Cezary Bachański Profile picture
Jun 5, 2025 7 tweets 8 min read Read on X
SKĄD I DLACZEGO BIERZE SIĘ "DZIADOSTWO" W NIEKTÓRYCH MIKRO I MAŁYCH FIRMACH

Kiedyś wpadł mi w ręce absolutnie genialny artykuł, który opisywał historię punktów gastronomicznych na polskim „Route 66”, czyli trasie z Katowic nad Bałtyk, kiedy jeszcze nie było autostrady, a sama wyprawa była ogromnym wydarzeniem.

Felieton poruszał kwestię restauracji i barów, które znajdowały się przy starej drodze głównej i święciły niegdyś triumfy. Właściciele prawdopodobnie z łezką w oku wspominają pełne parkingi, zamówienia, których nie da się obrobić i związane z tym w pewnym momencie dobre pieniądze.

Dzisiaj większości z tych barów nie ma, ostało się trochę, gdzie zazwyczaj hula wiatr (nie wszystkie, kultowe nadal są pełne!). Stały się one trochę niejako symbolem pewnej przemijającej epoki. Stanowią też bardzo dobry punkt wyjściowy do dzisiejszego felietonu. Kiedyś jeden z redaktorów w rozmowie ze mną na wizji stwierdził, że część mikro i małych przedsiębiorstw w Polsce można rozpatrywać w kategoriach dziadostwa. Niewielu jednak zagłębia się w przyczynach tego stanu rzeczy.

Przykład zapomnianych barów przy starej drodze jest wręcz książkowym pokazanie przemijającego czasu. Kto miał trochę szczęścia (lub czego innego), to udało mu się pozostać w dobrym punkcie przy zjeździe z autostrady, inny zamknął biznes na cztery spusty, inny próbuje walczyć zmieniając profil działalności na np. salę weselną.

Chciałbym Was dzisiaj zaprosić na nieco dłuższy tekst, który tłumaczy skąd może brać się „dziadostwo” w niektórych małych firmach. Począwszy na warunkach pracy, kończywszy na pobożnej modlitwie właściciela, aby dotrwać do emerytury.

⬇️Cały tekst poniżej! ⬇️Image
NIEODNAWIALNY ZASÓB – CZAS

Zapewne kojarzycie przydrożne bary przy byłych drogach głównych, które były kiedyś pełne. Klimatu dopełniają wyblakłe czerwone parasole Coca-Cola, kiedy się tam wchodzi, to zazwyczaj zamówienie przyjmuje już starsza babka z lekkim wąsem pod nosem z miną „Pan tu nie stał”.

Lubię się czasami zatrzymać w takich miejscach, da się w nich odnaleźć hamburgery z prażoną cebulą, masą sałaty, gotowym mięsem do odgrzania w mikrofalówce i sosem z wielkiej tuby. Zupełnie tak, jak jeszcze dwadzieścia lat temu na każdym dworcu w Polsce. Smak dzieciństwa, lekka nostalgia.

Jednakże widać, że czas się tam zatrzymał. Nikt już nie chce robić remontu, nie podejmuje walki, nie chce nic zmieniać, bo nie ma to sensu. Zupełnie tak, jak w tych zapomnianych ośrodkach wypoczynkowych na Mazurach, gdzie toaleta w domku jest luksusem, a wykąpać się można w prysznicu na monety, który stanowi próbę ratowania dochodu i tego co zostało, gdy trzeba płacić dychę za 45 sekund dostępu do wody. Łózka pamiętają jeszcze „Lato z Radiem 1978 r.” i przypomina Ci o tym wbijająca w plecy sprężyna, którą czuje się cały następny dzień i dwa kolejne.

Jednocześnie nad tymi samymi akwenami wodnymi można wynajmować całe domy w lekko podwyższonym standardzie za wielokrotność ceny tego domku ze wspólnym prysznicem na monety. Ktoś dołożył starań, dorzucił jeszcze dużą banię opalaną drewnem i saunę w ogrodzie, nagle cena domku nie wynosi 200 zł, a prawie 1000 zł za dobę. Wykorzystasz drewno, płacisz za następne. Cena jest na tyle wysoka, że nie potrzeba wydzielać 45 sekund wody dziennie.

Ktoś się jednak zatrzymał, nie podążył za duchem czasu, przespał swój dobry moment, w którym mógł inwestować. Niejako to rozumiem, jeżeli ktoś przez całe życie nic nie ma, to też coś chce mieć z tego życia, a nie ciągle pracować – przepuścił, teraz ma gorzej – życie.

Takich przemijających i dogorywających działalności gospodarczych są dziesiątki tysięcy w Polsce. Ktoś jest już starszy, nie ma na to pomysłu, nie chce mu się. Paradoksalnie zamiast tworzyć coś „od zera”, to teraz jest dobry moment, aby próbować to przejmować i reaktywować, co straciło swój blask.

