CZY SYTY GŁODNEGO ZROZUMIE? CZYLI O DZIEDZICZENIU I „BIEDZIE”
Wraz z upływającym czasem będą w Polsce pogłębiać się różnice wynikające z dziedziczenia kapitału. Coraz więcej osób będzie rozumiało, jak coraz mniej będzie od nich zależało. Od ich pracowitości, zaangażowania, czy determinacji, a stan posiadania będzie determinować to, w jakiej rodzinie, kto się urodził.
Nierzadko mam wrażenie, że ludzie przyzwyczajeni do ciepłej wody w kranie stają się odrealnieni od rzeczywistości. Nie rozumieją Polaka wychowanego na blokowisku albo (co trudniejsze) na terenach po byłych Państwowych Gospodarstwach Rolnych, gdzie kiedyś szalało po 50 proc. bezrobocia. Mam także odczucie, że syty zaczyna coraz mniej rozumieć głodnego i ta nić nieporozumienia będzie jeszcze się pogłębiać.
Zapraszam na nitkę, w której porozmawiamy sobie o dziedziczeniu, różnicach z niego wynikających i pogłębiającego się podziału Polaków ze względów majątkowych. W ostatnim czasie coraz powszechniejszy w debacie publicznej staje się „podział klasowy” i nieporozumienia z tego wynikające.
⬇️Cały tekst poniżej! ⬇️
"NIE ZAPOMNIJ SKĄD TUTAJ PRZYBYŁEŚ, NIE ZAPOMNIJ, GDZIE SIĘ URODZIŁEŚ"
Jedną z barwniejszych postaci w ostatnim czasie był Pan doktor Marek Woch, który paradował z kluczem hydraulicznym i jawnie w przekazie medialnym mówił, że brodził w szambie. Dzisiaj jako nauk doktor nauk prawnych pamięta o swoim pochodzeniu i początkach. Zarazem obrazując losy wielu dzisiejszych 40-50 latków, którzy musieli radzić sobie w dużo w gorszych warunkach, niż teraz mają młodzi ludzie.
Nie ma co być dziadersem i mówić: "Panie, kiedyś to było". Jednakże Pan Marek pomimo słabego wyniku raczej zdobył sympatię społeczną. Jako facet, któremu się w miarę w życiu udało, wystartował w wyborach na prezydenta, a kilkanaście lat temu jeszcze był robotnikiem babrającym się w szambie. Jawi się on w przekazie dla normalnego człowieka, jako normalny gość, który nie jest bucem i pamięta skąd pochodzi.
Zapominamy niejako trochę o tym, czego doświadczyliśmy jako naród. Biorąc pod uwagę wyrzeczenia sprzed wielu lat. Bardzo widoczne jest to szczególnie w różnych utworach muzycznych z okresu transformacji ustrojowej i wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Szczególnie, gdy Polacy w poszukiwaniu lepszej przyszłości wyjeżdżali za chlebem do pracy. W tym przypadku przychodzi mi na myśl jeden dosyć znany utwór, którego fragment idealnie tutaj pasuje.
„Posłuchaj synu tato ci opowie
Jak na Jackowie stawiał pierwsze kroki
[…]Oto Ameryka droga otwarta
Gazeta w łapie na pracę polowanie
Wynajęte tanie byle jakie mieszkanie
[…] Telefony do domu godziny przegadane
Listy i zdjęcia oczy zapłakane trudne pytania
Ciągle te same jak mi tu jest wrócę czy zostanę
Nie zapomnij skąd tutaj przybyłem
Nie zapomnij gdzie się urodziłem
Bo w pamięci jest siła zaklęta
Więc pamiętaj synu mój.”
HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY
Biorąc pod uwagę jak wielu Polaków ma podobną historię w swojej rodzinie, a także pamięta masę wyrzeczeń i powszechną biedę, to nie ma co się dziwić, że dosyć z dużym dystansem patrzy się na osoby z tak zwanych "dobrych rodzin". Stworzonych do najlepszych zawodów, zaprogramowanych od dziecka do realizacji "większych" celów.
Biorąc pod uwagę jak wielu Polaków ma smutną historię za sobą, raczej średnio patrzą na tych lepiej sytuowanych. Natomiast z drugiej strony mamy patrzenie tych "lepszych" na tych gorszych, którzy próbują ich zrozumieć. Oczywiście, wielu z nich potrafi, ale wielu niestety nie.
