Cezary Bachański Profile picture
Jun 8 11 tweets 11 min read Read on X
CZY SYTY GŁODNEGO ZROZUMIE? CZYLI O DZIEDZICZENIU I „BIEDZIE”

Wraz z upływającym czasem będą w Polsce pogłębiać się różnice wynikające z dziedziczenia kapitału. Coraz więcej osób będzie rozumiało, jak coraz mniej będzie od nich zależało. Od ich pracowitości, zaangażowania, czy determinacji, a stan posiadania będzie determinować to, w jakiej rodzinie, kto się urodził.

Nierzadko mam wrażenie, że ludzie przyzwyczajeni do ciepłej wody w kranie stają się odrealnieni od rzeczywistości. Nie rozumieją Polaka wychowanego na blokowisku albo (co trudniejsze) na terenach po byłych Państwowych Gospodarstwach Rolnych, gdzie kiedyś szalało po 50 proc. bezrobocia. Mam także odczucie, że syty zaczyna coraz mniej rozumieć głodnego i ta nić nieporozumienia będzie jeszcze się pogłębiać.

Zapraszam na nitkę, w której porozmawiamy sobie o dziedziczeniu, różnicach z niego wynikających i pogłębiającego się podziału Polaków ze względów majątkowych. W ostatnim czasie coraz powszechniejszy w debacie publicznej staje się „podział klasowy” i nieporozumienia z tego wynikające.

⬇️Cały tekst poniżej! ⬇️Image
"NIE ZAPOMNIJ SKĄD TUTAJ PRZYBYŁEŚ, NIE ZAPOMNIJ, GDZIE SIĘ URODZIŁEŚ"

Jedną z barwniejszych postaci w ostatnim czasie był Pan doktor Marek Woch, który paradował z kluczem hydraulicznym i jawnie w przekazie medialnym mówił, że brodził w szambie. Dzisiaj jako nauk doktor nauk prawnych pamięta o swoim pochodzeniu i początkach. Zarazem obrazując losy wielu dzisiejszych 40-50 latków, którzy musieli radzić sobie w dużo w gorszych warunkach, niż teraz mają młodzi ludzie.

Nie ma co być dziadersem i mówić: "Panie, kiedyś to było". Jednakże Pan Marek pomimo słabego wyniku raczej zdobył sympatię społeczną. Jako facet, któremu się w miarę w życiu udało, wystartował w wyborach na prezydenta, a kilkanaście lat temu jeszcze był robotnikiem babrającym się w szambie. Jawi się on w przekazie dla normalnego człowieka, jako normalny gość, który nie jest bucem i pamięta skąd pochodzi.

Zapominamy niejako trochę o tym, czego doświadczyliśmy jako naród. Biorąc pod uwagę wyrzeczenia sprzed wielu lat. Bardzo widoczne jest to szczególnie w różnych utworach muzycznych z okresu transformacji ustrojowej i wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Szczególnie, gdy Polacy w poszukiwaniu lepszej przyszłości wyjeżdżali za chlebem do pracy. W tym przypadku przychodzi mi na myśl jeden dosyć znany utwór, którego fragment idealnie tutaj pasuje.

„Posłuchaj synu tato ci opowie
Jak na Jackowie stawiał pierwsze kroki
[…]Oto Ameryka droga otwarta
Gazeta w łapie na pracę polowanie
Wynajęte tanie byle jakie mieszkanie
[…] Telefony do domu godziny przegadane
Listy i zdjęcia oczy zapłakane trudne pytania
Ciągle te same jak mi tu jest wrócę czy zostanę
Nie zapomnij skąd tutaj przybyłem
Nie zapomnij gdzie się urodziłem
Bo w pamięci jest siła zaklęta
Więc pamiętaj synu mój.”Image
HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY

Biorąc pod uwagę jak wielu Polaków ma podobną historię w swojej rodzinie, a także pamięta masę wyrzeczeń i powszechną biedę, to nie ma co się dziwić, że dosyć z dużym dystansem patrzy się na osoby z tak zwanych "dobrych rodzin". Stworzonych do najlepszych zawodów, zaprogramowanych od dziecka do realizacji "większych" celów.

Biorąc pod uwagę jak wielu Polaków ma smutną historię za sobą, raczej średnio patrzą na tych lepiej sytuowanych. Natomiast z drugiej strony mamy patrzenie tych "lepszych" na tych gorszych, którzy próbują ich zrozumieć. Oczywiście, wielu z nich potrafi, ale wielu niestety nie.

Problem rozumowania świata na tej płaszczyźnie polega na tym, że duża część osób z tych biedniejszych rodzin miała wpajaną przez lata pewnego rodzaju "biedę mentalną". Strasznie nie lubię tego określenia, bo jest ono mocno stygmatyzujące i najmocniej za nie przepraszam, ale kreuje ono rzeczywistość w duchu: „a na co ci to”, „a po co ci to”. Wyjście z takiego programu w głowie jest szalenie trudne i wymaga wiele pracy nad sobą. Potem przekłada się to na następne pokolenie, obniżoną pewność siebie itp.Image
„ŻYCIE JEST NIESPRAWIEDLIWE”

Wyobraź sobie, że jakiś dzieciak ma masę szczęścia. Jego dziadkowie byli sobie w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i dostali od państwa dom na warszawskim Mokotowie. Dom jest w rodzinie do dzisiaj. Potem okazuje się, że jest on na dzisiejsze czasy wart 10 mln złotych. Różnica majątkowa wynikająca z dziedziczenia tego domu jest tak duża, że nawet bardzo wzięty prawnik musiałby pracować na niego całe życie, aby wyrównać tą różnicę majątkową.

Nawet lekarz trzaskający etaty w dwóch szpitalach na raz miałby problem, aby w szybkim czasie zniwelować różnicę wynikającą tylko z posiadania jednego domu.
Ilu jest w Polsce milionerów tylko dlatego, bo odziedziczyli kilka hektarów pod Krakowem czy Wrocławiem? Zapewne kilku się znajdzie, to jest kompletnie nienadrabialne dla przeciętnego człowieka.

Nawet z pracą na samej górze łańcucha finansowego czy przy posiadaniu firmy zatrudniającej kilkanaście osób. Potem wchodzi taki 25-cio latek w życie i widzi. Jego kolega dostaje mieszkanie od rodziców, ufundowali mu oni kilka staży w ciekawych krajach, od przedszkolaka chodził na kilka języków, opłacili studia zagraniczne na jakiejś poważniejszej uczelni. Wchodzi w dorosłość jako wymuskany produkt klasy średniej, który nie musiał pracować po nocach w podrzędnych barach, aby opłacić pokój na pół z kolegą w akademiku. Znajomy mógł zbierać doświadczenie, podejmować się rozwojowych prac, kiedy ten drugi walczył o przetrwanie wyrzucając z lokalu podpitych Brytyjczyków o 4.00 rano.