Nie mówię tu o gastronomii i hotelarstwie, ale naprawdę wiele malutkich firm jest w takiej sytuacji, gdzie świeże spojrzenie dałoby nowe życie, no chyba, że ktoś jest wypożyczalnią filmów w 2025 roku lub zgorzkniałym zgredem, co wszystko wie najlepiej. Wtedy się nie da.Image
PRZEMIANY, PRZEMIANY, PRZEMIANY…

Przemijający czas jest oczywistym elementem przemian. Niegdyś była przestrzeń, aby z handlu butami na bazarze zrobić poważną spółkę giełdową. Dziś rynek jest na tyle nasycony, że romantyczne historię od bazaru do głównego parkietu są nierealne. Nie da się tego zrobić na podstawie drobnej działalności handlowej, bo nigdy nie zbierze się kapitału. Zasadniczo przeminęła już szansa na zarobienie lepszych pieniędzy w ten sposób. Po prostu, kto miał urosnąć – to urósł – kto został w miejscu, ten będzie się tylko cofać.

Zwłaszcza biorąc pod uwagę inwazję chińskich platform handlowych. W lipcu 2024 roku chińskie Temu osiągnęło zasięg 51,15 proc. polskich użytkowników sieci, co przekłada się na ponad 15 mln osób. Czego byś nie zrobił, to nie masz szans w starciu z kimś takim. Zaszły takie zmiany, że trzyosobowym punktem handlowym w centrum miasta wojewódzkiego można się modlić o średnią krajową dla właściciela takiego lokalu, a gdyby przeliczył swój czas na pieniądze, to lepiej by mu wyszło jeździć wózkiem widłowym po magazynie w Strykowie.

Dogorywanie takiego miejsca zazwyczaj przebiega tak samo. Najpierw się zwalnia pierwsze osoby, by mieć jakąkolwiek rentowność, potem kończy się samemu (lub z rodziną) i dogorywa do emerytury pracując po 12 godzin dziennie, będąc zakładnikiem swojego przedsiębiorstwa.Image
BYŁO TANIO, ALE NIE JEST

Polska była (i w sumie nadal jest) krajem niskomarżowej produkcji i bycia podwykonawcą. Trochę się w tym okopaliśmy i taką mamy charakterystykę gospodarczą, która się już trochę zmienia. Dopiero to pokolenie ma szansę na tworzenie światowych firm bazując na tym, co zostawili im rodzice, którzy zaczynali zazwyczaj „od zera”. Problem jest taki, że jeżeli czymś handlujesz i jest tanie, to znalezienie kupca nie jest takie trudne.

Problem zaczyna się wtedy, gdy nie jesteś w stanie już czegoś robić tanio, a na tym bazowała twoja sprzedaż. Jeżeli możesz wyróżniać się ceną, to oczywiście, że znajdzie się na to klient. Kiedy tego nie masz, musisz szukać dalej, co często się nie udaje. Jeżeli ktoś jest przyzwyczajony od 20 lat konkurować ceną, to się budzi w przysłowiowej d*pie, bo w jaki sposób np. znaleźć np. wyróżnik dla gwoździa? W czym gwoździe robione w naszym zakładzie są lepsze od konkurencji z innych krajów? Przed takim dylematem stanęła kilka lat temu masa firm produkcyjnych w Polsce.

Najmniejsze, które nie miały na to pomysłu po prostu zaczęły się zwijać. Tam nie było wielkich budżetów marketingowych, specjalistów, tylko codzienna robota i konkurencja ceną. Kiedy spada sprzedaż, to tnie się koszty. Zaczyna gorzej traktować ludzi, kontrahentów, zaczyna się robić dziadostwo. W końcu właściciel takiej firmy robi sto rzeczy na raz, a żadną dobrze i dokładnie.Image
OKOPANIE SIĘ W NISKIEJ MARŻY I SKALI

Wszystkie te czynniki mają oczywiście wpływ, ale największy ma to, że mikro i małe firmy są okopane w warunkach zazwyczaj albo niskiej skali albo niskiej marży, a co gorsza – czasami jednego i drugiego. Wtedy jest naprawdę masakra. Duże firmy i korporacje nie dotykają branż, w których nie ma pieniędzy, zostawiają je właśnie tym zapaleńcom, którzy myślą, że od handlowania czymś w blaszaku będą bogaci. Ewentualną przestrzeń, gdzie jest jakaś skala, zostawia się ją ograniczoną do bycia podwykonawcą.

Tłumaczyłem to kiedyś, ale wytłumaczę to jeszcze raz na moim ulubionym przykładzie transportu ciężarowego. Duże firmy logistyczne wygrywają duże przetargi lub mają bardzo duże kontrakty na konkretne trasy. Zazwyczaj są one pośrednikiem, a czarną robotę odwalają małe przedsiębiorstwa transportowe.