Problem rozumowania świata na tej płaszczyźnie polega na tym, że duża część osób z tych biedniejszych rodzin miała wpajaną przez lata pewnego rodzaju "biedę mentalną". Strasznie nie lubię tego określenia, bo jest ono mocno stygmatyzujące i najmocniej za nie przepraszam, ale kreuje ono rzeczywistość w duchu: „a na co ci to”, „a po co ci to”. Wyjście z takiego programu w głowie jest szalenie trudne i wymaga wiele pracy nad sobą. Potem przekłada się to na następne pokolenie, obniżoną pewność siebie itp.
„ŻYCIE JEST NIESPRAWIEDLIWE”
Wyobraź sobie, że jakiś dzieciak ma masę szczęścia. Jego dziadkowie byli sobie w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i dostali od państwa dom na warszawskim Mokotowie. Dom jest w rodzinie do dzisiaj. Potem okazuje się, że jest on na dzisiejsze czasy wart 10 mln złotych. Różnica majątkowa wynikająca z dziedziczenia tego domu jest tak duża, że nawet bardzo wzięty prawnik musiałby pracować na niego całe życie, aby wyrównać tą różnicę majątkową.
Nawet lekarz trzaskający etaty w dwóch szpitalach na raz miałby problem, aby w szybkim czasie zniwelować różnicę wynikającą tylko z posiadania jednego domu.
Ilu jest w Polsce milionerów tylko dlatego, bo odziedziczyli kilka hektarów pod Krakowem czy Wrocławiem? Zapewne kilku się znajdzie, to jest kompletnie nienadrabialne dla przeciętnego człowieka.
Nawet z pracą na samej górze łańcucha finansowego czy przy posiadaniu firmy zatrudniającej kilkanaście osób. Potem wchodzi taki 25-cio latek w życie i widzi. Jego kolega dostaje mieszkanie od rodziców, ufundowali mu oni kilka staży w ciekawych krajach, od przedszkolaka chodził na kilka języków, opłacili studia zagraniczne na jakiejś poważniejszej uczelni. Wchodzi w dorosłość jako wymuskany produkt klasy średniej, który nie musiał pracować po nocach w podrzędnych barach, aby opłacić pokój na pół z kolegą w akademiku. Znajomy mógł zbierać doświadczenie, podejmować się rozwojowych prac, kiedy ten drugi walczył o przetrwanie wyrzucając z lokalu podpitych Brytyjczyków o 4.00 rano.
Stąd też narastać będzie poczucie niesprawiedliwości społecznej, że wszystko to nie ma sensu i młodzi ludzie to widzą. Dlatego też przestają wierzyć w mity, że od ciężkiej pracy będą jeździć samochodami za pół miliona i mieć lepszą perspektywę niż spłacanie dwupokojowej klitki w dużym mieście do swojej emerytury.
TEMATYKA NIERÓWNOŚCI SPOŁECZNYCH
Za każdym razem jest tak samo. Poznajesz jakiegoś doktora ekonomii chwilę po trzydziestce i z ciekawości pytasz się, jaka jest tematyka, którą się zajmuje. Nie znam ekonomisty badającego temat nierówności społecznych, który nie byłby lewicowy. Po prostu każdy, nie może być innej tematyki, zawsze ta sama i zawsze podobne wnioski. Opodatkować bogatych, budować mieszkania społeczne i rozdać biednym to, co się zbierze z podatków lub wyniknie z ekspansywnej polityki fiskalnej i monetarnej.
Nierówności majątkowe są w Polsce większe niż dochodowe. Najbogatsi gromadzą coraz większy udział majątku. Rośnie też co roku liczba osób żyjących w ubóstwie, a około 10 proc. najbogatszych obywateli uzyskuje około 38 proc. całkowitego dochodu narodowego. Ogólnie, to w każdej dojrzałej gospodarce rynkowej jest prawie tak samo. Kumulacja kapitału wynikająca z dziedziczenia powiększa dysproporcje społeczne. Ponadto trudno je wyrównać własnym biznesem „od zera”, bo tworzy się bariery, żeby "byle frajer z ulicy” nie mógł być konkurencją.
OPODATKOWANIE MAJĄTKU JAKO „RECEPTA” NA NIERÓWNOŚCI SPOŁECZNE
Podatki majątkowe nie działają w celu wyrównania szans. Doskonałym przykładem jest Szwecja, która się z niego wycofała w 2007 roku. W końcowych latach obowiązywania stawka wynosiła 1,5% wartości majątku powyżej 1,5 mln SEK (ok. 600 000 PLN) dla osób samotnych i 3 mln SEK dla małżeństw. Doprowadziło to do tego, że część zamożnych osób zdecydowała się na emigrację do krajów o niższych obciążeniach podatkowych.