Stąd też narastać będzie poczucie niesprawiedliwości społecznej, że wszystko to nie ma sensu i młodzi ludzie to widzą. Dlatego też przestają wierzyć w mity, że od ciężkiej pracy będą jeździć samochodami za pół miliona i mieć lepszą perspektywę niż spłacanie dwupokojowej klitki w dużym mieście do swojej emerytury.Image
TEMATYKA NIERÓWNOŚCI SPOŁECZNYCH

Za każdym razem jest tak samo. Poznajesz jakiegoś doktora ekonomii chwilę po trzydziestce i z ciekawości pytasz się, jaka jest tematyka, którą się zajmuje. Nie znam ekonomisty badającego temat nierówności społecznych, który nie byłby lewicowy. Po prostu każdy, nie może być innej tematyki, zawsze ta sama i zawsze podobne wnioski. Opodatkować bogatych, budować mieszkania społeczne i rozdać biednym to, co się zbierze z podatków lub wyniknie z ekspansywnej polityki fiskalnej i monetarnej.

Nierówności majątkowe są w Polsce większe niż dochodowe. Najbogatsi gromadzą coraz większy udział majątku. Rośnie też co roku liczba osób żyjących w ubóstwie, a około 10 proc. najbogatszych obywateli uzyskuje około 38 proc. całkowitego dochodu narodowego. Ogólnie, to w każdej dojrzałej gospodarce rynkowej jest prawie tak samo. Kumulacja kapitału wynikająca z dziedziczenia powiększa dysproporcje społeczne. Ponadto trudno je wyrównać własnym biznesem „od zera”, bo tworzy się bariery, żeby "byle frajer z ulicy” nie mógł być konkurencją.Image
OPODATKOWANIE MAJĄTKU JAKO „RECEPTA” NA NIERÓWNOŚCI SPOŁECZNE

Podatki majątkowe nie działają w celu wyrównania szans. Doskonałym przykładem jest Szwecja, która się z niego wycofała w 2007 roku. W końcowych latach obowiązywania stawka wynosiła 1,5% wartości majątku powyżej 1,5 mln SEK (ok. 600 000 PLN) dla osób samotnych i 3 mln SEK dla małżeństw. Doprowadziło to do tego, że część zamożnych osób zdecydowała się na emigrację do krajów o niższych obciążeniach podatkowych.

Chociażby Ingvar Kamprad, (założyciel IKEA) w latach 70. przeniósł się do Szwajcarii, częściowo z powodów podatkowych. Wrócił on do Szwecji w 2013 roku, kiedy zniesiono podatek majątkowy. Najbogatsi zawsze sobie poradzą, przeniosą główne miejsce rozliczenia do lepszego pod względem podatkowym kraju, a płaci za to klasa średnia, która pracując w dobrych zawodach nie przeniesie swojej rezydencji podatkowej do Luksemburga.

Opodatkowanie nieruchomości podatkiem katastralnym w hiszpańskim Madrycie nie rozwiązało problemów mieszkaniowych. W Norwegii podwyżka podatku majątkowego w 2022 roku (z 0,85% do 1,1%) doprowadziła do znaczącej emigracji najbogatszych. Szacuje się, że aż 25% z 400 największych podatników opuściło Norwegię, zabierając ze sobą majątek wart ok. 54 mld USD. Opodatkowanie majątku najbogatszych nie działa, nie wyrównuje szans społecznych.Image
ILE MOŻNA ZROBIĆ W JEDNO POKOLENIE?

Prawie każda dojrzała gospodarka kapitalistyczna charakteryzuje się kurczącym polem manewru do zakładania działalności gospodarczych. Ogólnie w Polsce podzieliłbym to na okresy, kiedy można było płynąć z falą:

🫱 Pierwszy ok. 1989 - 2000 rok. Początek transformacji ustrojowej. Nic nie było, wszystko potrzeba. Lepszych pieniędzy można było dorobić się nawet na prostym handlu. W takich warunkach jest przestrzeń do działania i budowania firm, które w długim terminie stają się dużymi, ale pozwoliło im na to otoczenie, w którym zaczynało.

🫱 Drugi, ok. 2001-2010 rok, początek transformacji cyfrowej w Polsce, wraz z upowszechnieniem się Internetu. Powstawały firmy handlujące w Internecie, portale internetowe, aukcyjne i wszystko, co podobne. Zauważcie, że większe firmy cyfrowe w Polsce powstawały głównie w tym okresie.

🫱 Trzeci, rozwój sztucznej inteligencji (od 2022 do teraz). Znowu da się zrobić coś z niczego i małym kapitałem, a zarazem płynąć z falą.

Do tego można dorzucić jeszcze transformację energetyczną w ostatnich latach, ale w tym przypadku potrzeba już trochę kapitału. Obecnie jeżeli nie płynie się z falą, to trudno jest w jedno pokolenie zrobić naprawdę dużą firmę, bo rynek jest coraz bardziej betonowany. Uwielbiam, gdy zarzuca się Polsce niewielką liczbę polskich, dużych marek, ale mam pytanie, jak chcemy to zrobić szybko?

Wśród 100 największych firm w Europie będących w posiadaniu prywatnego kapitału, nie ma prawie żadnej, która powstała w ciągu ostatnich 25 lat. Tradycja większości z nich lub rodowód sięga czasów do połowy XX wieku. Są też starsze, mające tradycje sięgające XIX wieku i jest to bodajże koło 25 proc. Rozumiecie?

Ktoś 100 lat kumuluje doświadczenie, kapitał i know how, a trzeba konkurować z kimś startując od zera. Polskie duże marki z kapitałem prywatnym na skalę światową będą, tylko potrzeba na to czasu, bo jedno pokolenie zbudowało fundamenty. Wprowadzanie dużego opodatkowania bogatych w tym momencie to głupota, bo kiedy najwięksi polscy przedsiębiorcy dobili się do kapitału, to ktoś by im to zabrał. Kiedy właśnie o to najtrudniej. Nie tędy droga.Image
JEDNO POKOLENIE – JEDEN PRZESKOK „KLASOWY”

Dlatego trudno jest przeskoczyć o dwie klasy wyżej, jeżeli gospodarka jest już ustabilizowana. Syn sklepowej i magazyniera ma szansę zostać dobrze opłacanym prawnikiem lub lekarzem, przez co będzie w klasie średniej, ale ma trudno, aby zbudować firmę, która będzie przynosiła setki tysięcy złotych zysku rocznie. Było możliwe, ale 20 lat temu lub teraz jedynie, jeżeli się „płynie z falą”.