Potem taki właściciel 15 ciężarówek musi się głowić, w jaki sposób zmieścić w 1 euro z kilometra pensję kierowcy, paliwo, opłaty drogowe, serwis pojazdu, obsługę biura itp. Przerzuca się na niego odpowiedzialność. Potem ten facet jest nazywany „Januszexem”, bo kombinuje na milion różnych sposobów, jak osiągnąć rentowność.

Tymczasem główny wykonawca może sobie sadzić drzewa w parku, prowadzić politykę ESG i diversity, a także w statystykach wyglądać na wielce produktywnego, bo czarną robotę i niską marżę bierze na siebie podwykonawca. Tak jest w wielu sektorach gospodarki, gdzie jesteśmy podwykonawcami. Stąd wynika często to dziadostwo, z miejsca w łańcuchu pokarmowym.Image
POZAPŁACOWE KOSZTY PRACY I WYSOKA MINIMALNA – SPOSÓB NA CZYSZCZENIE RYNKU

Mam wrażenie, że ktoś doszedł w pewnym momencie do wniosku, że trudno jest przekonać właścicieli mało rentownych firm (zdaniem góry) do ich zamknięcia i nie ma za bardzo na to sposobu. W cale nie do rzadkości należały sugestie, że: „firm w Polsce jest za dużo”. Nie ma łatwiejszego sposobu ma „posprzątanie rynku” z takich firm niż podniesienie kosztów pracy za pomocą minimalnej krajowej, która wzrosła od 2020 roku o prawie 80 proc.

Przedsiębiorstwa, które miały konkurencyjność poprzez niskie koszty pracy trafił szlag albo musiały się przeorganizować. Nie było innej możliwości. Gdy ktoś ma naprawdę dużą firmę z marżą, to nawet w jego interesie jest wprowadzenie 4-dniowego tygodnia pracy za to samo wynagrodzenie, bo po prostu mniejszy nie da rady tego uciągnąć, a większy będzie miał lepszy dostęp do pracownika – serio. Do tego jeszcze dobrze to wygląda w przekazie społecznym.

Podobnie jak to, że największym podmiotom nie zależy na obniżeniu pozapłacowych kosztów pracy. Procentowe oskładkowanie umów o pracę osób najmniej zarabiających w Polsce jest dwukrotnie wyższe niż w Wielkiej Brytanii, a nawet wyższe niż w… Danii.

Wysokie koszty pozapłacowe pracy, gdy w zasadzie (licząc L4 i urlopy) z wynagrodzenia rzędu 5000 zł netto miesięcznie robi się ponad 9000 zł całkowitego kosztu pracy miesięcznie są naturalnym filtrem. Filtrem, który pozwala betonować rynek, bo mniejsze firmy będzie coraz mniej stać na pracownika, przez co pozbywa się drobnej i upierdliwej konkurencji. W większych nadrabia się to skalą.Image
PODSUMOWANIE

Na sam koniec mam jeszcze jedną, dosyć luźną obserwację. Obecni szefowie to często osoby w wieku 40-60 lat, którzy doskonale pamiętają, w jaki sposób trzeba było pracować kilka dekad temu. Mają taki wzorzec i mimowolnie przenoszą go na czasy współczesne, które są zupełnie inne. Zmienił się szacunek do ludzi i podejście, młodsi też nie chcą tak wiele pracować, bo widzą po swoich rodzicach, do czego to może prowadzić.

Jednakże to „dziadostwo”, które lubi się opisywać w przestrzeni publicznej ma swoje źródło zupełnie gdzie indziej. Dopóty jesteśmy na dole łańcucha pokarmowego, to trudno wyjść ze stanu ograniczonej przestrzeni, żeby zmienić ten stan rzeczy. Gra się tak, na ile pozwala rynek.

Ponadto, jak wielokrotnie pisałem, kończy się w Polsce przestrzeń do prowadzenia firm w branżach „tradycyjnych”, jeżeli ktoś nie urósł. Kiedyś słuchałem wywiadu z jednym dosyć znanym hotelarzem, który powiedział zdanie: „Jeżeli jeden z hoteli jest nierentowny i nie zarabia na siebie, to go rozbudowujemy”. Niestety, jeżeli ktoś nie ma bardzo szczególnego fachu w ręku, to musi się skalować, bo wyginie jak dinozaury.Image

• • •

Missing some Tweet in this thread? You can try to force a refresh
 

Keep Current with Cezary Bachański

Cezary Bachański Profile picture

Stay in touch and get notified when new unrolls are available from this author!

Read all threads

This Thread may be Removed Anytime!

PDF

Twitter may remove this content at anytime! Save it as PDF for later use!

Try unrolling a thread yourself!

how to unroll video
  1. Follow @ThreadReaderApp to mention us!

  2. From a Twitter thread mention us with a keyword "unroll"
@threadreaderapp unroll

Practice here first or read more on our help page!