Chociażby Ingvar Kamprad, (założyciel IKEA) w latach 70. przeniósł się do Szwajcarii, częściowo z powodów podatkowych. Wrócił on do Szwecji w 2013 roku, kiedy zniesiono podatek majątkowy. Najbogatsi zawsze sobie poradzą, przeniosą główne miejsce rozliczenia do lepszego pod względem podatkowym kraju, a płaci za to klasa średnia, która pracując w dobrych zawodach nie przeniesie swojej rezydencji podatkowej do Luksemburga.
Opodatkowanie nieruchomości podatkiem katastralnym w hiszpańskim Madrycie nie rozwiązało problemów mieszkaniowych. W Norwegii podwyżka podatku majątkowego w 2022 roku (z 0,85% do 1,1%) doprowadziła do znaczącej emigracji najbogatszych. Szacuje się, że aż 25% z 400 największych podatników opuściło Norwegię, zabierając ze sobą majątek wart ok. 54 mld USD. Opodatkowanie majątku najbogatszych nie działa, nie wyrównuje szans społecznych.
ILE MOŻNA ZROBIĆ W JEDNO POKOLENIE?
Prawie każda dojrzała gospodarka kapitalistyczna charakteryzuje się kurczącym polem manewru do zakładania działalności gospodarczych. Ogólnie w Polsce podzieliłbym to na okresy, kiedy można było płynąć z falą:
🫱 Pierwszy ok. 1989 - 2000 rok. Początek transformacji ustrojowej. Nic nie było, wszystko potrzeba. Lepszych pieniędzy można było dorobić się nawet na prostym handlu. W takich warunkach jest przestrzeń do działania i budowania firm, które w długim terminie stają się dużymi, ale pozwoliło im na to otoczenie, w którym zaczynało.
🫱 Drugi, ok. 2001-2010 rok, początek transformacji cyfrowej w Polsce, wraz z upowszechnieniem się Internetu. Powstawały firmy handlujące w Internecie, portale internetowe, aukcyjne i wszystko, co podobne. Zauważcie, że większe firmy cyfrowe w Polsce powstawały głównie w tym okresie.
🫱 Trzeci, rozwój sztucznej inteligencji (od 2022 do teraz). Znowu da się zrobić coś z niczego i małym kapitałem, a zarazem płynąć z falą.
Do tego można dorzucić jeszcze transformację energetyczną w ostatnich latach, ale w tym przypadku potrzeba już trochę kapitału. Obecnie jeżeli nie płynie się z falą, to trudno jest w jedno pokolenie zrobić naprawdę dużą firmę, bo rynek jest coraz bardziej betonowany. Uwielbiam, gdy zarzuca się Polsce niewielką liczbę polskich, dużych marek, ale mam pytanie, jak chcemy to zrobić szybko?
Wśród 100 największych firm w Europie będących w posiadaniu prywatnego kapitału, nie ma prawie żadnej, która powstała w ciągu ostatnich 25 lat. Tradycja większości z nich lub rodowód sięga czasów do połowy XX wieku. Są też starsze, mające tradycje sięgające XIX wieku i jest to bodajże koło 25 proc. Rozumiecie?
Ktoś 100 lat kumuluje doświadczenie, kapitał i know how, a trzeba konkurować z kimś startując od zera. Polskie duże marki z kapitałem prywatnym na skalę światową będą, tylko potrzeba na to czasu, bo jedno pokolenie zbudowało fundamenty. Wprowadzanie dużego opodatkowania bogatych w tym momencie to głupota, bo kiedy najwięksi polscy przedsiębiorcy dobili się do kapitału, to ktoś by im to zabrał. Kiedy właśnie o to najtrudniej. Nie tędy droga.
JEDNO POKOLENIE – JEDEN PRZESKOK „KLASOWY”
Dlatego trudno jest przeskoczyć o dwie klasy wyżej, jeżeli gospodarka jest już ustabilizowana. Syn sklepowej i magazyniera ma szansę zostać dobrze opłacanym prawnikiem lub lekarzem, przez co będzie w klasie średniej, ale ma trudno, aby zbudować firmę, która będzie przynosiła setki tysięcy złotych zysku rocznie. Było możliwe, ale 20 lat temu lub teraz jedynie, jeżeli się „płynie z falą”.
Dopiero dzieci tego lekarza i prawniczki będą miały szansę na zbudowanie czegoś większego, bo będą mieli zabezpieczony byt, majątek oraz kapitał, żeby coś zrobić i pozwolić sobie na brak dochodów przez kilka lat. Jedno pokolenie, jeden przeskok – chyba, że ktoś ma naprawdę dużo szczęścia.
ODREALNIENIE I RÓŻNICE SPOŁECZNE
Problem jest taki, że osoby, które od dziecka miały najlepsze szkoły, stary woził je na milion zajęć dodatkowych, a jeżeli u dziecka się pojawiał przejaw jakiejkolwiek pasji, to po prostu to kupował – zaczyna nie rozumieć tych biedniejszych. „Pieniądze to się zawsze znajdą” – nie znoszę tego określenia.