Dopiero dzieci tego lekarza i prawniczki będą miały szansę na zbudowanie czegoś większego, bo będą mieli zabezpieczony byt, majątek oraz kapitał, żeby coś zrobić i pozwolić sobie na brak dochodów przez kilka lat. Jedno pokolenie, jeden przeskok – chyba, że ktoś ma naprawdę dużo szczęścia.Image
ODREALNIENIE I RÓŻNICE SPOŁECZNE

Problem jest taki, że osoby, które od dziecka miały najlepsze szkoły, stary woził je na milion zajęć dodatkowych, a jeżeli u dziecka się pojawiał przejaw jakiejkolwiek pasji, to po prostu to kupował – zaczyna nie rozumieć tych biedniejszych. „Pieniądze to się zawsze znajdą” – nie znoszę tego określenia.

Proszę to wytłumaczyć czteroosobowej rodzinie z minimalną krajową, która musi zapłacić 2000 zł miesięcznie za ogrzanie domu zimą. Znajdą się, bo możesz zadzwonić do rodzica, który Ci pomoże. Wcześniej cię woził na godzinne lekcje pianina, które kosztowały dniówkę pracownika fizycznego.

Potem słyszysz jak 19-sto letnia dziewczyna z Krakowa zdobywa Mount Everest. Czy szansę na to ma córka motorniczego z Wrocławia? Oczywiście, że nie, bo na sam start potrzeba ok. 200 000 zł. Mówiłem, pewnych różnic się nigdy nie wyrówna.

Istnieje trochę badań, które wskazują, że młodzi ludzie, którzy są z bogatszych domów częściej mają poglądy lewicowe. Choć jak np. twierdzi Thomas Piketty, głównie przejawia się to w warstwie światopoglądowej, a nie gospodarczej. Moim zdaniem mają dlatego, bo chcą w ten sposób pokazać swoją troskę i współczucie o drugiego człowieka, który jest biedny, ale często go kompletnie nie rozumieją. Niejako w ten sposób trochę czyszcząc swoje sumienie.Image
KONFLIKT BIEDNY-BOGATY

Wyobraź sobie tylko jedną różnicę majątkową. Jakieś małżeństwo dostało od swoich rodziców mieszkanie, drugie musiało wziąć kredyt. Przykładowo jedna rata to 2500 zł miesięcznie, w dziesięć lat jest to 250 000 zł. Nadrób to normalną pracą, powodzenia.

Konflikt między tymi „co mają”, a nie mają będzie narastał, bo będą rosnąc różnice majątkowe, tak jest prawie wszędzie, jak wspomniałem wcześniej. Z drugiej strony mamy swoistą gloryfikację biedy. Czyjś sukces finansowy lub społeczny jest solą w oku w naszym rozumowaniu świata. Nie doceniamy osób, którym się coś udało, tylko gloryfikujemy tych mających najgorzej.

Bardziej szacunek budzi gość mieszkający w rozpadającej się chacie, który przesiedział pół życia przed telewizorem, niż lokalny prywaciarz zatrudniający 20 osób lub prawnik kasujący 500 zł za godzinę konsultacji. 500 zł za godzinę konsultacji, co za złodziejstwo!

Tylko nikt nie widzi, że taki prawnik musiał skończyć pięć lat studiów, trzy lata aplikacji (kosztowej zresztą), a w międzyczasie tyrać po 12 godzin dziennie na swój obecny status społeczny. Opodatkować krwiopijcę, bo mu się chciało! Natomiast coraz większa część bogatszych z urodzenia będzie żyła w swoim świecie i nie rozumiała kogoś, kto po prostu jest z biedniejszego domu.Image
PODSUMOWANIE

Zmierzając już powoli do końca tego nieco przydługiego i chaotycznego wpis, to zamiast narzekać, przydałoby się pomyśleć nad rozwiązaniem, którego za bardzo nie ma. Rzeczywiście różnice majątkowe i tak będą rosły i nie da się za wiele z tym zrobić, ewentualnie można to trochę spowolnić. Przykłady podatków majątkowych pokazują, że one nie działają i nie przynoszą „wyrównania szans”, tylko zazwyczaj odpływ kapitału.

Znaczące zwiększenie świadczeń społecznych jest wodą na młyn dla firm z odpowiednią skalą, żeby zwiększać sprzedaż swoich produktów i usług, a nie wyrównuje w praktyce różnic majątkowych. Bardziej te programy trzeba rozpatrywać w zakresie stymulacji wzrostu PKB, a nie rzeczywistego poprawienia różnicy między bogatymi, a biednymi.

Myślę, że wraz z upływającym czasem i coraz większymi różnicami majątkowymi w Polsce konflikt pomiędzy bogatymi, a biednymi będzie się nawarstwiał. Biorąc pod uwagę, ilu z nas się wychowało na ponurych blokowiskach lub doświadczyło pracy członka pracy za granicą. Jako naród nie lubimy bucowatości ludzi z bogatych domów. Będzie to coraz bardziej widoczne. Chcąc odpowiedzieć na pytanie czy syty głodnego zrozumie, raczej trudno znaleźć dobrą odpowiedź.Image

• • •

Missing some Tweet in this thread? You can try to force a refresh
 

Keep Current with Cezary Bachański

Cezary Bachański Profile picture

Stay in touch and get notified when new unrolls are available from this author!

Read all threads

This Thread may be Removed Anytime!

PDF

Twitter may remove this content at anytime! Save it as PDF for later use!

Try unrolling a thread yourself!

how to unroll video
  1. Follow @ThreadReaderApp to mention us!

  2. From a Twitter thread mention us with a keyword "unroll"
@threadreaderapp unroll

Practice here first or read more on our help page!

More from @BachanskiCezary

Jun 5
SKĄD I DLACZEGO BIERZE SIĘ "DZIADOSTWO" W NIEKTÓRYCH MIKRO I MAŁYCH FIRMACH

Kiedyś wpadł mi w ręce absolutnie genialny artykuł, który opisywał historię punktów gastronomicznych na polskim „Route 66”, czyli trasie z Katowic nad Bałtyk, kiedy jeszcze nie było autostrady, a sama wyprawa była ogromnym wydarzeniem.

Felieton poruszał kwestię restauracji i barów, które znajdowały się przy starej drodze głównej i święciły niegdyś triumfy. Właściciele prawdopodobnie z łezką w oku wspominają pełne parkingi, zamówienia, których nie da się obrobić i związane z tym w pewnym momencie dobre pieniądze.

