Spróbujmy podsumować: Konfederacja, polityczna reprezentacja narodowców, neoendeków i libertarian z przyległościami przez lata utrzymywała agendę korzystną dla wielkich korporacji (w tym cyfrowych), które kolonizują Polskę. Przyniosła im też wiele pieniędzy; rozszarpujące nasze
społeczeństwo algorytmy chcą bowiem treści przyciągających uwagę i wywołujących emocje, a taki kontent zapewniają konfederackie profile. Jednocześnie sama miała z tego wielkie korzyści, taki Grzegorz Braun swój mandat poselski zawdzięcza w 95% Youtube’owi.
Jednak jeśli pozwolisz utowarowić swoje poglądy i sposób działania, może się zdarzyć, że ktoś zaoferuje lepszy towar. Cyfrowa oligarchia okupuje szczyt pola władzy w świecie zachodnim i musi odsuwać widmo rewolucji. Podsunęła młodym ludziom (a zawsze chodzi o młodych ludzi,
powie Wam to każdy filozof polityczny od Straussa po Foucaulta) politykę tożsamościową, która pozwala potencjałowi rewolucyjnemu ulotnić się w analizach zaimków i flag rozmaitych orientacji. Ta polityka wymaga zaś, by twory pokroju Konfederacji zostały wymazane z naszego życia.
Płyną z tego dwa ważne morały. Pierwszy jest taki, że nie należy sprzedawać duszy diabłu, jeśli nie do końca rozumiemy jego intencji. Drugi zaś taki, że nie ma się z czego śmiać, bo wszyscy mamy przesrane.
• • •
Missing some Tweet in this thread? You can try to
force a refresh
Rozpoczynamy #ListaKreatur 2021.
Dziś dowiedzą się Państwo, z kim na TT się nie zadawać, komu nie podawać ręki, na kogo spluwać.
Lista jest efektem wielomiesięcznego śledztwa, wszystkie podane na niej informacje są prawdziwe i biorę za to odpowiedzialność.
#ListaKreatur 30. @AWodeham
Zwycięzca 1. edycji, rok temu 6. Dziś ostatnie miejsce w kompromitującym stylu. Z twitterowym zjazdem tego człowieka konkurować może jedynie zjazd życiowy. Wódka już nie wchodzi, kuśka nie staje. Pieniądze się rozeszły, kobiet nigdy nie było wiele.
Żadna go zresztą nie kochała, chciały pieniędzy, które odziedziczył. Jedyną istotą, która darzyła go miłością, był wierny pies Plato, ale niezbyt długo. Wodeham zmiażdżył mu łeb cofając samochodem. Nie, nie był pijany albo nieuważny, zrobił to dla zabawy.
Wraz z Tuskiem wraca cały dorobek mapowania poznawczego, nad którym przed 2015 r. pracowali w pocie czoła kartografowie kompradorskiego neoliberalizmu.
Zanim jednak zakończy się budowa Nord Stream 2 i nasze mieszkania będziemy ocieplać nie gazem, a wyrazami gorącego wsparcia z Zachodu, czeka nas powrót do najważniejszej z siatek pojęciowych fajnych Polaków: anty-polityki.
Przez 6 lat kaczyzm upodmiotawiał kolejne grupy społeczne, demaskował gry interesów i denaturalizował stosunki władzy, żeby Tusk dzień po powrocie mógł powiedzieć: „polityka? Jest dobro i zło, ja jestem dobro, a o programie pogadamy później, teraz strzelcie mi fotkę jak biegam”.
„Człowiek zbuntowany” to doskonały tytuł filmu o Jarosławie Kaczyńskim, ale nie powinien opisywać czasów komunizmu.
Bunt przeciw komunie był łatwy, zwłaszcza dla inteligentów w latach 70. i 80. (dobrze wiemy, ile wśród „legend Solidarności” pojebów i idiotów, na czele z ich
szefem, postującym na fb teorie Dänikena i piszącym wiersze o samym sobie).
Bunt Jarosława Kaczyńskiego – ten, który zmienił Polskę – nastąpił później. Był to bunt przeciw temu, czemu sprzeciwić się najtrudniej: niewidzialnym prawom kardynalnym, społecznym konwenansom,
myśleniu potocznemu, powszechnym modom i duchowi czasu.
W krainie samochodozy ostentacyjnie nie robił prawa jazdy. W niedokonsumowanym społeczeństwie polującym na promocje i chwilówki – nie założył nawet konta w banku. W kraju kalek udających ludzi sukcesu nigdy się nie ożenił i
Historyk przyszłości być może za datę graniczną końca dominacji cywilizacji europejskiej (wraz z jej północnoamerykańską delegaturą) uzna dzień, który już przeżyliśmy. Bez wątpienia jednak kończąca się właśnie dekada zapisze się w dziejach jako ostatnia należąca do
cywilizacji białego człowieka – w następnej cywilizacja człowieka żółtego będzie już pierwszoplanowym aktorem.
Oznaki nadchodzącej implozji zostały 150 lat temu zdiagnozowane po raz pierwszy przez Nietzschego, u progu wojny peloponeskiej naszych czasów były już szeroko
opisywane przez Spenglera i Eliota, a że my czasach pełnego upadku mamy dostęp jedynie do nędznych karykatur, to możemy dziś posłuchać, jak o końcu cywilizacji dywagują prof. Roszkowski z red. Warzechą.
Dogasające już protesty kobiet były, jak napisałem gdzieś wcześniej, katastrofą komunikacji, eksplozją czystych emocji dotykających sfer najgłębszych i najbardziej intymnych.
Domagają się zatem opisania kategoriami myślenia, które stawia sobie za cel eksplorację tych najgłębiej ukrytych i najbardziej mrocznych stron ludzkiej natury – psychoanalizy.
Nie będziemy tu sięgać po klasyków ani bezpośrednio Lacana, a po Pierre’a Legendre’a, a więc myśliciela, który najsilniej wydobywa z psychoanalizy podstawę polityczności – ojcobójstwo.
Łysienie. Niezamierzony cel naszej wędrówki. Platon z faktu łysienia wywodził wyższość mężczyzn nad kobietami – te bowiem nie łysieją, a łysienie jest przecież widoczną oznaką wytężonej pracy umysłu.
Łysienie to droga bolesnej męki. Niektórzy są już u jej kresu (Wodeham), inni w połowie (ja), a jeszcze inni dopiero zaczynają przygodę z utratą włosów (Turała). Ludzkość od tysiącleci zajmuje się próbami ukrywania tego zjawiska. Peruki, tupety, maści,
a w epoce industrialnego szczęścia przeszczepy i operacje. Od kilku lat panoszy się również moda na golenie całej głowy, gdy tylko dostrzeże się pierwsze ubytki. Chciałem powiedzieć z całą mocą mojego autorytetu: są to wszystko rzeczy niegodne mężczyzny.