More from @BachanskiCezary

Feb 25
POLSKA TO PRAWIE NAJLEPSZY KRAJ DO ŻYCIA NA ŚWIECIE

Za każdym razem, kiedy jestem na lotnisku Fryderyka Chopina w Warszawie i widzę napis „Poland. More Than You Expected” to mnie coś trafia. „Polska. Więcej niż oczekujesz”. „Polska. Więcej niż się spodziewasz”. Sprowadza nas to do roli kraju, gdzie po ulicach biegają renifery, rdzenni mieszkańcy mieszkają w ziemiankach, a w ogóle, to chcemy się przypodobać, bo: „Patrzcie, u nas nie jest tak źle!”.

No dobra, jakbym się musiał na siłę przyczepić, to naszym największym minusem jest pogoda. Gdyby wyrzucić okres od listopada do końca lutego, to naprawdę nie ma tylu podstaw do narzekania. Dzisiaj dla odmiany coś pozytywnego.

„7 powodów dlaczego Polska to prawie najlepszy kraj do życia na świecie”.

Jedziemy z całym tekstem poniżej.⬇️Image
BEZPIECZEŃSTWO

Młodsi mogą nie pamiętać, ale w Polce były dzielnice, jak to śpiewał Krzysztof Grabowski w „Piła Tango”, że:

„Karawan z Holandii on przyjechał tutaj wreszcie
Są już Kula Czarny Dusioł słychać strzały na mieście
Znam jednak takie miejsca gdzie jest lepiej chodzić z nożem”

Naprawdę w niektórych dzielnicach Poznania, Warszawy czy Krakowa lepiej było się nie pokazywać po zmroku, bo było to gwarancją spotkania chłopaków w szelestach pytającymi wdzięcznie o twoje samopoczucie: „Czy masz jakiś problem?”. Często jego rozwiązaniem było zabranie ci portfela, abyś nie musiał bez sensu go dźwigać w kieszeni. Dziś prawie tego nie ma.

Na tle innych krajów Unii Europejskiej naprawdę wypadamy bardzo dobrze. Polska jest w ścisłej czołówce jeżeli chodzi o małą liczbę przestępstw. Jeden z najniższych współczynników zabójstw w Unii Europejskiej. W rankingu: „Crime Index by Country 2026” mamy 122 pozycję na 150 badanych krajów świata. Do tego mamy praktycznie najniższy współczynnik przestępstw seksualnych w całej Europie. Do niedawna nie było u nas w historii najnowszej ani jednego zamachu terrorystycznego.Image
INFRASTRUKTURA DROGOWA

Jakby ktoś powiedział 20 lat temu, że obecnie ktoś może powiedzieć „uwielbiam polskie drogi”, to by się pięć razy zastanowił nad tym stwierdzeniem. Naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Mamy drogi ekspresowe i autostrady na najwyższym poziomie. Oświetlone zjazdy, mało kolizyjne serpentyny. Owszem, są takie fragmenty jak A1 pod Katowicami, gdzie mamy do czynienia z karbowaną autostradą i nie raz bym tam stracił koło, ale ogólnie – naprawdę jest pod tym względem super.

Oczywiście są także czarne dziury, gdzie brakuje dróg ekspresowych (np. Bielsko-Biała – Kraków), czy cała droga nr. 10 ze Szczecina do Warszawy, ale jazda polską drogą ekspresową to przyjemność. Prawie zawsze czyste toalety, dobrze wyposażone MOP, na większych stacjach Orlenu dobra oferta gastronomiczna z obiadami. Jeszcze potrzeba kilka lat, gdy zostanie dokończona reszta dróg, to będzie idealnie.

Dla narzekaczy na polskie drogi polecam wybrać się do Rumunii i zobaczyć, w jakim czasie jedzie się 300 km. Moja ulubiona trasa to Satu Mare – Suczawa, prawie 7 godzin jazdy, 380 km. Trochę tak, jak kiedyś jeździło się krajową „siódemką” nad morze w Polsce 20 lat temu – to była katastrofa. Teraz dwa razy mniej.

Nawet nasze drogi wojewódzkie są zazwyczaj w dobrym stanie. Nie znajdziesz tam wielu „dziur niespodzianek” bez łaty, gdzie masz wahacz z automatu do zrobienia. Polskie drogi nie odstają od zachodu, mało tego. Uważam, że w wielu przypadkach są dużo lepszej jakości niż te Zachodnie. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o oznaczenia i zjazdy.

Jednak co w tym wszystkim jest najważniejsze, to Polska rzeczywiście wyróżnia się w Unii Europejskiej pod względem bardzo szybkiego udrażniania dróg po kolizjach i wypadkach – zwłaszcza na autostradach i drogach ekspresowych. Średni czas w Polsce to 30-60 minut, w Niemczech trwa to trzy-cztery razy tyle. Najgorzej pod tym względem chyba jest we Włoszech. Tam drobna kolizja na autostradzie to kilka godzin wyjętych z życia na czekaniu w sprawie udrożnienia drogi.Image
Read 9 tweets
Nov 7, 2025
DLACZEGO W POLSCE NIE BĘDZIE WIĘCEJ DZIECI?