Dzisiaj większości z tych barów nie ma, ostało się trochę, gdzie zazwyczaj hula wiatr (nie wszystkie, kultowe nadal są pełne!). Stały się one trochę niejako symbolem pewnej przemijającej epoki. Stanowią też bardzo dobry punkt wyjściowy do dzisiejszego felietonu. Kiedyś jeden z redaktorów w rozmowie ze mną na wizji stwierdził, że część mikro i małych przedsiębiorstw w Polsce można rozpatrywać w kategoriach dziadostwa. Niewielu jednak zagłębia się w przyczynach tego stanu rzeczy.

Przykład zapomnianych barów przy starej drodze jest wręcz książkowym pokazanie przemijającego czasu. Kto miał trochę szczęścia (lub czego innego), to udało mu się pozostać w dobrym punkcie przy zjeździe z autostrady, inny zamknął biznes na cztery spusty, inny próbuje walczyć zmieniając profil działalności na np. salę weselną.

Chciałbym Was dzisiaj zaprosić na nieco dłuższy tekst, który tłumaczy skąd może brać się „dziadostwo” w niektórych małych firmach. Począwszy na warunkach pracy, kończywszy na pobożnej modlitwie właściciela, aby dotrwać do emerytury.

⬇️Cały tekst poniżej! ⬇️Image
NIEODNAWIALNY ZASÓB – CZAS

Zapewne kojarzycie przydrożne bary przy byłych drogach głównych, które były kiedyś pełne. Klimatu dopełniają wyblakłe czerwone parasole Coca-Cola, kiedy się tam wchodzi, to zazwyczaj zamówienie przyjmuje już starsza babka z lekkim wąsem pod nosem z miną „Pan tu nie stał”.

Lubię się czasami zatrzymać w takich miejscach, da się w nich odnaleźć hamburgery z prażoną cebulą, masą sałaty, gotowym mięsem do odgrzania w mikrofalówce i sosem z wielkiej tuby. Zupełnie tak, jak jeszcze dwadzieścia lat temu na każdym dworcu w Polsce. Smak dzieciństwa, lekka nostalgia.

Jednakże widać, że czas się tam zatrzymał. Nikt już nie chce robić remontu, nie podejmuje walki, nie chce nic zmieniać, bo nie ma to sensu. Zupełnie tak, jak w tych zapomnianych ośrodkach wypoczynkowych na Mazurach, gdzie toaleta w domku jest luksusem, a wykąpać się można w prysznicu na monety, który stanowi próbę ratowania dochodu i tego co zostało, gdy trzeba płacić dychę za 45 sekund dostępu do wody. Łózka pamiętają jeszcze „Lato z Radiem 1978 r.” i przypomina Ci o tym wbijająca w plecy sprężyna, którą czuje się cały następny dzień i dwa kolejne.

Jednocześnie nad tymi samymi akwenami wodnymi można wynajmować całe domy w lekko podwyższonym standardzie za wielokrotność ceny tego domku ze wspólnym prysznicem na monety. Ktoś dołożył starań, dorzucił jeszcze dużą banię opalaną drewnem i saunę w ogrodzie, nagle cena domku nie wynosi 200 zł, a prawie 1000 zł za dobę. Wykorzystasz drewno, płacisz za następne. Cena jest na tyle wysoka, że nie potrzeba wydzielać 45 sekund wody dziennie.

Ktoś się jednak zatrzymał, nie podążył za duchem czasu, przespał swój dobry moment, w którym mógł inwestować. Niejako to rozumiem, jeżeli ktoś przez całe życie nic nie ma, to też coś chce mieć z tego życia, a nie ciągle pracować – przepuścił, teraz ma gorzej – życie.

Takich przemijających i dogorywających działalności gospodarczych są dziesiątki tysięcy w Polsce. Ktoś jest już starszy, nie ma na to pomysłu, nie chce mu się. Paradoksalnie zamiast tworzyć coś „od zera”, to teraz jest dobry moment, aby próbować to przejmować i reaktywować, co straciło swój blask.

Nie mówię tu o gastronomii i hotelarstwie, ale naprawdę wiele malutkich firm jest w takiej sytuacji, gdzie świeże spojrzenie dałoby nowe życie, no chyba, że ktoś jest wypożyczalnią filmów w 2025 roku lub zgorzkniałym zgredem, co wszystko wie najlepiej. Wtedy się nie da.Image
PRZEMIANY, PRZEMIANY, PRZEMIANY…

Przemijający czas jest oczywistym elementem przemian. Niegdyś była przestrzeń, aby z handlu butami na bazarze zrobić poważną spółkę giełdową. Dziś rynek jest na tyle nasycony, że romantyczne historię od bazaru do głównego parkietu są nierealne. Nie da się tego zrobić na podstawie drobnej działalności handlowej, bo nigdy nie zbierze się kapitału. Zasadniczo przeminęła już szansa na zarobienie lepszych pieniędzy w ten sposób. Po prostu, kto miał urosnąć – to urósł – kto został w miejscu, ten będzie się tylko cofać.

Zwłaszcza biorąc pod uwagę inwazję chińskich platform handlowych. W lipcu 2024 roku chińskie Temu osiągnęło zasięg 51,15 proc. polskich użytkowników sieci, co przekłada się na ponad 15 mln osób. Czego byś nie zrobił, to nie masz szans w starciu z kimś takim. Zaszły takie zmiany, że trzyosobowym punktem handlowym w centrum miasta wojewódzkiego można się modlić o średnią krajową dla właściciela takiego lokalu, a gdyby przeliczył swój czas na pieniądze, to lepiej by mu wyszło jeździć wózkiem widłowym po magazynie w Strykowie.

Dogorywanie takiego miejsca zazwyczaj przebiega tak samo. Najpierw się zwalnia pierwsze osoby, by mieć jakąkolwiek rentowność, potem kończy się samemu (lub z rodziną) i dogorywa do emerytury pracując po 12 godzin dziennie, będąc zakładnikiem swojego przedsiębiorstwa.Image
Read 7 tweets
May 12
„GDY W DOMU NIE MA DZIECI…”

Połowa kwietnia, za oknem słychać krzyki i wrzaski. Zupełnie tak, jakby wracała grupa kibiców po meczu. Jednak coś nie gra, nie śpiewają przyśpiewek klubowych, nie było też dziś żadnego meczu. Zaciekawiony wstałem z kanapy i zacząłem szukać źródła dziwnych dźwięków. Odsłaniam firankę i szukam potencjalnego hałasu z podwórka, a to bawiący się nastolatkowie, którzy grali w siatkówkę. Zapomniałem, że w społeczeństwie są dzieci, a do tego jeszcze te przebywające na podwórku.

Zaczynasz się łapać na tym, że odzwyczaiłeś się od widoku dzieciaków. Twoja głowa przestaje pojmować to, że funkcjonują rodziny z dziećmi. Na wakacje latasz poza sezonem, swoich pociech jeszcze nie masz, a jedynie sprawdzasz w kalendarzu terminy ferii zimowych, aby nie wkopać się w kolejki na stoku narciarskim w Tatrach.