Proszę to wytłumaczyć czteroosobowej rodzinie z minimalną krajową, która musi zapłacić 2000 zł miesięcznie za ogrzanie domu zimą. Znajdą się, bo możesz zadzwonić do rodzica, który Ci pomoże. Wcześniej cię woził na godzinne lekcje pianina, które kosztowały dniówkę pracownika fizycznego.
Potem słyszysz jak 19-sto letnia dziewczyna z Krakowa zdobywa Mount Everest. Czy szansę na to ma córka motorniczego z Wrocławia? Oczywiście, że nie, bo na sam start potrzeba ok. 200 000 zł. Mówiłem, pewnych różnic się nigdy nie wyrówna.
Istnieje trochę badań, które wskazują, że młodzi ludzie, którzy są z bogatszych domów częściej mają poglądy lewicowe. Choć jak np. twierdzi Thomas Piketty, głównie przejawia się to w warstwie światopoglądowej, a nie gospodarczej. Moim zdaniem mają dlatego, bo chcą w ten sposób pokazać swoją troskę i współczucie o drugiego człowieka, który jest biedny, ale często go kompletnie nie rozumieją. Niejako w ten sposób trochę czyszcząc swoje sumienie.
KONFLIKT BIEDNY-BOGATY
Wyobraź sobie tylko jedną różnicę majątkową. Jakieś małżeństwo dostało od swoich rodziców mieszkanie, drugie musiało wziąć kredyt. Przykładowo jedna rata to 2500 zł miesięcznie, w dziesięć lat jest to 250 000 zł. Nadrób to normalną pracą, powodzenia.
Konflikt między tymi „co mają”, a nie mają będzie narastał, bo będą rosnąc różnice majątkowe, tak jest prawie wszędzie, jak wspomniałem wcześniej. Z drugiej strony mamy swoistą gloryfikację biedy. Czyjś sukces finansowy lub społeczny jest solą w oku w naszym rozumowaniu świata. Nie doceniamy osób, którym się coś udało, tylko gloryfikujemy tych mających najgorzej.
Bardziej szacunek budzi gość mieszkający w rozpadającej się chacie, który przesiedział pół życia przed telewizorem, niż lokalny prywaciarz zatrudniający 20 osób lub prawnik kasujący 500 zł za godzinę konsultacji. 500 zł za godzinę konsultacji, co za złodziejstwo!
Tylko nikt nie widzi, że taki prawnik musiał skończyć pięć lat studiów, trzy lata aplikacji (kosztowej zresztą), a w międzyczasie tyrać po 12 godzin dziennie na swój obecny status społeczny. Opodatkować krwiopijcę, bo mu się chciało! Natomiast coraz większa część bogatszych z urodzenia będzie żyła w swoim świecie i nie rozumiała kogoś, kto po prostu jest z biedniejszego domu.
PODSUMOWANIE
Zmierzając już powoli do końca tego nieco przydługiego i chaotycznego wpis, to zamiast narzekać, przydałoby się pomyśleć nad rozwiązaniem, którego za bardzo nie ma. Rzeczywiście różnice majątkowe i tak będą rosły i nie da się za wiele z tym zrobić, ewentualnie można to trochę spowolnić. Przykłady podatków majątkowych pokazują, że one nie działają i nie przynoszą „wyrównania szans”, tylko zazwyczaj odpływ kapitału.
Znaczące zwiększenie świadczeń społecznych jest wodą na młyn dla firm z odpowiednią skalą, żeby zwiększać sprzedaż swoich produktów i usług, a nie wyrównuje w praktyce różnic majątkowych. Bardziej te programy trzeba rozpatrywać w zakresie stymulacji wzrostu PKB, a nie rzeczywistego poprawienia różnicy między bogatymi, a biednymi.
Myślę, że wraz z upływającym czasem i coraz większymi różnicami majątkowymi w Polsce konflikt pomiędzy bogatymi, a biednymi będzie się nawarstwiał. Biorąc pod uwagę, ilu z nas się wychowało na ponurych blokowiskach lub doświadczyło pracy członka pracy za granicą. Jako naród nie lubimy bucowatości ludzi z bogatych domów. Będzie to coraz bardziej widoczne. Chcąc odpowiedzieć na pytanie czy syty głodnego zrozumie, raczej trudno znaleźć dobrą odpowiedź.
Share this Scrolly Tale with your friends.
A Scrolly Tale is a new way to read Twitter threads with a more visually immersive experience.
Discover more beautiful Scrolly Tales like this.