Przez Polskę przetacza się armagedon demograficzny. Eksperci zachodzą w głowę od pomysłów na poprawę dzietności. Więcej żłobków! Więcej Przedszkoli! Więcej mieszkań! Więcej wszystkiego! Dziś chciałbym wrócić do was z jedną z waszych ulubionych serii.

Zacznę klasycznie od statystyki pokazującej obraz sytuacji. Obecnie w Warszawie jest ponad 2000 nieobsadzonych miejsc w przedszkolach publicznych. Jeszcze kilkanaście lat temu dla miejsca dziecka w przedszkolu ludzie żyli w konkubinacie, aby tylko wykazać samotną matkę i zdobyć miejsce w przedszkolu. W 2017 roku w Warszawie urodziło się niemal 19,5 tys. dzieci. W 2024 roku było to już tylko niespełna 12 tys. Placówki oświatowe tną miejsca i grupy, bo nie ma dzieci.

Dlatego w tej niezwykle skomplikowanej i bardzo rzeczowej analizie zastanowimy się: „Dlaczego w Polsce nie będzie rodzić się więcej dzieci?". Badacz wzniósł się na wyżyny zdolności analitycznych, doceńmy jego pracę.

Serdecznie zapraszam!

*znaleziska pochodzą tylko z ostatniego kwartału.Image
Image
Image
Read 21 tweets
Sep 1, 2025
POLACY DO KLEPANIA PALET, A NIE ROBIENIA TECHNOLOGII

W ubiegłym tygodniu odbyła się debata Mateusza Morawieckiego ze Sławomirem Mentzenem, w której padło stwierdzenie, które chyba przejdzie na stałe w ramach śmieszków do debaty publicznej: „Nie ma sensu próbować być na siłę innowacyjnym, bo podejmowanie innowacji to jest ryzyko. Na tym się zwykle traci pieniądze”.

Przez kilka dni po tym robiono sobie żarty w Internecie, że przejście na trójpolówkę w rolnictwie w czasach średniowiecza byłoby już zbyt dużą innowacją dla księgowego z Torunia. Problem jest taki, że on częściowo ma rację. Nie tyle, co w odniesieniu do trójpolówki, a co do motywacji kierującej firmami do innowacji.

Kiedyś jeden z moich kolegów stwierdził, że: „W Polsce nie ma co za bardzo kombinować, tworzyć niczego ambitnego. Trzeba być jak handlarz samochodami na giełdzie w Słomczynie w 2001 roku. Taniej kupić, drożej sprzedać”.

Kiedy w XIX wieku Ignacy Łukasiewicz miał szansę zostać polskim Rockefellerem, to na pewno słyszał od swojego środowiska: „Ignaś, a na co ci to przetwarzanie ropy. Maszą tą aptekę, pewny biznes na niepewne czasy, po co kombinować”.

Wyjdę z kontrowersyjną teorią, że od ponad 100 lat (prawie) nic się nie zmieniło. Robienie innowacji jest szalenie trudne, potrzeba do tego kontenerów kapitału, a i tak nie ma się żadnej pewności, że cokolwiek się zwróci. Poza tym mamy pewne ograniczenia wynikające trochę z naszej kultury.

Zapraszam na nieco dłuższy felieton, w którym to wytłumaczę. Całość poniżej! 👇Image
PRZYKŁAD BLIKA

Gdybyś przyjrzał się fundamentom innowacji w Polsce, które osiągnęły sukces, to da się znaleźć pewną prawidłowość. Wielokrotnie piszę się o BLIKu, jako naszej jednej z flagowych innowacji. Owszem, do niedawna część mieszkańców innych krajów nie rozumiała, że jak to tak w sekundę można komuś wysłać pieniądze na telefon, a my mamy to powszechne u nas – w Polsce.

Jednakże niewielu analityków sukcesu BLIK’a na naszym krajowym podwórku rozumie, dlaczego mógł on w ogóle powstać. Wyróżniłbym tutaj dwa fundamenty. Pierwszy, sam BLIK powstał z inicjatywy kilku banków, które są wręcz naszpikowane kapitałem.

Drugi, jego późniejsze wdrożenie i szeroko rozumiana sprzedaż. Kiedy jesteś bankami i tworzysz produkt, który sam możesz kupić i zaimplementować do własnych aplikacji, to nie bujasz się pięć lat z handlowcem, który dzwoni błagalnie sto razy w roku do dyrektorki zakupów w centrali banku, aby umówić spotkanie. W przypadku BLIK’a masz z góry załatwioną dystrybucję innowacji, to są bardzo komfortowe warunki działania.Image
ZNALEZIENIE FINANSOWANIA WE WCZESNYM ETAPIE

Nie ma u nas kultury inwestowania w startupy technologiczne. W zasadzie ten wątek prawie nie istnieje. Jednak jeżeli już występuje, to ich finansowanie ogranicza się do pierwszej fazy, tzw. „seed”. Zebranie wtedy przez grupę entuzjastów na jakąś innowację 3 czy 4 mln złotych czasem się zdarza, ale to są drobniaki w skali tworzeniu innowacyjnych firm. Trudno zbudować w ten sposób coś długoterminowo, bo po prostu trzeba z czegoś żyć.