Zgodnie z narodową tradycją działkową w maju na działce rozpalasz grilla. Znowu słyszysz dziwne dźwięki, wyglądasz nieśmiało zza grilla, patrzę w lewo, patrzę w prawo - nic nie ma. Nie wiadomo, co tak hałasuje. W końcu słychać tego coraz więcej i bardziej intensywnie, wybieram się na rekonesans. Nie było nic widać, bo to bawiące się na wsi dzieciaki, zupełnie tak jak kiedyś, gdy nie było jeszcze rozpowszechnionego Internetu. Twoja głowa podświadomie odrzuca istnienie dzieci, nie jest przyzwyczajona do tego, że one istnieją.

Rzadko się uzewnętrzniam w kwestiach prywatnych, ale tym przydługim wstępem chciałbym was wszystkich zaprosić do dłuższego tekstu, który podaje powody, dla których ktoś może nie chcieć mieć dzieci z mojego pokolenia. Uważam, że straciliśmy co najmniej jedno pokolenie, któremu wpojono podczas edukacji szkolnej podświadomie strach przed posiadaniem rodziny.

🧵⬇Zapraszam do całego tekstu poniżej. ⬇🧵Image
DZIECI JAKO UCIĄŻLIWOŚĆ

Nie lubię latać samolotem w okresie wakacyjnym. Wtedy na cały samolot zawsze znajdzie się kilku małych rzezimieszków, którzy uprzykrzą każdą podróż. Wchodzi para z dzieckiem na rękach, łudzisz się, że nie zacznie płakać, a co gorsza nie będzie to koło ciebie. Dziś masz szczęście, za tobą jest tylko jeden, całkiem spory gagatek, który będzie gwarancją spokoju i możliwością spędzenia czasu w samolocie z głową na poduszce.

Nic bardziej mylnego, mały zawadiaka uwielbia kopać w siedzenie, sprawia mu to ogromną radość. Jesteś zmęczony, bo wcześniej dowaliłeś 14 godzin w pracy na pełnych obrotach, marzysz o chwili drzemki. Nie da się, bo młody myśli, że jest na Santiago Bernabeu, a twój fotel to decydujący rzut karny w finale Ligi Mistrzów.

Kiedyś nawet byś zwórcił uwagę rodzicowi, jednak po kilku próbach z przeszłości się poddajesz, bo „dziecko musi się wyszaleć”. No i tak lecisz w atmosferze łupułupu, rodzice mają to gdzieś i z przerażeniem patrzysz na zegarek – jeszcze 5.5 godziny tego koszmaru. Dziecku można wszystko, bo przecież to dziecko, a przynajmniej takie podejście ma część rodziców.

Przemawia przez ciebie skrajny egoizm, bo ty chcesz się wyspać. Chcesz dolecieć w spokoju na miejsce, ale odpuszczasz walkę z samolotowym Cristiano Ronaldo, bo wiesz, że za kilka godzin usiądziesz na ładnej plaży. Przynajmniej takie podejście miałem jeszcze jakiś czas temu, które zaczęło się zmieniać i rozumiesz jak wiele motywacji i celu życia może dostarczyć nowa osoba na planecie.Image
STRACONE POKOLENIE NIEDOSZŁYCH RODZICÓW

Pamiętam z czasów szkoły średniej ogromną presję ze strony nauczycieli na „pójście na studia i robienie kariery”. Nic innego nie było ważniejsze, tylko podążanie za potencjalnym sukcesem zawodowym. Stawiając studia jako wyznacznik spełnienia człowieka, a cała reszta była kompletnie nieistotna.

Mało tego, traktując przy okazji chęć posiadania rodziny jako przejaw kompletnego braku ambicji i życiowego partactwa oraz nieudacznictwa. Podtrzymując wśród młodzieży określony schemat działania. Możliwie jak najlepszy wynik z matury, pójście na studia, a po nich znalezienie dobrej pracy. Nie wiem jak jest teraz, ale wtedy w odczuciu rówieśników, jeżeli ktoś chciał zakładać rodzinę zaraz po szkole średniej, to był patologią, której nic się nie chce, tylko rozmnażać.

Przez lata tłoczono do nastolatków poczucie strachu przed nastoletnią ciążą. Owszem, szesnastolatka w ciąży to raczej średnia perspektywa, ale to przesadne straszenie dziećmi powodowało, że do tej pory po internecie chodzą memy pokroju: „Mam 30 lat, a nadal boję się nastoletniej ciąży”. Nie było wzorca posiada rodziny, tylko tego podążania za „karierą”. Następie ta „kariera” często kończy się ładnie brzmiącym anglojęzycznym stanowiskiem na 23 piętrze przeszklonego biurowca za 6000 zł netto miesięcznie. Niekiedy z takim zakresem obowiązków, że jakby ktoś zniknął z pracy, to by się nic nie stało.

Kiedy jeden z moich kolegów okazało się, że zostanie ojcem w wieku 21 lat, to autentycznie większość mu współczuła. Dominowało podejście „zmarnowanego życia”, co on najlepszego narobił, stracił młodość na rzecz siedzenia w pieluchach i bawienia się z bąbelkiem. W tym czasie jako jeszcze młodzi studenci mieliśmy inne priorytety, takie jak co weekendowe objazdówki po klubach oraz domówki w akademikach.

Dziś, z perspektywy czasu mu zazdroszczę. Kiedy on będzie mieć za kilka lat dorosłe dziecko, ja będę musiał zmieniać pampersy. Chęć posiadania młodo dziecka była odbierana jako coś skrajnie głupiego i nieodpowiedzialnego, takie poczucie wyhodowaliśmy w ówczesnej młodzieży z mojego pokolenia w dużych miastach.Image
Read 9 tweets
May 4
💶TRASNFORMACJA ENERGETYCZNA: CHODZI O PIENIĄDZE A NIE EKOLOGIĘ 💶

Nie ma prawdopodobnie w Europie żadnego innego programu, którego rzeczywisty cel może być inny od tego, o którym się mówi. Zadałem sobie naprawdę wiele trudu, przejrzałem masę publikacji naukowych, danych, książek, statystyk, wypowiedzi najważniejszych polityków, a także ułożyłem wydarzenia chronologicznie w czasie.

Myślałem, że jestem zbyt przewrażliwiony i przecież nie można w taki sposób przepychać programów gospodarczych tłumacząc to ekologią. Myliłem się, im bardziej wgłębisz się w historię transformacji energetycznej w Europie od lat 70-tych, tym bardziej usiądziesz z niedowierzaniem i powiesz: „Przecież to niemożliwe!”.

