagrama. Występują na portalach randkowych, żeby zbierać sobie obserwujących, a nie szukać faceta.

👉Zwyczajne dziewczyny – tych jest najmniej i stanowią Złotego Grala. Gorzej jak trafisz na taką po przejściach i nieprzepracowanej traumie. Wtedy masz na wstępie rolę psychologa w pakiecie.

Okazjonalnie trafiają się jeszcze samotne matki, które szukają ojca dla swojego dziecka, gdy ten pierwszy zawodzi. Kiedy uświadomimy sobie, jaki jest wybór w tym wieku, to zaczniesz rozumieć przyczynę niskiej dzietności. Po prostu coraz trudniej jest znaleźć sobie parę. Potencjalnie najzwyczajniejsze kobiety zaczynają stanowić rzadkość.

Facet mający 30 lat, średnio płatną pracę i przeciętny wygląd, coraz częściej skazany jest na samotność. Pop-kultura tak ukształtowała jego odbiór i położenie. Po prostu traktuje się go jak życiowego przegrywa. Nie ma szans na rynku matrymonialnym (albo iluzoryczne).Image