Amazon był nierentowny przez prawie 10 lat od założenia w 1994 r., notując zyski dopiero po 2003 roku. Tesla przez wiele lat generowała straty; dopiero w 2020 roku spółka osiągnęła roczny zysk netto, po niemal dwóch dekadach działalności. Spotify przez lata pozostawał na minusie, a jego model subskrypcyjny wymagał ciągłego finansowania od inwestorów, zanim firma zaczęła zbliżać się do rentowności.

Przejrzyjcie sobie sprawozdania finansowe polskich firm technologicznych, które mają mniej niż 5 lat. Prawie zawsze będzie tam strata, i to nie dlatego, że prezes „wrzuca w koszty” karmę dla psa broniącego biura, tylko naprawdę szalenie trudno przy technologii wyjść na plus w pierwszych pięciu latach działalności. To nie jest buda z kebabem do cholery, taniej kupić, drożej sprzedać.Image
Read 8 tweets
Aug 12, 2025
POLSKA KOLONIA GOSPODARCZA

Unia Europejska coraz bardziej przypomina Związek Radziecki z lat osiemdziesiątych. Duży, ponury kolos, który nie jest zdolny do sprawnego zarządzania państwem, a do tego popełniający zauważalne błędy gospodarcze. W chwili obecnej w Unii Europejskiej zarejestrowanych jest ok. 50 tysięcy (!) lobbystów. Błogosławieni Ci z wiarą, że funkcjonują oni tam sobie dla naszego dobra.

W zasadzie każde następne oddanie części suwerenności przez państwa członkowskie prowadzi do coraz to nowych afer wewnątrz wspólnoty. Jeżeli Katar mógł sobie kupić wygodne dla siebie prawo w Unii Europejskiej, to trzeba być człowiekiem pełnym nadziei, że w innych przypadkach tak nie będzie. Naprawdę, przyjrzyjcie sobie listę afer we wspólnocie, dziwnym trafem rośnie ona wraz ze wzrostem jej kompetencji, serio.

Jeszcze ciekawsi są ludzie, którzy myślą, że rozszerzenie Unii Europejskiej o Polskę, to było z takiej dziejowej troski o dobro naszego narodu. Przecież historycznie jako mesjasze Europy zrobiliśmy tyle dobrego, i tyle razy nas zrobiono bez mydła, że coś nam się należy.

Błąd, byliśmy potrzebni w układance biznesowej. Daliśmy prawie 40 milionowy rynek zbytu, tanie ręce do roboty na Zachód, a do tego stworzyliśmy wzorowy system gospodarczy wręcz skrojony dla kapitału zagranicznego. Trudno było znaleźć od ręki lepszy kraj z (wtedy) stosunkowo młodym społeczeństwem, którego nie trzeba było uczyć podstawowej organizacji pracy i działania w ramach konkretnych schematów.

Staliśmy się wzorcową kolonią gospodarczą, prymusem w wierno-poddańczym systemie z pogranicza feudalizmu. W dzisiejszym felietonie jedziemy naprawdę ostro, bez owijania w bawełnę i wymuszonej grzeczności.

Zapraszam na tekst, którego raczej nie powinienem publikować. Całość poniżej ⬇️Image
"PRZYJACIELE" ZE WSPÓLNOTY

Zaczniemy od ciekawostki, żeby dobrze zrozumieć, o co mi chodzi. W latach dziewięćdziesiątych, a także wcześniej - Niemcy miały ogromny problem z przewartościowaniem swojej waluty. Niemiecka marka w pewnym momencie miała udział nawet w jednej piątej światowych rezerw walutowych. Odwiecznym problemem Niemiec było utrzymanie opłacalności eksportu, a ich konkurenci w Europie na luzaku obniżali wartości swoich walut, aby być konkurencyjnymi względem Niemiec. Ktoś w końcu stwierdził, że tak być nie może i wymyślił sobie wspólną walutę - euro.

Kiedy utworzono wspólny obszar walutowy, to dziwnym trafem w Niemczech wydarzyły się dwie, bardzo ciekawe rzeczy. Po pierwsze, narastała presją polityczna na rozszerzenie Unii Europejskiej o kraje byłego bloku wschodniego. Po drugie, na początku XXI wieku w Niemczech bardzo uelastyczniono rynek pracy, tworząc system wręcz skrojony do masowego ściągania Polaków, Słowaków czy innych Czechów, znacząco obniżając koszty pracy dla niemieckich przedsiębiorstw.