Proces, tak jak i założenia transformacji energetycznej ewoluowały wraz z sytuacją geopolityczną. Najpierw była to potrzeba niezależności, potem ekspansji gospodarczej, by na koniec stworzyć desperacką próbę kreacji propopytowego programu gospodarczego, który wywrócił się o własne nogi. Nie znalazłem żadnej polskojęzycznej publikacji naukowej, która określałaby transformację energetyczną w Europie jako ewoluujący eksportowo-propopytowy program gospodarczy, a nie ten „ekologiczny”.

Nie chcę wchodzić za bardzo w zagadnienie czy zmiany klimatu są winą człowieka czy wynikają z naturalnego procesu życia Ziemi, a także w jakim stopniu dwutlenek węgla ma wpływ na zmianę klimatu. Nie mam ku temu kompetencji i wiedzy. Chcę się skupić na czymś kompletnie pomijanym. Na gospodarczych przyczynach powstania walki o powstrzymanie zmian klimatycznych, bo w tym przypadku jest naprawdę ciekawie.

Zapraszam na szaloną nitkę, która jest efektem ogromnego nakładu pracy. Poniższy tekst stanowi najbardziej skondensowaną historię transformacji energetycznej w ujęciu gospodarczym. Obnażymy w nim znaczenie gospodarcze transformacji ekologicznej w Unii Europejskiej, a nie to ekologiczne.

🧵⬇ Zapraszam, cały tekst poniżej!⬇🧵Image
TRANSFORMACJA ENERGETYCZNA NIE JEST NOWOŚCIĄ

Transformacja energetyczna w Europie zaczęła się tak naprawdę po 1973 roku, kiedy szalał światowy kryzys naftowy. Światowy kryzys naftowy z 1973 roku uwidocznił, jak bardzo Europa i inne kraje rozwinięte są uzależnione od importu ropy naftowej. W wyniku embargo państw OPEC ceny energii gwałtownie wzrosły, przez co prawie najważniejszą kwestią w tamtym okresie było bezpieczeństwo energetyczne i konieczność poszukiwania nowych źródeł energii.

Nie troska o planetę, a droga ropa naftowa rozpoczęła proces transformacji energetycznej w Europie. Najważniejsi europejscy politycy poruszali ten temat intensywniej właśnie od szoku naftowego. W Szwecji właśnie w latach 70-tych, rozpoczęto proces odchodzenia od oleju opałowego i węgla na rzecz biomasy, co było bezpośrednią reakcją na gwałtowny wzrost cen ropy i gazu. W Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej zaczęły pojawiać się pierwsze koncepcje wspólnej i ponadpaństwowej transformacji energetycznej.

Przyjęto też pierwszy w historii Europy program walki z zanieczyszczeniem środowiska. Oczywiście już wtedy, gdy nie zgadniecie… panował światowy kryzys paliwowy. Wcześniej owszem, były wzmianki naukowców o roli człowieka w zmianach klimatycznych, ale niewielu decydentów się tym przejmowało.

W latach 70-tych główny nacisk kładziono na walkę z zanieczyszczeniem, ochronę przyrody i efektywność energetyczną, a nie bezpośrednio na problem zmian klimatu, który zaczął być szerzej rozpoznawany i politycznie adresowany dopiero w kolejnych dekadach. Chodzi o sam początek procesu transformacji energetycznej, o którym w zasadzie każdy już zapomniał.Image
ZMIANY KLIMATU A ŚWIAT NAUKI OD SZOKU PALIWOWEGO DO LAT 80-TYCH

Zaraz po zmianie nastawienia wywołanej głównie szokiem paliwowym zaczęło pojawiać się coraz więcej publikacji w zakresie zmian klimatu. Przykładowo, w 1975 roku magazyn Newsweek opublikował artykuł „The Cooling World”, w którym ostrzegano przed niepokojącymi znakami, że wzorce pogodowe Ziemi zaczęły się zmieniać. Straszono w nim możliwością gwałtownego ochłodzenia i powrotu lodowców.

To właśnie w latach 70-tych powstały pierwsze poważne analizy dotyczące wpływu działalności człowieka na klimat, a naukowcy coraz częściej łączyli tematykę energetyczną z klimatyczną. Jednym z pierwszych, który łączył dosyć głośno zmiany klimatu z działalnością człowieka był fizyk Michael MacCracken. W 1975 roku napisał on dosyć znany list, w którym zwracał uwagę, że polityka energetyczna oparta na spalaniu węgla i ropy prowadzi do wzrostu stężenia dwutlenku węgla i może mieć poważne konsekwencje klimatyczne.

Wtedy pojawiły się też pierwsze katastroficzne prognozy dotyczące przyszłości klimatycznej świata i większy aktywizm ekologiczny. Na Światowym Kongresie Energetycznym w 1974 roku debatowano o negatywnym wzroście gospodarczym, a niektóre środowiska przewidywały trwały (i mocno przesadzony) kryzys cywilizacyjny, co napędzało zainteresowanie tematem zmian klimatu.

Już w latach 70-tych większość klimatologów przewidywała, że wzrost stężenia dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych doprowadzi do wzrostu globalnej temperatury. Ówczesne modele prognozowały ocieplenie klimatu rzędu 0.2°C na dziesięć lat, co de facto się sprawdziło. Przed kryzysem paliwowym było trochę zainteresowania zmianą klimatu i działalnością człowieka, ale on wręcz wystrzelił w debacie publicznej w kryzysie paliwowym i to była główna przyczyna zainteresowania się planetą.Image
Read 15 tweets
Apr 21
KIEDY I DLACZEGO NIE WARTO OTWIERAĆ NIEWIELKICH DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZYCH?

Naprawdę wiele ludzi sądzi, że od budki z lodami postawionej gdzieś przy głównym deptaku można zostać bardzo zamożnym człowiekiem. Twórca osiedlowego kebaba to jeździ na wakacje pięć razy w roku na Malediwy prywatnym odrzutowcem, w garażu ma trzy samochody, a na dachu bloku ląduje helikopterem.

Wytworzyliśmy obraz, jakby właściciele niewielkich przedsiębiorstw byli finansową elitą, klasą burżujów dorabiającej się na krzywdzie proletariatu. Właściciele mikroprzedsiębiorstw to w zasadzie trochę lepiej zarabiająca klasa robotnicza, a nie prawdziwi kapitaliście. Prawdziwe i porządne pieniądze robi się na dużym kapitale i skali, a nie smażeniu parówek.

Naprawdę nie wiem, czy ktoś rozsądny chciałby pracować po 12 godzin dziennie, przez 6 dni w tygodniu, nierzadko w niedziele i święta. Z widmem głodowej emerytury i tego, że jedna choroba poważniejsza od grypy pozostawia takiego człowieka bez źródła dochodów. W obecnej sytuacji gospodarczej działanie wielu niewielkich firm nie ma sensu.

