A teraz już poważnie o najważniejszym śledztwie tego tygodnia.
Polskę czeka forsowna transformacja energetyczna - długotrwała i kosztowna. Jej skala wynika z faktu, że przez ostatnie 30 lat nie zrobiliśmy nic, by obniżyć nasze emisje (choć mieliśmy sygnały, że musimy) /1
Koszty tej transformacji w sporej części będą przerzucone na społeczeństwo (np. w formie wyższych rachunków za energię). To cena zaniedbań, braku myślenia, słabości instytucjonalnej i politycznej państwa.
Ucierpią na tym wszyscy, a szczególnie ci najubożsi. To zrodzi opór. /2
I co z tym robią ludzie pokroju Łukasza Warzechy? Próbują ten opór przekuć w falę utrzymującą ich przy popularności. Będą podważać sens transformacji, wskazywać brak podstaw dla tego procesu, mówić o unijnym dyktacie.
I temu służą np. takie wstawki o „klimatycznym oszustwie” /3
Tylko, że towarzystwo to zapomina dodać, iż prowadzenie innej polityki w ramach UE nie jest możliwe. Bo UE już od bardzo dawna sygnalizuje, że będzie dążyć do redukcji emisji, a my z tym nic nie zrobiliśmy. A teraz Bruksela czyni z polityki klimatycznej nowe spoiwo dla P. Cz. /4
Abstrahując od technicznej oceny polityki klimatycznej UE (do niej można mieć szereg zastrzeżeń), to propozycje zachowania status quo w polskiej energetyce są nie do zrealizowania w ramach unijnego prawa. Tyle.
Dalsza bierność w temacie będzie nas kosztować jeszcze więcej. 5/5
• • •
Missing some Tweet in this thread? You can try to
force a refresh
To sprawdźmy, czy redaktor @lkwarzecha obnażył „klimatyzm” czy może luki we własnym rozumowaniu.
Pierwszy chochoł już na wstępie: red. Warzecha twierdzi, że gdy zima jest ciepła, to klimatyści krzyczą, że jest GO, a jak kwiecień zimny to milkną. Otóż nie - naukowcy patrzą na długofalowe trendy wieloletnie. Te jasno wskazują na ocieplenie. Zimny kwiecień tego nie zmienia.
„Gdy zaś zimne miesiące ciągną się w nieskończoność, tak jak w tym roku, klimatyści milczą (...)” - pisze red. ŁW.
Nie, klimatysci nie milczą, tylko pokazują dane globalne, które jasno wskazują że 3 mies. 2021 r. mają widoczny trend ociepleniowy (za kwiecień nie ma danych).
Zbieram materiały do nowej książki i przeglądając artykuły o klimacie z mainstreamowych serwisów informacyjnych z głębokim żalem muszę przyznać:
spieprzyliśmy sprawę. My, dziennikarze.
Nie dość, że nie potrafiliśmy odpowiednio zakomunikować tego, co mówi nam nauka /1
...w sposób przystępny dla ogółu, to jeszcze pozwalamy, by marketingowa potrzeba zbierania lajków, klików i udostępnień brała górę nad rzetelnością. I tak powstają artykuły, które - z pozoru - godzą w teorię antropogenicznej zmiany klimatu, które w rzeczywistości są albo /2
wynikiem braku wiedzy dziennikarza albo mylnej interpretacji badań naukowych albo wzięcia za pracę naukową czegoś, co nią nie jest i zawiera poważne błędy czy niedomówienia. A potem teksty te krążą jako dowód wśród sceptyków i trzeba je demontować długo i mozolnie. /3
Przede wszystkim, zauważalny jest brak udziału prezydenta @AndrzejDuda. Rozumiem, że w kraju dzieje się naprawdę sporo, ale trwa kampania wyborcza, a kwestie środowiska i klimatu przyciągają wyborców - co widać było podczas wyborów w roku 2019.
Pan Robert Biedroń zaczyna od bardzo ładnych, okrągłych i niewiele mówiących zapewnień, że nie mamy „planety B”, trzeba myśleć globalnie i działać lokalnie oraz mieć odwagę do przeprowadzania zmian.
Super, brzmi to jak znalezione w ciasteczku z wróżbą.
No, to zobaczmy, co tam jest w tym numerze @DoRzeczy_pl.
Artykuł red. Cukiernika zaczyna się od cytatu z raportu IPCC z 2007 roku, który wskazuje, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo antropogenicznego charakteru zmian klimatu. Dlaczego nie sięgnięto po raport specjalny z 2018 roku?
Red. Cukiernik pisze, że pogląd IPCC o antropogeniczności zmian klimatu popiera „część innych naukowców”.
Część? 97% klimatologów jest tego zdania. Uczciwiej byłoby to chyba nazwać „miażdżącą większością”, a nie „częścią”.