W tym samym czasie kraje "Strefy Euro", które dały się wciągnąć w europejską walutę i straciły możliwość konkurowania kursem walut, więc istotnym czynnikiem poza automatyzacją czy energią, były koszty pracy. Niemcy pozbyły się upierdliwych Włochów, a do tego otworzyły się na masowy import Polaków na uelastycznionym rynku pracy, tworząc dobre warunki do realizacji planu hegemona światowej produkcji przemysłowej. Czy myślicie, że ktoś to zrobił przypadkiem, na przysłowiową "pałę" i bez przemyślenia?Image
W POSZUKIWANIU DOBREJ MONTOWNI

Kiedy w latach osiemdziesiątych przyjechał Amerykanin z Francuzem do Chin, to zakładam, że jednym z pierwszych słów Francuza było: "oh mon Dieu, to będzie świetne miejsce na produkcję". Nie dość, że centralnie sterowane społeczeństwo wytresowane po "Wielkim Skoku" Mao Zedonga z lat 1958-1962, to jeszcze z tradycją i kulturą pracy, sięgającą czasów dynastii przed naszą erą.

Nie musisz kogoś uczyć życia w organizacji, posiada ogromny szacunek do pracy i wstyd mu być powolnym. Wszystko to jeszcze za przysłowiową "miskę ryżu". Dziś ta miska ryżu zmieniła się diametralnie, ale nie chciałem o tym. Zasadniczym błędem było oddanie Chinom technologii, które kładły ogromny nacisk na badania i rozwój. Szybko się przejechali na tym niemieccy producenci paneli fotowoltaicznych, w zaledwie dekadę od wyniesienia produkcji do Chin, chińskie firmy zrobiły lepsze i tańsze panele, a do tego wytyczyły nowe standardy na dużych farmach fotowoltaicznych.

Wyobraź sobie teraz, że jesteś prezesem dużego koncernu. Zaczynasz zdawać sobie sprawę, że jednak ta produkcja w Chinach to nie jest taki dobry pomysł, do tego jest jeszcze daleko, towar musi pływać ogromnymi statkami, a Chińczyk jeden z drugim nie ma oporów, żeby robić konkurencyjny biznes. Zaczynasz myśleć o alternatywach i ją znajdujesz, jest pod ręką, zaraz za wschodnią granicą. Tak, to my.Image
Read 9 tweets
Jul 17, 2025
DLACZEGO NIEKTÓRYM PRZEDSIĘBIORCOM OPŁACA SIĘ BYĆ LEWICOWYM?

W wyobraźni wielu ludzi przedsiębiorca musi wierzyć i kochać w wolny rynek. Przedstawia się go jako korwinistycznego marzyciela z imperium praróweczkowym albo jako krwiożerczego Janusza, który pogania batem swoich chłopów. W każdym razie trudno zwizualizować sobie właściciela firmy jako miłośnika lewicowej myśli gospodarczej.

Paradoksalnie im ma się większy biznes, tym lepiej, gdy jest więcej regulacji. Im ma się większą marżę i skalę, tym bardziej chciałoby się 4 dniowego tygodnia pracy. Im bardziej masz skorelowaną działalność z klientem indywidualnym, tym lepiej, aby zwiększać ilość zasiłków socjalnych. Im bliżej jesteś szczytu, tym bardziej chcesz funkcjonować w systemie dotacyjnym, bo potrafisz z tego korzystać.

W Polsce wzmożona polityka socjalna nie pomogła zniwelować różnić majątkowych. Programy społeczne wspierają bogatych, a nie biednych. Pięciu najbogatszych Szwedów ma tyle pieniędzy, co pięć milionów innych obywateli. W Belgii, jeden na ośmiu mieszkańców zmaga się z ubóstwem, rosną nierówności społeczne we Francji, i to wszystko w zamożnych krajach Europy Zachodniej z bogatą ofertą społeczną.

🧵⬇️Zapraszam na wątek, w którym opiszemy sobie, dlaczego niektórym firmom po prostu opłaca się być lewicowym. Zapraszam na całość poniżej!⬇️🧵Image
WIECEJ PIENIĘDZY U LUDZI TO WIĘKSZE ZYSKI

Na początku czerwca uruchomiono drugą edycję programu „Podlaski Bon Turystyczny”. W zaledwie dwie i pól minuty wszystkie zniknęły. Kwota nie była szalenie wysoka, bo można było dostać dofinansowanie na nocleg do 400 zł dla turysty, który planował zwiedzać Województwo Podlaskie. Myślisz, że ten rodzaj „rozdawnictwa” przeszkadza tamtejszym hotelarzom i właścicielom agroturystyki? Niekoniecznie, choć zapewne duża część z nich krytykowała inne programy społeczne.