Czasem lepiej dać sobie spokój i pójść do normalnej roboty, a nie tyrać w wiecznym kołowrotku nadziei na lepsze jutro. Zwłaszcza starsi ludzie robią to już z przyzwyczajenia, byle dociągnąć do emerytury. W dzisiejszym wątku opiszę, dlaczego często nie warto otwierać niewielkich działalności gospodarczych i kiedy lepiej tego nie robić.

↓🧵Zapraszam na nitkę!🧵↓Image
NISKIE BARIERY WEJŚCIA TO (ZAZWYCZAJ) NISKIE DOCHODY LUB SKALA

Jeżeli jakaś działalność gospodarcza ma skrajnie niskie bariery wejścia i wymaga może kilkudziesięciu tysięcy złotych na start oraz nie wymaga szczególnych umiejętności, to lepiej dać sobie spokój i tego nie robić. Niskie bariery wejścia zazwyczaj są tożsame z potencjalnie niskimi dochodami.

Duże firmy tego unikają i nie wchodzą do branż, gdzie działają mikroprzedsiębiorstwa. Nie ma korporacji malującej paznokcie czy korporacji tylko przepychających rury u osób indywidualnych. Nie ma, bo bariery wejścia są niskie, a konkurencja duża. Natomiast same ceny wynikają z zaangażowanie i długości pracy właścicieli. Owszem, taki hydraulik na jednoosobowej działalności gospodarczej posiadający całodobowy dojazd do klienta zarobi dużo powyżej średniej krajowej, ale musi być w wiecznej gotowości.

Gdyby miał płacić całodobowo za pracę innego hydraulika, żeby był dostępny całodobowo, to ten biznes nie spiąłby się na starcie. Nikt normalny nie zgodzi się na darmową całodobową etatową pracę, kiedy jest na jeden telefon i wtedy ma płacone oraz musi wyjechać do klienta.

Stworzenie małej budki z zapiekankami pozwoli na zarobki trochę powyżej minimalnej krajowej, ale jeżeli w swoim założeniu budka nie jest w stanie zarobić na siebie bez fizycznej pracy właściciela, to lepiej dać sobie z tym spokój. Chyba, że ktoś sobie tłumaczy, że lubi dużo pracować, nie spędzać świąt z rodziną i widywać swoje dzieci zmęczonym o 20 na kanapie wieczorem.Image
PRZESTEŃ NISKIEJ MARŻY LUB SKALI

Jak wspomniałem wyżej, duże firmy nie wchodzą do branż, w których nie ma pieniędzy. Rentowność wielu mikroprzedsiębiorstw wynika tylko i wyłącznie z zaangażowania właściciela. Problem jest taki, że o ile w wieku 20-40 lat da się to przeżyć, zakasać rękawy i pracować po 70 godzin w tygodniu, tak w pewnym momencie nikt nie wytrzyma tego zdrowotnie. Zacznie się sypać. Wtedy pojawia się problem, zaczynają odchodzić klienci, przedsiębiorstwo nie spina się finansowo, gdy nie ma właściciela – błędnie zakładając, że zawsze będzie dobrze.

W relacja pomiędzy firmami, duże firmy często wyrzucają na zewnątrz usługi, których nie opłaca się robić ich pracownikom, bo wychodzi to za drogo. Doskonałym przykładem jest handel zwrotami konsumenckimi. Ogromne firmy e-commerce mają problem z zalegającymi zwrotami, ich skala jest porażająca. Najgorzej wygląda to w przypadku ubrań w Niemczech, do sklepów wraca ok. 30 proc. produktów. Ktoś wpadł na pomysł, żeby zamiast wielkiego magazynu, to rolę handlu w re-commerce przejęli drobni ciułacze.

Potem zostają oni z masą towaru, obowiązkiem rękojmi, dostarczają płynność finansową i pozwalają realizować korporacyjny ESG. Będąc na samym dole łańcucha pokarmowego tylko dlatego, bo są tańsi od pracy Hansa na magazynie spod Hamburga. Da się osiągnąć pewną marżę, ale w takiej działalności trudno o ogromną skalę. Bezpośrednio w Polsce najważniejszego dostawcę towaru ze zwrotów obsługują jedynie dwie firmy.

Reszta trafia potem do drobnicy. Następnie taki handlarz zwrotami konsumenckimi ma załadowaną chałupę pod korek 576-tym tosterem i 1789-tym mikserem. Nie daj bóg jeszcze się coś zepsuje, to musi oddać pieniądze w ramach rękojmi. Czy da się na tym zarobić? Da się, ale naprawdę trzeba dużo pracować.Image
Read 7 tweets
Apr 9
AMERYKAŃSKA WOJNA HANDLOWA – CZY JEST SIĘ CZEGO BAĆ?

Stare chińskie przysłowie mówi: „Obyś żył w ciekawych czasach”. Choć samo przysłowie jest raczej przekleństwem i można powiedzieć, że właśnie zaczęło się spełniać. Jesteśmy świadkami ogromnych zawirowań handlowych na arenie międzynarodowej. Wydarzeń, które będą opisywane za pięćdziesiąt lat w książkach do historii.

Niekiedy można odnieść wrażenie, że to wszystko jest nieco „z boku”, a wielkie rozgrywki geopolityczne są gdzieś daleko za oceanem i w zasadzie, to wszystko nas mało dotyczy. Wręcz przeciwnie, amerykańska wojna handlowa z całym światem i wzajemne okładanie się ciosami z Chinami bardzo nas dotyczy. Wali się porządek handlowy świata, a zarazem być może hegemoniczna rola Stanów Zjednoczonych, jaką znamy.

↓🧵Zapraszam na nitkę, w której omówimy sobie wpływ tych wojen handlowych na polską gospodarkę. Czy rzeczywiście jest się czego obawiać, a może po prostu wszystko odczuje przeciętny Amerykanin, który więcej zapłaci za produkty w sklepie? Zapraszam!🧵↓Image
CHIŃSKA POTĘGA HANDLOWA

Stany Zjednoczone prawdopodobnie bezpowrotnie w ostatnim czasie straciły światowe pierwszeństwo w handlu międzynarodowym. Chiny idą po wszystko, w 2024 roku łączna wartość eksportu przekroczyła 3.58 bln dolarów. Dla porównania, Stany Zjednoczone wyeksportowały towary o łącznej wartości nieco ponad 2 bln dolarów w 2024 roku.