Już jakiś czas temu słuchałem audycji w radiu, w której jakiś przedstawiciel organizacji zrzeszającej obiekty turystyczne sugerował, że wspaniale byłoby wrócić do „Bonu Turystycznego”, bo szalenie napędził on napływ turystów w regionie. Zaznaczam, mówimy tu o osobach, które w domyśle powinny kochać wolny rynek (mali przedsiębiorcy), a w ich interesie jednak byłby dotacje i ktoś chce ich wprowadzenia.

W kwietniu 2016 roku wprowadzono program „500+”. Program, który miał pomóc w dzietności, a pomógł w kreacji popytu. Prawda jest taka, że programy socjalne takie jak „500+” powinno się rozpatrywać w kategoriach popytowych, a nie demograficznych. Liczby? Proszę bardzo. Według raportu PARP, sektor MŚP odnotował poprawę sytuacji finansowej w porównaniu do 2013 roku. Wskaźnik rentowności obrotu brutto dla MŚP wzrósł do 6,6% w 2016 roku. Do tego za 2017 rok wystąpiła dalsza poprawa rentowności. Wskaźnik rentowności obrotu brutto dla MŚP wzrósł do 7,1%.

Szczególnie widoczne było to w branży motoryzacyjnej. Jeżeli komuś coś stukało w kole, to sobie jeździł, bo szkoda mu było pieniędzy. Kiedy otrzymał pieniądze, to zaczął coś wymieniać. Polecam przejrzeć wyniki firm związanych np. z handlem częściami samochodowymi po 2015 roku i do czego doprowadziło zwiększenie ilości pieniądza w obiegu. Jednakże pomimo „troski o obywatela” w Polsce od 2015 roku wzrosła liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie, mało tego, rosną też nierówności społeczne. No, ale jak to, przecież pomogliśmy najbiedniejszym? Jak to coś nie działa?Image
TWORZYĆ BARIERY REGULACYJNE

Problem jest taki, że na publiczną redystrybucję środków pośrednio może załapać się prawie każda firma. Dlatego próbuje się doprowadzić do sytuacji, w której zawęża się grono potencjalnych beneficjentów. Im większy ktoś ma biznes, tym bardziej zaczyna mu to przeszkadzać. Dla hotelarza upierdliwą konkurencją są drobni ciułacze, co mają mieszkanie lub dwa na wynajem krótkoterminowy. Podobnie dla autoryzowanych sieci naprawy samochodów problemem są wiejscy mechanicy (stąd np. są unijne pomysły na większą regulację tego rynku).

Zaczyna się regulować rynek i tworzyć bariery, aby na tej redystrybucji zarobił ten, co powinien. Najczęściej pod hasłami o bezpieczeństwie i odpowiedzialności. W praktyce, chodzi o to, żeby pozbyć się frajerów z rynku, którzy zgarniają jakąś część z tortu. Kiedy to już jest niewystarczające, to wprost zakazuje się konkretnych rozwiązań lub wymaga dodatkowych zezwoleń lub licencji. Spróbuj np. teraz wejść w biznes związany z odpadami – powodzenia. Kto zrobił to 20 lat temu, to obecnie ma elegancką, rynkową betonozę.

Im bardziej kurczy się dużym firmom przestrzeń do wzrostu, tym mniej się chce zostawić przestrzeni dla nowych przedsiębiorstw. Wszystko to w atmosferze „odpowiedzialności społecznej”.Image
Read 6 tweets
Jul 11, 2025
DLACZEGO W POLSCE NIE BĘDZIE WIĘCEJ DZIECI?

Niedawno pojawiło się w końcu porządne badanie dotyczące dzietności. Według sondażu IBRIS dla Onetu, poniżej główne powody, dla których nie Polacy nie chcą mieć dzieci wyglądają następująco:

👉 62% boi się, ze dziecko obniży jego poziom życia
👉 62% obawia się sytuacji na świecie (wojna, pandemia, kryzysy)
👉 57% nie lubi dzieci

Można stawać na głowie, rozdawać mieszkania, zapewniać szklarniowe warunki, a i tak tylko w niewielkim stopniu powiększyłoby to dzietność. Musimy się pogodzić z faktem, że wyginiemy jako naród.

Chciałbym Was dzisiaj zaprosić na bardzo nietypowy wątek, dlaczego w Polsce nie będzie więcej dzieci.

⬇️🧵Cała nitka poniżej, zapraszam!🧵⬇️Image
Image
Image
Read 17 tweets

Did Thread Reader help you today?

Support us! We are indie developers!


This site is made by just two indie developers on a laptop doing marketing, support and development! Read more about the story.

Become a Premium Member ($3/month or $30/year) and get exclusive features!

Become Premium

Don't want to be a Premium member but still want to support us?

Make a small donation by buying us coffee ($5) or help with server cost ($10)

Donate via Paypal

Or Donate anonymously using crypto!

Ethereum

0xfe58350B80634f60Fa6Dc149a72b4DFbc17D341E copy

Bitcoin

3ATGMxNzCUFzxpMCHL5sWSt4DVtS8UqXpi copy

Thank you for your support!

Follow Us!

:(