W 1995 roku wartość chińskiego eksportu dóbr wyniosła 0.15 bln dolarów, a w 2005 r. – 0.76 bln dolarów. Warto porównać to ze Stanami Zjednoczonymi, bo w 2005 roku wartość eksportu towarów Stanów Zjednoczonych wyniosła 0.90 bln dolarów. Gdzie dziś jest Ameryka, a gdzie Chiny. Chiny przejmują branżę po branży, zdominowali handel produktami związanymi z odnawialnymi źródłami energii, częścią elektroniki, długo by wymieniać, a jak tak dalej pójdzie, to i samochodami.Image
AMERYKAŃSKA GRA NA WYNISZCZENIE

Zasadniczą cechą Chińczyków jest wchodzenie „all-in” w poszczególne branże, które wybierze sobie władza. Następnie są one dotowane wręcz nieograniczonym strumieniem pieniędzy, rynek zalewa się stosunkowo tanim i dobrej jakości towarem. Przejmując kawałek po kawałku rynek, by potem mieć na nim wygodną pozycję.

Zauważyli to na pewno Amerykanie, którzy doszli prawdopodobnie do wniosku, że strata dla Chin tak dużego rynku, jakim są Stany Zjednoczone spowoduje, że Pekin zostanie z milionami niesprzedanych towarów leżących na magazynach. Plan może się średnio udać, biorąc pod uwagę historię Chin. "Wielki Skok Naprzód" za czasów Mao Zedonga kosztował życie według różnych szacunków pomiędzy 20 a 50 mln ludzi. Było to systemowe i narodowe poświęcenie w imię większej idei, której nie można było się sprzeciwić.

Nie wątpię, że ta narodowa i zarazem wymuszona skłonność do poświęceń jest zakodowana w mentalności Chińczyków. Naprawdę są w stanie dużo jako naród wytrzymać, zwłaszcza biorąc pod uwagę autorytarny sposób sprawowania władzy. Coś, co przejdzie w Chinach, nigdy nie przeszłoby w Europie.Image
Read 9 tweets
Apr 2
PRAWDZIWA PRZESTRZEŃ DLA MIKROPRZEDSIĘBIORSTW (na przykładzie handlu paletami)

Pewna grupa społeczna powszechnie uznają mikroprzedsiębiorstwa za synonim niskich wynagrodzeń, „badziewia” i nieinnowacyjnego balastu, który najlepiej – jakby zniknął z powierzchni ziemi. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, w jakich warunkach muszą operować te firmy i jakie jest ich miejsce w szeregu.

Dzisiaj chciałbym poruszyć temat kompletnie pomijany przez ekonomistów i analityków życia gospodarczego. Niewiele osób rozumie przestrzenie, jakie są zarezerwowane dla tego typu działalności. Zastanawiałem się nad przykładem, który byłby dla wszystkich zrozumiały i myślę, że znalazłem idealny. Handel zwrotami konsumenckimi lub jak kto woli, towarem z palet.

Stanowi przykład, gdzie ryzyko przerzuca się na dół i można sobie elegancko robić politykę CSR, ESG czy inne podobne cuda. Zarazem przerzucając odpowiedzialność na „nieinnowacyjne badziewie”, które robi to, bo ma nadzieję, że zarobi jakieś lepsze pieniądze.

⬇🧵Zapraszam na nitkę, w której opiszemy sobie przestrzenie, w których muszą działać mikroprzedsiębiorstwa na przykładzie zwrotów konsumenckich.🧵⬇Image
SKALA ZWROTÓW KONSUMENCKICH

Skala zwrotów konsumenckich w Unii Europejskiej jest ogromna. Na rynek trafia mnóstwo śmieci, z którymi nie ma co robić. Gdyby nie zwroty konsumenckie, które są potem kupowane przez handlarzy detalicznych, to duże podmioty e-commerce miałyby jeszcze problem z ponownym użyciem przedmiotów (niska opłacalność) lub utylizacją.

Według badania Digitalverband Bitkom, średnio 11 proc. zakupów w Niemczech jest zwracanych. Inny raport, EHI Retail Institute szacuje, że średni koszt obsługi jednego zwrotu wynosi między 5 a 10 euro. Czyli, jeżeli towar jest o niskiej wartości to kompletnie nie ma sensu ponownie próbować go wdrażać do sprzedaży. Najgorzej wygląda to w przypadku ubrań, do sklepów wraca ok. 30 proc. produktów (!) w Niemczech. Według raportu PostNord E z 2020 roku, aż 49 proc. Niemców, którzy robili zakupy online, zwróciło minimum raz zakup w ciągu roku.Image
PRZESTRZEŃ DLA MIKRO

Problem zwrotów konsumenckich był w pewnym momencie tak duży, że wdrożono genialny z punktu widzenia dużych sieci e-commerce pomysł na zmniejszenie kosztów. Zaczęło pojawiać się coraz więcej podmiotów oferujących sprzedaż całych palet z towarem do mniejszych firm, które następnie sprzedawały je go handlarzy detalicznych.

Sieć e-commerce, która zostawała z setkami ton zbędnych odkurzaczy, mikserów, czy ciuchów mogła się pozbyć tego problemu i jeszcze ktoś za to zapłaci. W ten sposób stworzyła się przestrzeń dla mikroprzedsiębiorstw, które handlują potem na różnych portalach internetowych lub na żywo jakimiś blenderami, mikrofalami czy innym sprzętem, który ktoś inny zwrócił do sklepu.

Przestrzeń dla takiego mikroprzedsiębiorstwa (zazwyczaj prowadzi to jedna osoba albo członkowie rodziny) wygląda następująco. Kupuje on „w ciemno” paletę za np. 5 000 zł, gdzie nie do końca wie, co na niej będzie. Szacowana wartość nowych produktów to np. 20 000 zł, a na rynku wtórnym np. 12 000 zł.

Mikroprzedsiębiorca kupuje tanio towar i potem go upłynnia, ale bierze na siebie szereg różnych wyzwań, których nie podjęłaby się żadna normalnie funkcjonująca duża firma. Zaletą takiego mikroprzedsiębiorstwa jest to, że nie ma rozdmuchanych kosztów stałych, taniej upłynni towar, a do tego jeszcze będzie dziękować za możliwość pracy po 60 godzin w tygodniu, bo przecież jest „na swoim”.Image
Read 8 tweets

Did Thread Reader help you today?

Support us! We are indie developers!


This site is made by just two indie developers on a laptop doing marketing, support and development! Read more about the story.

Become a Premium Member ($3/month or $30/year) and get exclusive features!

Become Premium

Don't want to be a Premium member but still want to support us?

Make a small donation by buying us coffee ($5) or help with server cost ($10)

Donate via Paypal

Or Donate anonymously using crypto!

Ethereum

0xfe58350B80634f60Fa6Dc149a72b4DFbc17D341E copy

Bitcoin

3ATGMxNzCUFzxpMCHL5sWSt4DVtS8UqXpi copy

Thank you for your support!

Follow Us!

:(